czwartek, 3 listopada 2016

#69: Mam twój telefon


Sophie Kinsella | Wydawnictwo: Sonia Draga | 416 stron | komedia/romans
★★★★★★★★

Przez ostatni czas wręcz katowałam się czytaniem drugiego tomu "Krzyżaków" Sienkiewicza, przez co totalnie odechciewało mi się czytać inne książki. Z odsieczą nadeszła jednak przypadkowo odnaleziona przeze mnie recenzja powieści, która powinna wyciągnąć z czytelniczego dołka. I wiecie co? "Mam twój telefon" zapowiadała się tak świetnie, że jakimś cudem przełamałam lody i odzyskałam swój dawny zapał. Oprócz tego poznałam genialną autorkę i jeśli inne jej książki będą równie zabawne, w pełne smutku dni staną się one moim lekarstwem, które w przyszłości być może polecę i wam.


Poppy Wyatt niczym magnes przyciąga do siebie nietypowe, zabawne lub dziwne sytuacje, w konsekwencji których nierzadko ma kłopoty. Dzisiejszy dzień jest dla niej szczególnie fatalny. Najpierw na babskim przyjęciu z okazji zaręczyn gubi drogocenny pierścionek - pamiątkę rodzinną swojego narzeczonego, a chwilę potem z jej ręki zostaje ukradziony telefon... i to przez rowerzystę! I jak tu się nie załamać, kiedy cały personel ma jej stary numer, w razie, gdyby biżuteria się znalazła? Kontynuując swe poszukiwania, znajduje w śmieciach całkiem sprawny telefon, wprawdzie to nie najnowszy model, a z tyłu ma nalepkę z logo jakiejś firmy, ale znalezione - niekradzione, prawda? Poppy postanawia zaopiekować się "nową" komórką, dzięki czemu poznaje gburowatego ważniaka w garniturze - Sama. Mężczyzna nie przejmuje się lawiną maili wysyłanych pod jego adresem, nie znajduje czasu dla swoich pracowników, by dać im chociaż znać, że wiadomość doszła. Nie jest zbytnio zadowolony, że jakaś pokręcona baba ma telefon jego asystentki, ale przecież nie odbierze go siłą. A co na to Poppy? Czy znajdzie zgubę? A może pierścionek zaręczynowy nie będzie już więcej potrzebny?


 Nie wiesz, ile karatów ma twój pierścionek zaręczynowy?
Obaj mężczyźni dziwnie na mnie patrzą. Czuję, że się
rumienię.
– No co? Przykro mi, nie przypuszczałam, że go zgubię.
– Urocze. – Mark uśmiecha się pod nosem. – Większość
kobiet zna tę wartość na pamięć do drugiej cyfry po przecinku. I
zaokrągla w górę.

Dawno tak się nie bawiłam, śledząc losy bohaterów i poznając opowiadaną przez autora (w tym wypadku autorkę) historię. Na kartach tej opowieści dominował wszechogarniający niemal każdą stronicę komizm - wszystko to za sprawą głównej bohaterki, Poppy, którą Sophie Kinsella przedstawiła jako lekko roztrzepaną fizjoterapeutkę. Ta dziewczyna charakteryzowała się byciem przesympatyczną i przemiłą - czasem aż za bardzo, wiecznym uśmiechem przylepionym do twarzy, lekką naiwnością, wrażliwością, bystrością oraz wesołością. Wiedzcie, że tam, gdzie panna Wyatt, tam huragan szalonych i zabawnych pomysłów, które tylko jej wydają się zupełnie normalne. W końcu nie ma to, jak udawać pocztę głosową, zmyślać przed narzeczonym i jego rodzicami, że poważnie "poparzyła" sobie rękę, byleby tylko nie wyszło na jaw, że zgubiła sporo wart pierścionek. Można też za czyjąś prośbą starać się zatrzymać ważnego japońskiego biznesmena, przekazując mu śpiewający telegram od jego rzekomych fanów. Podobało mi się, że główna bohaterka nie wspominała o swoich kompleksach czy urodzie, nie przejmowała się niczym, jakby zupełnie jej to nie obchodziło. Do tego przeszła niewielką, ale znacząca przemianę. Sam - przystojny właściciel firmy, szczerze z nią rozmawiając, poznał jej największy lęk i doszedł do tego, skąd u niej skłonność do bycia aż tak miłą osobą. Sądzę, że niejednemu ta postać zapadnie w pamięć.

Zdaję sobie sprawę, że cała ta sytuacja z telefonem znalezionym w śmieciach może wydać się irracjonalna. Decyzja o zatrzymaniu go przez Poppy i przejście na luzie bez żadnych konsekwencji również nie wypada realnie, w końcu jaka firma pozwoliłaby sobie na czytanie korespondencji przez przypadkową osobę? Oprócz tego większość telefonów ma teraz możliwość założenia hasła, więc wydaje mi się, że dla dodatkowego bezpieczeństwa danych na komórce asystentki właściciela firmy, w normalnym wypadku, znajdowałaby się blokada z jakimś super-wystrzałowym i trudnym kodem. Mimo to podczas lektury nie skupiałam się na tym. To tylko fikcja literacka, a tam wszystko rządzi się swoimi prawami.


Siedzę na kolacji u rodziców narzeczonego i mam na sobie bieliznę przyszłej teściowej.
Sytuacji jak z nocnego koszmaru, po którym się budzisz, myśląc: „Jezus Maria!
Jak dobrze, że to tylko sen”.

