środa, 22 lutego 2017

#82: Piasek Raszida


Brandon Sanderson | Wydawnictwo: IUVI | 312 stron | lit. młodzieżowa, przygodowa
★★★★★★★

Brandon Sanderson to tylko pseudonim, wiecie? Rzekomy autor książek fantasy tak naprawdę nazywa się Alcatraz Smedry, a do używania pseudonimu zmusił do Ciszlandzki wydawca. Do tego kazał mu spisać swoje wspomnienia i opatrzyć je nalepką fikcji literackiej! To nie do pomyślenia, jak ci Bibliotekarze się rządzą. Aż strach się bać. A może moje prawdziwe imię, które znacie, to również pseudonim? Aby się przekonać, zapraszam do zapoznania się z tą recenzją.

Alcatraz Smedry to zwykły nastolatek, który wyróżnia się niezwykłym talentem do psucia różnych rzeczy (przeważnie niszczy klamki, ale w swoim dorobku ma również pralkę, kosiarkę, a nawet całą kuchnię!). Jego rodzice nie żyją. Przebywa on w rodzinach zastępczych i zostaje ciągle przenoszony z jednej do drugiej - co poradzić, psucie rzeczy jeszcze nikomu nie wyszło na dobre. W dniu swoich trzynastych urodzin otrzymuje dziwną paczkę, wewnątrz której znajduje woreczek piasku i jakąś zabazgraną kartkę. Prezent zostaje szybko skradziony, a to uruchamia lawinę zdarzeń. W domu zastępczym pojawia się dziwny mężczyzna, podający się za dziadka Alcatraza, asystent kuratorki mierzy do chłopca z broni, chwilę potem okazuje się, że jednak posiada on prawdziwą rodzinę i razem z  nimi musi stawić czoła Bibliotekarzom - tajnej i  niebezpiecznej organizacji rządzącej światem, która zajmuje się selekcją informacji. Kłamią, mamią  ludzi, zatajają przed nimi mnóstwo informacji. Czy Alcatraz wraz z kuzynami, dziadkiem i Bastylią poradzą sobie w walce? Czy soczewki mogą stanowić groźną i skuteczną broń? Czy chłopiec upora się ze swoim niezwykłym talentem do psucia różnych rzeczy?


- Ach, chłopcze. Ta wojna, którą toczymy... Tu nie chodzi o pistolety ani nawet
o miecze.
- W takim razie o co? O piasek?
- O informacje - odparł. - To jest prawdziwa władza w tym świecie.

"Piasek Raszida" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Brandona Sandersona. Uważam je za bardzo udane. O autorze słyszałam wiele, ale początkowo nie byłam przekonana do tego, by zabrać się za jego grube książki fantasy dla starszych czytelników. Postanowiłam więc zacząć od nieco lżejszej książki dla młodszych nastolatków i teraz jestem już pewna, że w przyszłości ten autor będzie królował u mnie na regale. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to bardzo specyficzny, ale niezwykle ciekawy sposób prowadzenia narracji. Autor często zwraca się prosto do nas, czytelników, i próbuje nas zabawiać, czasem zmusić do przemyślenia jego słów, kilka razy nawet się droczy, a to nieczęste zjawisko. 

Jeśli chodzi o pomysł na historię to jestem pełna podziwu tego, jak pisarzowi mogło przyjść do głowy coś takiego. Mamy bowiem ciekawą mieszankę rzeczy, które osobno są uosobieniem nudy, a tutaj połączone ze sobą dają szalony miks, jakiego nigdy nie uzyskalibyśmy w prawdziwym życiu. Składniki same w sobie są nieciekawe, powstała mieszanina jest jednak bardzo oryginalna, magiczna i interesująca. Zapewniam was, że nigdy wcześniej nie trafiliście na coś podobnego. Nie przeczę, że historia ta jest trochę dziecinna, ale nawet jak na taką książkę trochę trudno było mi przez pierwsze kilkadziesiąt stron zrozumieć nowy świat i wszelkie związane z tym terminy. Dostajemy Bibliotekarzy, okulatorów, Ciszlandczyków, Wolne Królestwa, a nawet dinozaury! Po setnej stronie załapałam wszystko i mogłam czerpać przyjemność z tej odstresowującej lektury.


Mądry człowiek umie wszystko obrócić na swoją korzyść, nieważne jak
niekorzystne wydaje się to na początku.

