sobota, 18 lutego 2017

#80: Kwiaty na poddaszu


Virginia Cleo Andrews | Wydawnictwo: Świat Książki | 384 strony | lit. obyczajowa
★★★★★★★

Pieniądze. Papierowe banknoty, okrąglutkie monety, cienkie karty płatnicze. Kto by pomyślał, że rzeczy, które mają sprawiać, by nasze życia stawały się łatwiejsze, będą jedynie przyczyną wielu tragedii i nieszczęść? Owszem, kasa jest potrzebna, ale co się dzieje, kiedy się kończy? Do czego jest w stanie posunąć się wtedy człowiek? Czy można stawiać fortunę ponad wszystko? Virginia C. Andrews w "Kwiatach na poddaszu" udziela odpowiedzi na te trudne pytania. Obraz, który maluje autorka, po prostu przeraża i oddziałuje na psychikę. Jesteście ciekawi, co się na nim znajduje?

Pewnego dnia, gdy Cathy ma dwanaście lat, jej brat Christopher czternaście, a bliźniaki Carrie i Cory po cztery, w wypadku samochodowym ginie ich ukochany ojciec i jedyny żywiciel rodziny. Matka dzieci wpada w depresję. Zmuszona jest zająć się finansami i domem. Okazuje się, że tak naprawdę Dollangangerowie nie mają z czego żyć. Kobieta musi wrócić do domu rodzinnego i do rodziców, którzy wyrzekli się córki z powodu jej małżeństwa z bliskim krewnym. Aby dziadek nie dowiedział się o swoich wnukach i aby matka dzieci odzyskała szanse na przejęcie majątku, razem z ich babcią (surową, okrutną religijną fanatyczką) wymyśla pewien plan. Ukrywa swoje pociechy na poddaszu obrzydliwie dostojnego domu, ociekającego bogactwem, i zabrania im opuszczać kryjówkę, dopóki nie uzyska przebaczenia od swojego ojca. Jeden dzień zamienia się w tydzień, ten  w miesiąc, potem w rok i tak mijają lata, a dzieci żyją zamknięte niczym w więzieniu. Początkowo częste wizyty matki ograniczają się, a Cathy i Chris muszą zastąpić rodziców bliźniakom. W pewnym momencie zaczynają coś do siebie czuć, jednak nie są to zdrowe, braterskie więzi…


 Może zakochani wcale nie powinni patrzeć na ziemię? Ziemia oznacza rzeczywistość,
a rzeczywistość frustracje, nieprzewidziane choroby, śmierć, morderstwa i wszelkie
inne tragedie. Kochankowie powinni patrzeć w niebo, bo tylko tam ich piękne
złudzenia nie mogą być podeptane.

Książka ta wywiera ogromne wrażenie na człowieku. Wywołuje mnóstwo różnorakich emocji, również tych sprzecznych. Bardzo spodobała mi się ta pozycja, ale jednocześnie podczas czytania i już po samej lekturze byłam zła. Miałam ochotę wrzeszczeć, wyzywać każdego napotkanego na drodze człowieka. Chciałam wparować do tej opowieści i słynnego domu Fohworth Hall, uratować dzieciaki uwięzione na poddaszu, a potem razem z nimi powybijać szyby, pociąć zasłony, stłuc i zniszczyć drogie meble, wszystkie bibeloty, oblać włosy ich babci i matki smołą, następnie rozlać dookoła benzynę, wyjść i nie patrząc za siebie, wyrzucić płonącą zapałkę, aby wszystko zajęło się ogniem.

