czwartek, 24 listopada 2016

#72: Dziewczyna z drużyny


 Miranda Kenneally | Wydawnictwo: Pascal | 383 strony | lit. młodzieżowa / Young Adult
★★★★☆☆☆

Wiele osób uważa, że futbol to typowo męski sport, w którym dobrze zbudowani, potężni mężczyźni nacierają na siebie i szarżują po piłkę. Niektórzy twierdzą, że ten, podobnie jak mnóstwo innych sportów, nie jest przeznaczony dla kobiet. Żyjemy jednak w takich czasach, w których granice te stopniowo się ze sobą zacierają, a dawne, surowe i rygorystyczne zakazy oraz przepisy przestają obowiązywać. Miranda Kenneally w swojej książce idealnie to pokazuje. Jesteście ciekawi, co sądzę o "Dziewczynie z drużyny", złamanych barierach i stereotypach?

Główną bohaterką tej książki jest siedemnastoletnia Jordan Woods, będąca kapitanem szkolnej drużyny futbolowej. Nie interesują jej ani chłopcy, ani nienaganny makijaż, ani perfekcyjny ubiór, ani romanse. Faceci traktują ją jak dobrego kumpla. Jordan marzy wyłącznie o prestiżowym stypendium sportowym, dostaniu się do akademickiej drużyny i akceptacji jej pasji przez ojca. Pewnego dnia sielanka się kończy, bo do zespołu dołącza nowy rozgrywający - nieziemsko przystojny i wielce utalentowany Ty Green. Dziewczyna popada w panikę, ponieważ jej dotąd niezachwiany autorytet zostaje poddany pod wątpliwość. Czy uda jej się zatrzymać tytuł kapitana? Co oznacza to przyjemne uczucie w brzuchu na widok Ty'a? Jak na to wszystko zareaguje jej najlepszy przyjaciel Henry? I najważniejsze, czy jej wymarzone stypendium i akademicka drużyna nie znikną za horyzontem?


 Pewien mądry człowiek powiedział kiedyś: „Nieodwzajemniona miłość najskuteczniej
odziera masło orzechowe ze smaku”.

Książka autorstwa Mirandy Kenneally jest zwykłym umilaczem bądź zapychaczem czasu. W sam raz na jakieś wolne popołudnie czy długi wieczór, kiedy naszym jedynym celem jest psychiczne odpoczęcie od świata. To lektura lekka i niewymagająca. Przyznam szczerze, że pomimo moich niskich oczekiwań, i tak się lekko zawiodłam. Na sam początek wspomnę o czymś prawdopodobnie mało istotnym dla większości czytelników - o okładce. Wiem, że niektórym się ona spodobała, bo słyszałam i czytałam mnóstwo różnych opinii, ale do mnie ta cukierkowo-słodka oprawa graficzna kompletnie nie przemawia. Nawet po zaznajomieniu się z książką, dalej nie uważam, że oddaje treść. A choć trochę powinna.

Całej historii, zapowiadającej się interesująco, zabrakło elementu, który popędziłby akcję do przodu. Rozwijała się ona stopniowo i umiarkowanie. Przydałby się więc jakiś dramat, ogromny konflikt lub potworna w skutkach sprzeczka. Teoretycznie, to ostatnie pojawiło się w książce, jednak w praktyce zostało przedstawione tak, że nie bardzo wczułam się w ten wątek. Rozwiązanie "wielkiej kłótni" było niestety czysto statyczne. Bohaterowie jakby zupełnie nie starali się niczemu zaradzić, ich marne próby wyszukiwania rozwiązań irytowały mnie, nudziły, a po jakimś czasie uznałam je za żałosne. Odniosłam również wrażenie, że autorka nie miała konkretnego pomysłu na rozwinięcie "wielkiej kłótni", więc pozwoliła swojej historii rozwijać się samoistnie. Ludzie mówią, że z biegiem czasu inni nam przebaczają. Miranda Kenneally, pisząc "Dziewczynę z drużyny", podczas uporządkowywania wątków, chyba myślała podobnie.


 Jeśli marzysz zbyt długo, nigdy nie zaczniesz działać. Ale kiedy weźmiesz się
do roboty, istnieje naprawdę spora szansa, że wszystko zacznie się układać.
Zamieniamy marzenia w rzeczywistość przez atak, a nie bezczynne rozmyślania.

Autorka kładła bardzo mocny nacisk na sportową część tej historii. Należały do tego między innymi liczne metafory futbolowe, żarty, nieznane mi nazwy różnych taktyk, zagrywek, itp, ważni dla tej dziedziny sportowcy. I choć wszystko wyjaśniono w przypisach, czasem nie mogłam się odnaleźć. Do pewnego momento czułam się głupio i miałam wątpliwości, czy jest sens zabierać się za książkę o czymś, co tak właściwie totalnie mnie nie interesuje. Z drugiej jednak strony, przynajmniej dowiedziałam się czegoś nowego i ciekawego. 

