niedziela, 29 stycznia 2017

Przegląd filmowy #4: darknet, Biały Dom oraz krwiożerczy rekin

Hej :)
Przez ostatnie kilka dni mnie tu nie było i nie pojawiały się żadne posty - cóż, ferie mają swoje uroki - ale wracam pełną parą od pierwszego lutego. Wiecie, albo nie, to już mój ostatni dzień lenistwa. Od jutra znowu będę chodzić do szkoły :( Wolny czas zleciał mi stosunkowo szybko, ale przede wszystkim na błogim odpoczynku. Przyznać się, kto jutro będzie mógł sobie pospać i przez najbliższe dwa tygodnie nie wychodzić z łóżka, tylko czytać, i czytać, i czytać? W każdym razie zazdroszczę. W tym miesiącu jestem bardzo zadowolona z obejrzanych filmów, naprawdę każdy mi się podobał, nawet pomimo drobnych niedociągnięć i potknięć reżyserów. 


  Nerve, reż. Henry Joost, Ariel Shulman, 2016, thriller
★★★★★★★

„Uczennica ostatniej klasy liceum dołącza do internetowej gry w prawdę i wyzwanie. Wkrótce odkrywa, że każdy jej ruch jest manipulowany przez anonimowych "obserwatorów".”

„Nerve” jest filmem, który zapragnęłam obejrzeć zaraz po ujrzeniu zwiastuna. Doszłam do wniosku, że może to być dobra produkcja dla młodzieży i nie myliłam się. Wciąga i intryguje już od pierwszej minuty, dając zapowiedź mrocznego klimatu i czającego się gdzieś pomiędzy niebezpieczeństwa. Całość została ukazana w bardzo wiarygodny i realny sposób, a zahaczenie o tematykę darknetu (zwanego również deepwebem ukrytego Internetu, do którego teoretycznie nie mamy dostępu) dodaje pikanterii. Bo na samym końcu pozostaje nuta niepokoju i mnóstwo pytań, a jednym z nich jest: „czy coś podobnego nie wydarzyło się kiedyś naprawdę?” – bo w sumie mogło. Idzie z tym w parze wiadome dla nas przesłanie – o tym, jak niebezpieczny jest Internet oraz wszelkie media społecznościowe. Przyznam szczerze, że zamysł gry ukazanej w filmie w pewnym momencie zaczyna przypominać „Igrzyska śmierci”. Emma Roberts wciela się w rolę nieśmiałej licealistki Vee, niestety tuż przed metą coś idzie nie tak i aktorka przestaje grać tak jak wcześniej. Polecam, warto poświęcić trochę czasu na ten film.



Świat w płomieniach, reż. Roland Emmerich, 2013, thriller/akcja
★★★★★

John Cale, niedoszły agent służb specjalnych, zabiera córkę na wycieczkę po Białym Domu, który staje się celem ataku grupy terrorystów.”

Film ten momentami jest przewidywalny i już od samego początku wiadomo, co stanie się na końcu, jednak mimo to potrafi zatrzymać uwagę widza. Dużo akcji, dopracowanych scen walki, ogromnych wybuchów. Do „Świata w płomieniach” wkradają się również elementy komedii, w tym naprawdę zabawne dialogi czy komiczne sytuacje, które rozładowują napięcie. Generalnie ogromną rolę odgrywa polityka, w końcu niecodziennie wybiera się aż dwóch prezydentów, gdyż ich poprzednik zostaje uznany za zmarłego. O bohaterach mogę powiedzieć jedynie to, że często postępują sprzecznie ze zdrowym rozsądkiem, co skutkuje licznymi zniszczeniami, również helikopterów czy czołgów, a także SUV-ów lądujących w basenie. Biały Dom traci okazałe pomieszczenia i rzucane zostają granaty, a to oznacza, że przy tym filmie można się dobrze bawić.



Zaginiona, reż. Heitor Dhalia, 2012, thriller
★★★★★

"Jill odkrywa, że jej siostra została porwana. Kobieta podejrzewa, iż uprowadził ją ten sam psychopatyczny morderca, z rąk którego uciekła rok wcześniej."

"Zaginiona" nie jest thrillerem najwyższych lotów, jednak oglądanie tego filmu gwarantuje chwilowe odmóżdżenie. Pomysł na fabułę jest całkiem dobry. Przez postać głównej bohaterki i jej teoretyczne przeżycia, nie mamy pewności, czy jej siostra naprawdę została porwana, czy Jill sobie coś tylko uroiła. Dlaczego teoretyczne przeżycia? Ponieważ jej uprowadzenie sprzed roku nigdy nie zostało poparte faktami, nie było żadnych dowodów, a do tego a w tamtym okresie dziewczynie doskwierała niestabilność psychiczna. Całość utrzymana jest w sztucznie poważnym klimacie. Odnoszę wrażenie, że młodzieży ten film przypadnie do gustu bardziej niż dorosłym odbiorcom. Zakończenie totalnie do mnie nie przemówiło, biła od niego infantylność oraz brak przemyślenia. To chyba jedyne wady tej produkcji.



