niedziela, 12 lutego 2017

#79: Król Kruków


Maggie Stiefvater | Wydawnictwo: Uroboros | 496 stron | fantasy, lit. młodzieżowa
★★★★★★★
 
Czy czuliście się kiedyś dosłownie osaczeni? I to w znaczeniu takim, że niemal każdy bloger, booktuber, książkoholik, sąsiad, przyjaciel, a nawet nieznajomy nakłaniał was do zapoznania się z jakąś książką, a wy i tak ciągle nie mieliście do tego okazji? Cóż, tak było w przypadku moim oraz "Króla Kruków". Prawie codziennie ta charakterystyczna okładka z ptakiem mnie nękała. Nie podnosiła na duchu myśl, że powieść nie jest dostępna w sprzedaży. Pewnego dnia nadeszło zbawienie - wydawnictwo podjęło decyzję o dodruku. Teraz, po lekturze tej książki mogę wreszcie oddychać pełną piersią i dołączyć do grona mini-prześladowców, którzy będą nakłaniać was do przeczytania "Króla Kruków". Dlaczego? Zapraszam do zapoznania się z recenzją.

Wszystkie kobiety w rodzinie Blue to wróżki, poza nią samą. Dziewczyna nie posiada niemal żadnych magicznych zdolności. Niemal - bo pewnej nocy, w Wigilię św. Marka, nawiązuje rozmowę z duchem chłopaka, który umrze w przeciągu najbliższych dwunastu miesięcy. "Gansey" -  tylko tyle od niego słyszy. Wiedziona impulsem postanawia odszukać nieszczęśnika. Okazuje się, że jest on jednym z tych chłopaków z Aglionby, elitarnej szkoły dla młodych mężczyzn. Ten fakt, a także przepowiednia jej ciotek i matki o tym, że jeśli pocałuje miłość swojego życia to wybranek umrze, sprawiają, iż postanawia trzymać się od niego z daleka. Niestety, splot niefortunnych wydarzeń doprowadza do spotkania dziewczyny z Ganseyem i jego przyjaciółmi: Ronanem, Adamem oraz Noahem. Wraz z nimi rozpoczyna poszukiwanie tajemniczych linii mocy, które rzekomo mają doprowadzić do legendarnego Króla Kruków - Glendowera. Ten, kto go odnajdzie i obudzi, otrzyma możliwość spełnienia jednego życzenia. Pytanie, jak wiele osób oprócz nich bierze udział w tym wyścigu? I kto pierwszy trafi na ślad walijskiego księcia? 


Krzyczą tylko ci ludzie, którzy mają zbyt ubogie słownictwo, żeby szeptać.

Jakieś dwa lata temu po raz pierwszy zetknęłam się z piórem Maggie Stiefvater. Czytałam wtedy "Wyścig śmierci" i byłam absolutnie zachwycona. Podchodząc do "Króla Kruków" skrycie liczyłam na podobne wrażenia. Oczywiście się nie zawiodłam, ale nie mogę powiedzieć też, że ta książka jest idealna. Sporo czasu spędziłam na czytaniu pierwszych osiemdziesięciu stron. Powiem szczerze, że byłam bardzo zaskoczona tym, że zupełnie nie mogłam się wciągnąć. W pewnym momencie fabuła wydała mi się nudna jak flaki z olejem i do tego jeszcze kompletnie do mnie nie przemawiała. To nie była ta sama Maggie, co w "Wyścigu" i okropnie zaniepokoiłam się tym faktem. Autorka próbowała przekazać chyba zbyt wiele rzeczy naraz, bo po prostu się zagubiłam. Miałam takie momenty, że nie wiedziałam co czytam i o czym, jednak im dalej brnęłam w tę książkę, zaczynało robić się coraz lepiej.

Jeśli myślicie, że na okrągło zza rogu wyskakują oszałamiające zwroty akcji, to jesteście w błędzie. Cała ta historia jest bowiem bardzo spokojna i rozwija się powoli. To jednak sprawia, że wokół poszukiwań Glendowera, linii mocy, wróżek oraz chłopców z krukami na piersiach roztacza się niesamowity klimat - raz mrozi krew w żyłach, raz oczarowuje i zasypuje nas magicznym pyłem, a na naszych buziach widnieją ogromne uśmiechy, za chwilę znowuż odczuwamy niepokój bądź smakowitą nutę magii. Uważam to za jedną z największych zalet tej pozycji. 