"Piasek Raszida" urzekł mnie genialnym humorem, wszechobecnym komizmem i ciągłym sarkazmem. Nie dało się nie czytać tej książki z wielgachnym uśmiechem na buzi. Co chwilę zaznaczałam ulubione momenty lub śmiałam się prawie do rozpuku. Właśnie takiej powieści mi było trzeba na tę powoli dobijającą zimę. Cała ta książka to generalnie jedna wielka ironia, oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu. Mamy bohaterów, którzy posiadają osobliwe talenty, jak potykanie się czy psucie różnych rzeczy, gdzie to drugie to bardzo rzadka, niemal legendarna umiejętność. Jak już wspominałam, występują również dinozaury, które swoją wiedzą i inteligencją przewyższają prawdopodobnie większość z nas, a przybyły one w strony Alcatraza z powodu pisania pewnej pracy naukowej. Do tego dochodzą zabiegi słowne - jak nie czuć sympatii do tej historii? Jak się przy niej nie śmiać? Uważam, że książka ta, choć raczej przeznaczona dla młodszych odbiorców, dobrze nada się i dla tych, którzy będą już w odpowiednim wieku, by zrozumieć sarkastyczną postawę autora.

"Piasek Raszida" cechuje przede wszystkim lekkość pióra autora, świetne zwroty akcji i klimat, który sprawił, że już nigdy nie spojrzę na bibliotekę tak samo. Po tej książce aż zachciało mi się do niej wybrać, a wiecie chyba, że ja raczej jej nie odwiedzam, prawda? To musi coś znaczyć! Jeśli chodzi o samo wydanie, wewnątrz znajduje się mnóstwo genialnych, starannych  i fajnie oddających treść ilustracji. To miły dodatek, który cieszy oko. Wybaczcie, że nie pokaże wam tego na zdjęciu. Musicie zaufać mi na słowo. Gwarantuję wam, że przeczytacie tę lekturę w mig - literki są naprawdę duże, a sama historia nie pozwala się oderwać, bo dzieje się dużo.


Niektórzy sądzą, że autorzy piszą książki, bo mają bujną wyobraźnię i chcą
się podzielić swoją wizją. Inni zakładają, że autorzy piszą, bo rozsadzają ich opowieści
– a zatem musimy je zapisać w chwilach twórczej propondencji. Obie te grupy
zupełnie się mylą. Autorzy piszą książki z jednego i tylko jednego powodu:
lubimy torturować ludzi.

Bardzo polubiłam głównego bohatera Alcatraza (nie, nie odziedziczył on imienia po tym słynnym więzieniu), ale nie tylko niego! Wyczuwam, że Brandon Sanderson ma smykałkę do tworzenia ciekawych i wyrazistych postaci. Ten chłopiec psuje wszystko co dotknie, a przy tym jest po prostu uroczy. Może i nie wyróżnia się ponadprzeciętną rozwagą i ciągle przypomina nam, że nie jest dobrym człowiekiem, ale serce to ma on ogromne. Przypominał mi momentami Harry'ego Pottera z pierwszych tomów mojej ukochanej serii. Ubolewam tylko, że postaci żeńskich poznajemy zaledwie dwie, w czym jedna to czarny charakter, a druga to Bastylię - stanowcza i zaradna dziewczyna, która, nie uwierzycie, jest rycerzem. Przy okazji muszę pochwalić autora za wybór niekonwencjonalnych imion. Podobają mi się!

Na koniec pozostała kwestia mojego imienia. W pierwszym akapicie pozwoliłam sobie wprawić was w stan niepewności. Tak jak autor, który zmylił nas i troszkę namieszał w pierwszym rozdziale wstępem, w którym coś obiecał, tak postąpiłam i ja. Ale to nie koniec, bo również jak on, nie dotrzymam do końca obietnicy i nie powiem wam, czy nazywam się Gabriela. Żebyście dowiedzieli się prawdy, będzie musiało minąć jeszcze trochę czasu, bowiem przed nami kolejne tomy i możliwe, że kolejne recenzje prosto ze świata Alcatraza, bo mam zamiar kontynuować przygodę z nim. Wzbudziłam waszą ciekawość? Przeczytacie tę książkę? 

W serii Alcatraz Kontra Bibliotekarze:
Piasek Raszida | Kości Skryby | ?

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu IUVI

+ 2,3 cm do: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu;

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Zostaw ślad swojej obecności :)