Autopsja Jane Doe, reż. Andre Ovredal, 2017, horror
★★★★★

"Koroner Tilden i jego syn badają zwłoki ofiary makabrycznej zbrodni. Mężczyźni trafiają na ślady obrzędów rytualnych."

Na "Autopsję" wybrałam się do kina głównie ze względu na zwiastun, który mocno mnie zaintrygował. Do tego to horror, a ten gatunek filmów należy akurat do jednych z moich ulubionych. Przyznam szczerze, że oczekiwania co do tej produkcji miałam duże i jestem zadowolona, bo wreszcie trafiłam na coś, czego momentami się bałam. Podziwiam reżysera i wszystkie osoby zaangażowane za to, że potrafili oni rozegrać cały film praktycznie w jednym miejscu - w pomieszczeniu kostnicy, nie zanudzając przy tym widza. Ciągle występują tylko dwie postacie. No dobra, trzy, jeżeli liczymy raczej małą aktywną bohaterkę, a mianowicie panią, na której jest przeprowadzana sekcja. Mamy też kota i jedną bardzo smutną scenę, na której prawie się popłakałam. W "Autopsji Jane Doe" od samego początku buduje się przyjemne napięcie, aż następuje moment kulminacyjny i wszystko wybucha. Niestety koniec nie należy do najbardziej udanych. Uważam, że rozwiązanie zagadki mogłoby zostać ujęte nieco inaczej, a wtedy film zyskałby rzesze fanów. Ludzie o słabych nerwach czy tacy, którzy brzydzą się widokiem wnętrzności albo ogólnie rozcinanego ciała, nie powinni zabierać się za oglądanie, gdyż praktycznie dwie trzecie filmu na tym właśnie się opiera.



183 metry strachu, reż. Jaume Collet-Serra, 2016, dramat/thriller
★★★★★

"W wyniku splotu nieszczęśliwych zdarzeń młoda kobieta (Blake Lively) znajduje się na mieliźnie. Od brzegu dzieli ją jedynie 200 metrów, ale mieliznę opływa wielki żarłacz biały, krążący w wodach oddzielających Nancy od brzegu."

Ciężko cokolwiek powiedzieć o tym filmie - mamy uwiezioną na niewielkiej skale gdzieś na środku ogromnego zbiornika wodnego dziewczynę, dwóch przygłupawych surferów, jednego upartego rekina i jedną mewę. Nie wiele jest tu dialogów, przez większą część filmów dźwiękami, które słyszymy, są wyłącznie szumy fal, ciężki oddech głównej bohaterki oraz skrzeczenie ptaków. Akcja to zbieranina bardzo statycznych poczynań kobiety i jej nieudolnych prób ratunku. Pochwalić muszę przepiękne morsko-plażowe widoki oraz wysoką jakość barw. Końcówka wreszcie sprawia, że coś się dzieje. Nawet jeśli to coś jest raczej mało realne w prawdziwym życiu i prawdopodobieństwo podobnych wydarzeń oscyluje w granicach zera. "183 metry strachu" to film średni, ale z pewnością nie najgorszy.



Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć, reż. David Yates, 2016, fantasy/przygodowy
★★★★★★★★

"Siedemdziesiąt lat przed tym, jak Harry Potter czyta książkę autorstwa Newta Skamandera, pisarz przeżywa niezwykłe przygody w tajemniczym, nowojorskim stowarzyszeniu czarownic i czarowników."

Nikomu nie muszę chyba mówić, jak bardzo kocham serię o Harrym Potterze, zarówno w wersji papierowej jak i filmowej, więc kiedy tylko dowiedziałam się, że na ekrany wejdzie film z tego uniwersum, powiedziałam sobie, że muszę go zobaczyć. No i zobaczyłam, a tuż potem polubiłam naprawdę mocno. Cała ta historia jest iście magiczna, klimatyczna i osobliwa. Do tego dochodzą wszystkie wspaniałe efekty specjalne i słodko-gorzka historia, rozgrywająca się na dwóch płaszczyznach. Newt jest tak urokliwym, nieśmiałym i niesamowitym chłopakiem, właściwie mężczyzną, że ciężko nie darzyć go sympatią. Oprócz tego drugim najlepszym bohaterem jest pewien tłuściutki mugol, którego losy z czarodziejskim światem splatają się w dziwnych okolicznościach. Wszystkie fantastyczne zwierzęta, ich wygląd i umiejętności, sprawiają, że na usta ciśnie się głośne "łał". Podziwiam twórców za coś tak świetnego. Nie wiedziałam, jak będzie prezentować się to uniwersum przed panowaniem Voldemorta, ale wyszło to ciekawie. A jeszcze bardziej ciekawe jest to, że Johnny Depp odgrywa jedną z ważnych ról. Bardzo polecam! Nawet jeśli nie znacie historii chłopca, który przeżył. A ja nie mogę się doczekać kolejnych części.

1 komentarz :

  1. "Nerve" ciekawi mnie już od dłuższego czasu. Dlatego czekam na swoje ferie, żeby wreszcie móc go obejrzeć.

    OdpowiedzUsuń

Zostaw ślad swojej obecności :)