wtorek, 10 stycznia 2017

#75: Czarnoksiężnik z Krainy Oz


Lyman Frank Baum | Wydawnictwo: Mediasat Poland | 130 stron | fantasy/baśń
★★★★★

Chyba wszyscy lubimy powracać po wielu latach do ulubionych bajek z dzieciństwa, by móc obudzić wewnątrz siebie tę niewinną istotkę, wierzącą w potwory znajdujące się w odmętach szafy, wróżki, mówiące zwierzęta, inne krainy czy magię. Ostatnio naszła mnie ochota na taką właśnie podróż w czasie, a książką, która stała się moim celem, była "Czarnoksiężnik z Krainy Oz". I choć jej objętość w porównaniu do mnóstwa innych książek jest naprawdę niewielka, przez dłuższy czas miałam kłopot z zebraniem myśli.  Niby tak krótka książeczka, a jakie zamieszanie potrafi wprowadzić. Chcecie wiedzieć, co o niej sądzę?

Pewnego dnia mała dziewczynka o imieniu Dorotka, która wiedzie spokojne, ale i ubogie życie w domu swego wujostwa, zostaje przeniesiona do obcej krainy, która z pewnością nie jest rodzimą mieściną w pobliżu Kansas. Przyczyną owego zdarzenia jest potężny huragan, który porywa zarówno ją, jej dom oraz pieska o imieniu Toto. Szukając pomocy i informacji o miejscu pobytu oraz o drodze powrotnej, odkrywa liczne tajemnice podejrzanego miejsca. Dowiaduje się, że jego władcą jest Oz - wielki i potężny czarnoksiężnik, który jako jedyny potrafi odesłać ją z kraju Manczkinów z powrotem do wujostwa. Na drodze do niego napotyka pozbawionego rozumu Stracha na Wróble, osamotnionego, zagubionego Tchórzliwego Lwa oraz Blaszanego Drwala, któremu niesamowicie doskwiera brak serca. Razem udają się do Oza, bowiem każdemu z nich na czymś zależy.


Straszna to była przygoda, lecz przez ten rok miałem czas do rozmyślań i zrozumiałem,
że największą dla mnie stratą była utrata serca. Kiedy kochałem,
byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

Postanowiłam powrócić do tej baśni przede wszystkim dlatego, że jako dziecko nie za dobrze rozumiałam jej sens, a raczej zrozumiałam, lecz na swój sposób - błędny i niedopracowany w szczegółach. Wtedy wszystkie postacie i przedstawiona historia były dla mnie jedynie kawałkiem dobrze skrojonej bajki. Takiej, coby zajęła moją uwagę tuż przed snem. Nie zastanawiałam się nawet, czy gdzieś pomiędzy wersami ukryte są inne motywy, rady bądź złote myśli. Poznawałam tę książkę na nowo, a z jej lektury wyniosłam przede wszystkim to, że nie powinniśmy wyolbrzymiać swych zalet i stawiać siebie ponad innymi. To co mamy w środku i jak wyglądamy nie definiuje, że jesteśmy lepsi od naszego sąsiada, pani pracującej w sklepie, przyjaciela czy nawet największego wroga. Opowieść o Dorotce i jej przyjaciołach jest niezwykle filozoficzną historią, wbrew pozorom najlepiej nadaje się dla osób dojrzałych. Mówi o tym, co w życiu najważniejsze - serce, rozum czy odwaga - i pozostawia długi czas na kontemplowanie. Bo nie wszyscy muszą uznawać którąś z wymienionych wyżej wartości za tę najważniejszą. Dla jednych będzie liczyła się przyjaźń, dla innych bezpieczeństwo, lojalność czy posłuszeństwo. Ponadto uczy, żeby się nie poddawać oraz nie szukać niczego zbyt daleko. Uważam, że każdy z nas odnajdzie w "Czarnoksiężniku z Krainy Oz" inne przesłanie.

Książkę tą przeczytałam za jednym razem, w szczególności, iż jest ona bardzo króciutką opowieścią. Do tego styl pisania Bauma sprzyjał. Tempo akcji było ogromne, pomimo tego, że całość opierała się na nieustnej wędrówce. Kolejne wydarzenia następowały tuż po sobie, nie dając chwili wytchnienia. Powiem szczerze, że autor nie wyjaśnił mnóstwa wątków, które powołał do życia, i jestem tym zawiedziona. Wiem, że seria o przygodach Dorotki liczy znacznie więcej tomów, ale sądzę, że każdy kolejny opiera się na czymś innym i tak czy inaczej nie otrzymam odpowiedzi. Jak już mówimy o kolejnych tomach, nie zamierzam ich czytać, gdyż historia Dorotki nie porwała mnie na tyle.


- Tak czy owak - oświadczył Strach - ja poproszę o rozum, a nie o serce. Głupiec
nie wiedziałby przecież, co robić z sercem, nawet gdyby je miał.
- A ja o serce - zdecydowanie powiedział Blaszany Drwal - Bo rozum nie zapewnia
szczęścia, a szczęście to najlepsza rzecz na świecie

Pochwalić muszę wyobraźnię autora, który stworzył niezaprzeczalnie osobliwą, specyficzną baśń, dziwny świat Manczkinów i umieścił to wszystko w tak krótkiej opowieści. Może nie ma tu najoryginalniejszych stworów i dziwactw, ale same Gadające Małpy zostały bardzo ciekawie przedstawione. Trudno jest mi powiedzieć cokolwiek więcej, choćby o bohaterach, których jest garstka. W tej historii dzieje się naprawdę wiele, ale brakuje czasu, miejsc na kartkach i odpowiednio ujętych słów, by zaprezentować postaci od tej poważniejszej i głębszej strony.

Polecam tę książkę przede wszystkim osobom dojrzałym, które maja ochotę na długie rozmyślania nad niektórymi aspektami naszego życia. Nie jest to opowieść porywająca ani wspaniała, z pewnością jednak same wydarzenia i przebieg akcji spodobają się tym młodszym czytelnikom.

+ 1,4 cm do: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu;

5 komentarzy :

  1. wowowo, akurat ja nie za bardzo lubię tę historię, ale cofnąć się do dzieciństwa zawsze jest dobrze.
    Pozdrawiam i zapraszam na nowy post :)
    http://polecam-goodbook.blogspot.com/2017/01/angielskie-wiesci-czyli-przeglad-prasy.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka totalnie nie dla mnie :P

    Pozdrawiam Agaa
    http://ilovetravelingreadingbooksandfilms.blogspot.com/2017/01/filmy-na-podstawie-ksiazek.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Osobiście nigdy nie przeczytałam tej książki, więc może wreszcie to nadrobię (szczególnie, że jak napisałaś jest to książka zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci)!
    Pozdrawiam,
    Biblioteka książkowych recenzji

    OdpowiedzUsuń
  4. O, pamiętam tę książkę z mojego dzieciństwa! ;) Ale przyznam, że akurat ta historia średnio mi się podobała, jednak kojarzę te młode lata z innymi tytułami. ;)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw ślad swojej obecności :)