- Mam do was prośbę. Umówmy się, że od teraz jesteśmy ze sobą szczerzy. Koniec
z gierkami. To dotyczy nie tylko Blue. Wszystkich.
- Ja zawsze jestem szczery - prychnął Ronan.
- Człowieku, to największe kłamstwo w twoim życiu - odparł Adam.

Uwielbiam pomysł autorki na fabułę i to, że jest bardzo oryginalny. Dzięki niemu w literaturze fantasy powiało świeżością. (Patrząc na to, co pisałam chwilę wcześniej, możecie posądzić mnie o nieszczerość. Dla świętego spokoju zaznaczę, że chodziło mi o pierwsze wrażenia. Teraz mówię o całokształcie.) Wiem, jasnowidze, wróżbici i całe to towarzystwo ze zdolnościami parapsychologicznymi to nie tak nowy temat. Na pewno było o nich mnóstwo fascynujących książek w tych klimatach, jak choćby mój ukochany "Czas Żniw", ale Maggie Stiefvater wykombinowała coś wstrząsająco różnego, a zarazem takiego samego jak reszta. Wątek miłosny, który tutaj wystąpił, był tak bardzo subtelny, jakby go nie zupełnie było. Ale właśnie o to w tym wszystkim chodziło. Mam pewne podejrzenia, że w kolejnych tomach zacznie on odgrywać większą rolę, w końcu mamy wciąż niezamknięty temat przepowiedni, że główna bohaterka uśmierci pocałunkiem swoją miłość. Musi do tego dojść, prawda? Inaczej byłoby nudno.

Język powieści skierowany jest do nastolatków, ale wiem, że dorośli również będą z niego zadowoleni. Generalnie cały koncept tego kieruje się raczej ku tym nieco młodszym odbiorcom, ale uważam, że przedstawiona historia jest uniwersalna i każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Pojawia się trochę przyjemnego humoru, który umila czytanie, oraz sporo emocji. Cóż, to drugie było dla mnie proste do przewidzenia po "Wyścigu śmierci". Kilka momentów było naprawdę dobrych, rzekłabym, że nawet oszałamiających i niesamowicie zaskakujących. Pisząc w tym punkcie o wszystkim i o niczym, wspomnę oczywiście o genialnej okładce, która przykuwa wzrok. Jest jednocześnie subtelna, jednak widniejący na niej ptak wydaje się szturmem wdzierać w nasz umysł i przestrzeń osobistą. Dodam, że w realu całość prezentuje się jeszcze lepiej.


Blue nie odpowiedziała. Nie interesowało jej przepowiadanie ludziom przyszłości. Wolała wyruszyć na poszukiwanie własnej.

Na sam koniec zostawiłam sobie najsmakowitszy aspekt tej powieści - bohaterów. Pojawia się ich trochę, jedni są tylko przelotem, inni zostają na dłużej. Każdy jednak jest bardzo dobrze skonstruowany i wyróżnia się czymś charakterystycznym w morzu innych. Ogromnie spodobało mi się to, że autorka skupiła się na przeszłości postaci, tworząc dla każdego osobną historią, podłoże psychiczne, inne problemy. Wszyscy kierują się czym innym, choć zmierzają w tą samą stronę. Powody, dla których szukają Glendowera są różne, ale właśnie przez nie ciężko byłoby mi wskazać, gdybyście zapytali, kogo lubię najbardziej. Nie wiem. I Blue, i Adam, i Ronan, Gansey, Noah, ciotki Blue, jej mama, nawet Glendower - wypadają oryginalnie i bardzo namacalnie. Maggie Stiefvater stworzyła wspaniałe charaktery i niezwykłe opowieści, nierzadko dramatyczne, smutne. Skrywane tajemnice wywołują różne emocje, u mnie na przykład wywołały myśl, która wprawdzie emocję nie jest, że można by było napisać o wszystkich osobne historie, a sprzedałaby się doskonale.

Uwierzcie mi, że pierwszy tom "Kruczego cyklu" to naprawdę dobra książka. Dobra, początek nie jest najwyśmienitszy, ale gdyby tak dokładnie przyjrzeć się całości, tylko on jest wadą. I tak właściwie, tonie w morzu zalet. Polecam!

W serii The Raven Cycle:
Król Kruków | Złodzieje snów | Wiedźma z lustra | Przebudzenie króla

  + 3,2 cm do: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu;

1 komentarz :

  1. Na pewno w przyszłości sięgnę po tę książkę. Mam nadzieję, że mnie też się spodoba, bo ludzie dosłownie oszaleli na jej punkcie :D

    litery-na-papierze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Zostaw ślad swojej obecności :)