niedziela, 26 lutego 2017

#83: Księżniczka z lodu


Camilla Lackberg | Wydawnictwo: Czarna Owca | 424 strony | kryminał
★★★★★★★☆☆

Kiedy panuje zima, najlepiej czyta mi się książki mrożące krew w żyłach - kryminały, horrory, sensację. Wybieram wtedy takie historie, które dzieją się w zaśnieżonych miasteczkach, abym mogła wczuć się w klimat, widząc za oknem śnieg. Bo kto wie, czy w ogródku sąsiada, pod grubą warstwą puchu, nie leży jego dawno niewidziana przeze mnie żona? Kto wie, czy te czerwone kropelki przy bramie to nie krew? Kto wie, czy pęknięty na pobliskiej rzece lód nie był świadkiem straszliwej kłótni i morderstwa? Do powieści z mnóstwem podobnych pytań wewnątrz należy na przykład "Księżniczka z lodu". Już sam tytuł napełnia mnie różnymi emocjami i dziwnym przejęciem oraz skłania do myślenia nad tym, na co tym razem wpadł autor.

Fjallbaka to monotonne miasteczo na wybrzeżach Szwecji, którego spokój zostaje niespodziewanie zakłócony. Trzydziestopięcioletnia Erika Falc, dziennikarka i autorka biografii, odnajduje swoją przyjaciółkę z dzieciństwa - Alexandrę Wijkner - martwą. Jej sine ciało leży w wannie z lodem i zamarzniętą krwią, a na rękach znajdują się przecięcia, które mogłyby świadczyć o samobójstwie. Matka dziewczyny nie może w to uwierzyć. Jest niemal pewna, że jej córka nie odebrałaby sobie życia. Kilka dni później, po dokładnych oględzinach policja odkrywa, że ktoś dopuścił się morderstwa. Zrozpaczona matka prosi więc o pomoc Erikę. Przyjaciółka Alex z dawnych lat rozpoczyna swoje własne śledztwo wraz z kolegą z podwórka i gliną - Patrickiem Hedstromem. Odkrywają oni, że zabójstwo dziewczyny ma ścisły związek z wydarzeniami sprzed lat.
 
 
Gdzieś w środku - obok ciastek - czuł niepokój wynikający z przeświadczenia,
że najprostsze rozwiązania nie zawsze są prawdziwe.

Historię tę chciałam poznać od wakacji, na których mój gust czytelniczy zaczynał ewoluować. Miałam co do niej pewne oczekiwania i liczyłam na kawał dobrego, skandynawskiego kryminału. Nie zawiodłam się, ale przyznam szczerze, że liczyłam na nieco więcej zagadek, poszlak i rozlewu krwi, a mniej życia codziennego, romansów, relacji między członkami rodziny. "Księżniczka z lodu" składa się w dużej mierze z dobrze rozbudowanego, rozległego wątku obyczajowego, z którego mimo wszystko jestem bardzo zadowolona, gdzie mamy kilka równie ważnych postaci. Ich życia toczą się równolegle z prowadzonym śledztwem. Dla przykładu: siostra głównej bohaterki tkwi w nieszczęśliwym związku pełnym przemocy, Erika zajęta jest porządkowaniem rzeczy po zmarłych rodzicach i sprzedażą domu, pewna starsza pani wciąż dokupuje nowe figurki mikołajów, bo jak twierdzi "trzeba mieć jakieś dziwactwa, żeby być ciekawym dla innych. W przeciwnym razie jest się tylko nudną starą babą, której nikt nie chce znać". Wydaje mi się, że jest to podłoże do kolejnych dziewięciu tomów tej serii, aby w każdym następnym można było rozwijać wątki z poprzedniego i dokładać nowe.