Moje nastawienie i te makabryczne pomysły przyszły mi do głowy za sprawą historii, jaką wymyśliła autorka. Jakby nie było, sama myśl o tym, że matka może więzić swoje dzieci na poddaszu, przeraża. I najgorszy w tym wszystkim jest fakt, że robi to tylko i wyłącznie dla pieniędzy. Wmawia swojemu potomstwu, że je kocha, że robi to dla nich, ciągle okłamuje, a tak naprawdę pławi się w luksusach i chce się pozbyć całej czwórki, bo stanowią zbędny balast. Nie będę spojlerować wam, co zrobiono rodzeństwu, choć prawdopodobnie większość już zna tę historię. Powiem jednak, że nie rozumiem, jak można być aż tak bezdusznym, egoistycznym i nieludzkim. Starałam się zrozumieć, ale nie potrafię. Umiem tylko nie dowierzać i łączyć się z dziećmi w cierpieniu.


Coraz częściej myślę o nas jako o kwiatach na poddaszu. (...) Narodzeni w jasnych
barwach, ciemniejących z każdym dniem długiego, ponurego, męczącego,
koszmarnego czasu który spędziliśmy jako więźniowie nadziei
i ofiary zachłanności.

Jeśli chodzi o bohaterów to naprawdę podziwiam Cathy i Chrisa za to, jak poradzili sobie w nowej sytuacji. Musieli szybko dorosnąć, zbyt szybko, i przejść przemianę psychiczną, aby to Carrie i Cory mogli zająć ich miejsca małych dzieciaków, którzy mają fajną rodzinę. Starsze rodzeństwo przejęło role matki i ojca, żeby ci młodsi mieli choć małe poczucie normalności w całym tym nienormalnym domu, żeby mogli cieszyć się dzieciństwem tak długo, jak tylko chcą, żeby poznawanie świata było dla nich przyjemne. Za to o babce czy matce całej czwórki nie mam nic dobrego do powiedzenia. Z chęcią użyłabym nawet kilku nieco ostrzejszych epitetów, ale tak na forum to nie wypada. Teoretycznie mogłabym spróbować usprawiedliwić działanie ich matki depresją po stracie ukochanego czy zderzeniem z szarą rzeczywistością, gdzie aby mieć pieniądze trzeba ruszyć się do pracy, ale nie będę tego robić. Wszyscy wypadają realnie, choć może nie jest to znowu najlepsza kreacja bohaterów na świecie.

To pozycja pełna goryczy, cierpienia i smutku. Nie jest to wcale lekka książka i nie da się przez nią przebrnąć od tak. Jej czytanie to trudna sztuka, bo nie na co dzień spotykamy się z kazirodztwem. Nie pomagają również długie i liczne opisy, nad którymi trzeba się skupiać, czy dialogi. Akcja rozwija się bardzo wolno i nie za wiele się dzieje w pierwszej połowie, ale nie uważam tego za wadę. Bardzo spodobał mi się zabieg umieszczenia "książki w książce". Całą narratorką historii jest dorosła już Cathy, która spisuje swoje wspomnienia w formie powieści i ma zamiar ją wydać. To trochę jak lekarstwo, pewien rodzaj terapii, którym ma pomóc przezwyciężyć przykre myśli o czasie dojrzewania i o pobycie na poddaszu.


Czasami nienawidzę wszystkich - a przede wszystkim siebie! Czasami
chciałabym nie żyć, bo wydaje mi się, że lepiej byłoby nam martwym
niż żywcem pochowanym tutaj.

Ogromnie podoba mi się okładka tej powieści, która bardzo dobrze nawiązuje do treści, a przy tym jest także naprawdę ładna. Nie jest to pierwsze wydanie tej książki - została ona napisana bowiem w 1979 roku. Niby nie tak dawno, ale to i tak prawie czterdzieści lat temu! Mimo to drugie dno treści i to, co chce pokazać autorka, to tematy wciąż aktualne. Polecam tę książkę, choć nie jest ona lekka i na pewno przy niej nie odpoczniecie. Uważam, że warto znać tę opowieść. Z pewnością zapadnie wam w pamięć na długie lata.

W serii Rodzina Dollangangerów:
Kwiaty na poddaszu | Płatki na wietrze | A jeśli ciernie | Kto wiatr sieje... | Ogród cieni

  + 3,1 cm do: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu;

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Zostaw ślad swojej obecności :)