Poczułam się zauroczona historią Poppy, również, dlatego że Sophie Kinsella w bardzo szczery sposób zaprezentowała przygotowania ślubne, ukazując ich prawdziwe oblicze. I nie mam na myśli problemów z ułożeniem włosów czy dobraniem krawatu, a raczej intencje przyszłego męża, własnych przyjaciół czy nawet organizatorek wesela! Zawile i w pozornie zły sposób przedstawiła relacje z teściami, którzy są ponadprzeciętnie inteligentnymi osobami. Bo jak tu się nie czuć gorszym, kiedy własny narzeczony wykłada na uniwersytecie, a jego rodzice mają na koncie sporo naukowych publikacji? "Mam twój telefon" pokazuje, że nie warto osądzać po pozorach. Uczy, że każdą decyzję należy przemyśleć, że trzeba akceptować siebie i stawiać się na równi z innymi. W tle przewijają się wątki straty bliskich, nadszarpniętego zaufania, bezgranicznej miłości, słabnącego uczucia.

Sophie Kinsella poprowadziła bardzo spójną, choć momentami przewidywalną akcję, urozmaiciła ją treściwymi dialogami i uzupełniła, wprowadzając zupełnie inną formę - esemesy oraz maile. Niektóre z nich wypadły znacznie lepiej od ciągu pierwszoosobowej narracji. Do tego zamieściła mnóstwo przypisów, będących wisienką na lukrowanym torcie, gdyż każdy z nich to naprawdę inteligentny komentarz w wykonaniu Poppy.


Ci wszyscy naukowcy muszą się czuć ważni. Wygłaszają referaty i występują
w programach telewizyjnych, aby pokazać, że są wartościowi i potrzebni.
Ale ty codziennie wykonujesz wartościową i potrzebną pracę. Nie musisz niczego
udowadniać. Ilu ludzi wyleczyłaś? Setki. Uwolniłaś ich od bólu. Uszczęśliwiłaś.
Czy Antony Tavish kiedyś kogoś uszczęśliwił?

"Mam twój telefon" to pierwsza książka autorstwa Sophie Kineslli i nie ostatnia, którą miałam okazję przeczytać. Bardzo cieszę się, że zdecydowałam się to zrobić. Okazała się bowiem skutecznym lekarstwem na coś w rodzaju kaca książkowego. Główna bohaterka po prostu nie dawała mi wyboru i często wybuchałam gromkim śmiechem, obserwując jej poczynania. To naprawdę dobra komedia oraz lekka i przyjemna książka, którą warto poznać w wolnej chwili.

+ 2,6 cm do: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu;

13 komentarzy :

  1. Miałam już do czynienia z książką tej autorki i niezbyt przypadła mi do gustu. Mowa tutaj o [Wyznaniach zakupoholiczki], którą porzuciłam po kilkudziesieciu stronach. I przypuszczam, że z tą mogłoby być podobnie, chociaż fabuła bardzo mnie ciekawi. No cóż... Może kiedyś nadejdzie taki moment, gdy poznam prawdę o [Mam twój telefon] i wyrażę o niej swoje zdanie, ale tymczasowo nie jestem na to gotowa.
    Pozdrawiam. :)
    #Ivy z Bluszczowych Recenzji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wyznań zakupoholiczki" nie czytałam, ale za to film uwielbiam :D Z tego co orientowałam się na różnych stronach, właśnie "Wyznania" wypadają najsłabiej. Nie wiem, jak jest, mam nadzieję, że czytając się nie zawiodę.
      Książkę gorąco polecam, ale rób jak uważasz :)

      Usuń
  2. Mnie się bardzo podobała książka. Czytając teraz Twoją recenzję uśmiech pojawiał mi się na twarzy, gdy przypominałam sobie te scenki, które opisywałaś. Polecam także jej książkę "Nie powiesz nikomu?", też pełna humoru.
    Narobiłaś mi ochotę na jej książkę, więc będąc w bibliotece poszukam innej, której jeszcze nie czytałam. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nie powiesz nikomu" przeczytam z wielką chęcią :) Cieszę się, że narobiłam Ci smaka.

      Usuń
  3. Wygrałam te książkę ostatnio w konkursie. Liczę na salwy śmiechu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, gratuluję w takim razie :) Mam nadzieję, że będzie Ci się podobać.

      Usuń
  4. Poczułam się zachęcona! Chętnie poczytam coś takiego lekkiego i zabawnego. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Koniecznie muszę po nią sięgnąć! Wydaje się naprawdę ciekawa (szczególnie na depresje jesienną). Gdyby nie te dziesiątki innych książek, które chce przeczytać..

    http://bibliotekaksiazkowychrecenzji.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd ja to znam :P Jest po prostu za wiele dobrych książek do przeczytania, a za mało czasu.

      Usuń
  6. Podoba mi się ta książka. Pierwszy raz o niej czytam, ale fabuła jest ciekawa, a recenzja zachęca. To zdecydowanie moje klimaty.
    Pozdrawiam http://polecam-goodbook.blogspot.com/ i zapraszam na podsumowanie miesiąva.

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślę, że z tak szaloną roztrzepaną bohaterką bawiłabym się świetnie. Już od jakiegoś czasu planuję dorwać książki Kinselli. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. w życiu o niej nie słyszałam, ale po tej recenzji chyba się skuszę ;)
    masz świetne teksty kochana!
    wreszcie znalazłam recenzję, która nie ma dwudziestu stron :*
    Pozdrawiam,
    Posy z bibliotekaamarzen.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie czytałam nic tej autorki, ale może w końcu to zmienię ;)
    Pozdrawiam! http://literacki-wszechswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Zostaw ślad swojej obecności :)