Wiem, że niektórzy będą sięgać po tę pozycję prawdopodobnie dla wątku miłosnego, a jego jest trochę mniej (choć może to i lepiej). Niestety, związek Jordan i Ty'a to najbardziej mdłe, denerwujące i nierzeczywiste przedstawienie miłości, z jakim spotkałam się do tej pory. Pomijając fakt, że tak naprawdę to kolejny klasyczny trójkąt w słabym wydaniu. Nie cierpię nagle wybuchającego, rzekomo ogromnego uczucia, o którym wszyscy, łącznie z autorką(!) zapominają już po chwili. Ta wzajemna "fascynacja" głównej bohaterki nowym rozgrywającym kończy się, kiedy jej przyjaciel Sam Henry wyznaje, co do niej czuje. A ta od razu leci z nim w ślinkę, nie myśląc o chłoptasiu u boku. Sam jednak jest na tyle trzeźwy, że wszystko przerywa, więc upokorzona Woods wraca do najukochańszego, którego w sumie zdradziła. Główna bohaterka pokazuje przez to, jak niezdecydowana, zagubiona i nieszczera jest w swych uczuciach.


 Gdzieś kiedyś przeczytałam, że futbol wymyślono po to, by ludzie nie zauważali,
że lato się już kończy. Osobiście nie mogłam się doczekać końca wakacji
i rozpoczęcia rozgrywek. Futbol. Moje być albo nie być, miłość mojego życia.

Mówiąc o bohaterach, Sam jest moim ulubieńcem, przy którym dzień staje się piękniejszy. Jest męski, uroczy, ciepły i miły, stanowczy, postępuje sprawiedliwie i nie wpycha się do czegoś na siłę. Do tego naprawdę dobrze gra w futbol, ma swoją pasję i jest szczery (nie zapominając o urodzie). To idealny facet, u boku którego mogłabym codziennie zasypiać. Na plus zasługuje również kreacja reszty pobocznych postaci oraz ukazanie (tym razem naturalnych) walorów przyjaźni. Już nawet Jordan nie wydaje się taką złą postacią, pod warunkiem, że znajduje się poza zasięgiem Ty'a. Wtedy to niedająca sobie w kaszę napluć, odważna dziewczyna. Momentami przebijała się u niej naiwność, jednak w tym wypadku to bardzo dobre, ponieważ bez tego nie mogłaby powstać ta ciekawsza część historii.Ty'a Greena natomiast nie polubiłam, to jeden wielki płaczek, na którego szkoda słów.

Bardzo spodobało mi się, iż autorka chciała pokazać wszystkim, że marzenia są ważne, że niezależnie od płci i zainteresowań powinno się realizować swe cele. Miranda Kenneally złamała stereotyp kobiety, jako słabej płci i zawarła komunikat płynący do seksistów, że również dziewczyna może być dobra w czymś typowo męskim. Zaznaczyła również, że czasem, aby osiągnąć zamierzony cel, trzeba zrezygnować z czegoś, co wydaje nam się najkorzystniejszą opcją na rzecz innej. Bazując na postaci Jordan, dodała również, że można mieć kilka zainteresować, nawet takich, które kompletnie do siebie nie pasują, i ważne jest, by się ich nie wstydzić. Komu polecam? Osobom, które uwielbiają dzieła utrzymane w amerykańskim klimacie, szczególnie nastolatkom.

 + 2,7 cm do: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu;

9 komentarzy :

  1. Zdecydowanie okładka nie zwróciłaby mojej uwagi w księgarni. Raczej nie sięgnę po tę powieść.

    OdpowiedzUsuń
  2. ooo, jeszcze nie slyszałam o tej książce.
    W sumie to jest tematyka, którą lubię, więc mogłabym ją przeczytać. Świetna recenzja :)
    pozdrawiam
    polecam-goodbook.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że recenzja Ci się podoba :)

      Usuń
  3. Brzmi całkiem fajnie, ale chyba jednak nie sięgnę po nią. Jakoś mnie ten sport w fabule odstrasza. Ale przyznam, że taka książka to idealny pomysł na film. ;) Było już kiedyś coś takiego i przyjemnie się oglądało. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, na film w amerykańskim stylu nadałaby się w sam raz :P

      Usuń
  4. Tematyka bardzo ciekawa, ale sama książka do mnie nie przemawia.
    Pozdrawiam,
    Biblioteka książkowych recenzji

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo chciałabym przeczytać tą książkę, jestem pewna, że jest to raczej odmóżdżacz, ale naprawdę chętnie bym po nią sięgnęła i gdy tylko nadarzy się okazja, nawet nie będę się zastanawiać! :)

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♥
    SZELEST STRON

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie mam nadzieje, że okazja nadarzy się prędko :)

      Usuń
  6. Książkę czytałam i wspominam ją całkiem dobrze, choć obyło się bez większych zachwytów.

    OdpowiedzUsuń

Zostaw ślad swojej obecności :)