Postacie wykreowane przez Camillę Lackberg są niezwykle żywe i barwne. Do tego autorka opowiada o nich tak, że nieraz splatałam ich życie z moim własnym. Przedstawia różne problemy, rozterki, ukazuje nam bolesną przeszłość i przeżycia, a to składa się na złożone tło psychologiczne, gdzie emocje odgrywają najważniejszą rolę, ujawniając się czytelnikowi. Dla Lackberg ważne są chyba relacje międzyludzkie, bowiem autorka nie przechodzi obok nich obojętnie, a poświęca im sporo uwagi, doszlifowując najdrobniejsze szczegóły. Pisarka maluje również obraz ukazujący realia życia codziennego, nie tylko w krajach skandynawskich, i pokazuje, że wcale nie jest ono tak piękne, szczęśliwe i bogate, jak może nam się wydawać, a ludzie to po prostu ludzie, którzy mają swoje potrzeby, tak jak i my.
 
 
Wspólne zamieszkanie, zaręczyny, ślub, dzieci, a potem wiele nakładających się
na siebie powszednich dni. Aż któregoś dnia spojrzą na siebie i odkryją,
że razem dożyli starości. To przecież niezbyt wygórowane życzenie.
 
Pojawia się i wątek miłosny, jak się można domyślić, między Eriką a Patrickiem. Co mnie zaskoczyło? Że Camilla Lackberg przedstawiła ich relację z dwóch perspektyw: zarówno tej zawodowej - bo zajmują się oni wspólnym rozwiązaniem zagadki, oraz osobistej - gdzie wspominają o swoim życiu, nawykach i po prostu rozmawiają na tematy, które pozwalają im się bliżej poznać. Ogromnym plusem jest to, że główna bohaterka to zwykła dziewczyna, ale tak prawdziwie zwykła i nieporadna, jak my byśmy byli, gdyby przyszło nam samemu rozwiązywać zagadkę morderstwa. Erika nie wykrada dowodów policji, nie strzela z pistoletu, nie bierze udziału w pościgu, nie załatwia bandy zbirów - po prostu rozmawia z ludźmi, dużo myśli i zwraca się o pomoc do Patricka. Oprócz tych dwóch wątków pojawia się również element toksycznej relacji i przemocy domowej. Ukazuje to, jak zachowuje się osoba pokrzywdzona, jak ukrywa ślady pobicia, jakie kłamstwa wciska wszystkim naokoło i jak ślepo zapatrzona jest w swego oprawcę, wierząc, że kiedyś się zmieni. Jestem pod wrażeniem, bo to debiut, a wszystko gra ze sobą praktycznie idealnie. 

Do języka i stylu autorki nie mam żadnych zastrzeżeń. No dobra, czasami pojawiły się zbędne powtórzenia, ale podejrzewam, że może to być po prostu wina tłumaczenia. Nie spodziewałam się, że do "Księżniczki z lodu" zostaną wplecione wątki humorystyczne, na przykład zabawne dialogi, przy których na mojej buzi będzie pojawiał się wielki uśmiech. Bardzo podobały mi się malownicze opisy miejsc, jakie serwowała w swojej pierwszej książce pisarka. Dzięki nim mogłam odtworzyć w swojej głowie miejsca rozgrywania akcji.
 
 
- (…) Czy moglibyśmy wreszcie zostawić śmierć i zmartwienia i zająć się sobą?
- A wiesz, to bardzo dobry pomysł.

Na sam koniec zostawiłam sobie ocenę motywu kryminalnego w "Księżniczce z lodu". Cóż, niestety ten element mnie odrobinę rozczarował, bo liczyłam na wyśmienity, przerażający i mrożący krew w żyłach kryminał, o jakim mówili inni czytelnicy. Tymczasem otrzymałam coś tak naprawdę łagodnego. Nie pojawiło się wiele zwrotów akcji, książka nie przez cały czas trzymała mnie w napięciu, dopiero końcówka wbiła w fotel i mile zaskoczyła, bo właśnie wtedy mamy okazję poznać prawdę i to w tym samym momencie, co bohaterowie. Mimo to uważam tę lekturę za ciekawą, dobrze skonstruowaną i jak na debiut - bardzo udaną. Mam zamiar kontynuować przygodę z tą autorką.
 
W serii Saga o Fjallbace:
Księżniczka z lodu | Kaznodzieja | Kamieniarz | Ofiara losu | Niemiecki bękart | Syrenka |
Latarnik | Fabrykantka aniołków | Pogromca lwów | Czarownica |
 
+ 3,1 cm do: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu;

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Zostaw ślad swojej obecności :)