środa, 19 października 2016

#67: Girl Online


Zoe Sugg | Wydawnictwo: Insignis | 368 stron | lit. młodzieżowa
★★★★★☆☆

Nie ma to jak zabierać się za zrecenzowanie książki przeczytanej jakiś rok temu. Dobrze jednak, że człowiek czasem myśli z wyprzedzeniem i robi sobie notatki, nawet jeśli potem z nich nie korzysta, bo w wyjątkowych sytuacjach mogą one uratować z opresji. Autorką książki, o której mowa, jest znana w Internecie jako Zoella, kobieta nagrywająca modowo-urodowe filmiki na YouTube. Czy idzie to w parze z pisaniem? Jeśli jesteście tego ciekawi, a także interesuje Was, jak przez rok zmieniła się moja opinia o "Girl Online", zapraszam do dalszej części recenzji.


Penny Porter to z pozoru zwyczajna, acz bardzo nieśmiała nastolatka, która dostrzega mnóstwo wad w swoim wyglądzie, nie potrafi rozmawiać z rówieśnikami i dobrze czuje się tylko w towarzystwie swojego przyjaciela geja. Elliot mieszka tuż za ścianą i pojawia się za każdym razem ze świeżą porcją wsparcia. Zna także największy sekret Penny - dziewczyna prowadzi bowiem bloga, na którym anonimowo publikuje swoje luźne przemyślenia dotyczące codziennego życia, chłopców, pierwszych miłości, szkoły czy zachowań ludzi. Obserwowana przez tysiące fanów, skrywa się pod nickiem "Girl Online", a na myśl o ujawnieniu tajemnicy dostaje ataków paniki. Pewnego dnia sprawy osobiste Penny przybierają zły kierunek, więc rodzice zabierają ją do Nowego Jorku. Tam poznaje niesamowicie przystojnego i uroczego Noaha, wyjątkowego gitarzystę, w którym powoli zaczyna się zakochiwać. Czy szczegółowe opisywanie swoich uczuć na blogu jest dobrym pomysłem? Co będzie, gdy okaże się, że Penny nie jest jedyną osobą, która ma jakieś sekrety? Jak długo dziewczyna pozostanie anonimowa?


 Bo kiedy znajdziesz kogoś, kto lubi was za to, jacy jesteście naprawdę,
i kogo wy lubicie za to, jaki on jest naprawdę, musicie zrobić wszystko,
co w waszej mocy, żeby go nie stracić.

Piękne, pastelowe okładki przykuwają wzrok, sprawiając, że mam ochotę sięgnąć po daną pozycję z marszu. Kiedy rok temu pojawiła się okazja i zdołałam zwyciężyć w jednym z blogowych konkursów, jako nagroda przyszła do mnie ta słodko-urocza książka, w słodko-uroczej oprawie, ze słodko-uroczą fabułą i słodko-uroczymi bohaterami. Dużo tej słodyczy i uroku, prawda? A to nie wszystko. Niestety, już po lekturze, natrafiłam w internecie na zarzuty i spekulacje dotyczące tego, czy słynna Zoelle sama napisała "Girl Online". Nie wnikałam w to, bo żaden czytelnik nie może być pewien, co jest prawdą. To tylko kwestia nazwiska na okładce, dla mnie liczy się treść i wykonanie, a autor tej książki pod tym względem wypadł dobrze.

Początkowo byłam zachwycona, ale po jakimś czasie mój zapał opadł. Doszłam do wniosku, że ta książka jest niczym więcej niż zwyczajną, niewymagającą młodzieżówką, przy której spędza się miło czas. Niestety nie każdy odnajdzie w niej coś dla siebie. Książka nie jest też przeznaczona dla wszystkich czytelników, gdyż grono odbiorców to dziewczyny w wieku od trzynastu do szesnastu lat. Co więcej, płeć męska i większa część osób dorosłych musiałaby być bardzo zdesperowana, aby sięgać po tę słodko-uroczą historię. To zupełnie nie dla nich! Opowieść nie pozostaje w głowie na długo, wyjątkowo szybko zapomina się poszczególne elementy, postacie czy wydarzenia. W związku z tą recenzją musiałam przypomnieć sobie niektóre fragmenty. Nie polecam czytania na wyrywki, bo gdy tekst jest lekki i ciekawy jak ten tutaj, a historia wciąga, nie sposób się oderwać. Kiedy już się to zrobi, wielkim zaskoczeniem jest fakt, że minęło na przykład pół godziny. Wbrew pozorom, przez dużą czcionkę i naprawdę przyjemny język, czytanie zlatuje w mgnieniu oka.


Ale potem przyszło mi do głowy, że może przyjaźnie przypominają czasem ubrania.
Kiedy przestaje nam być w nich wygodnie, to nie znaczy, że coś źle zrobiliśmy.
Mogliśmy po prostu z nich wyrosnąć.

Narzekać mogę na dużą przewidywalność, ale sądzę jednak, że sporo niezaawansowanych czytelników nie zwróci na to szczególnej uwagi. Wątek miłosny to wielka słodko-urocza bomba, przez którą nastolatki z pewnością będą śledzić losy Penny z zapartym tchem i rumieńcami na policzkach. W "Girl Online" występuje kilka schematów - przedstawienie nastoletniej miłości z typowych młodzieżówek, obrazy charakteryzujące postacie i ich rola w społeczeństwie, zwariowany przyjaciel gej. Nie jest to historia obfitująca w oryginalność, jednak czasami potrafi chwilowo urzec. Mnie na przykład spodobało się plastyczne przedstawienie Nowego Jorku czy połączenie fotografii, niezwykle ważnej dla Penny, z muzyką. W książce pojawiają się różne formy graficzne zapisu, dla przykładu esemesów, emaili, postów blogowych, które urozmaicają śledzony tekst.

Bohaterowie są wykreowani realistycznie. Podejrzewam, że mnóstwo czytelniczek utożsamia się z główną bohaterką, typową piętnastolatką. W końcu nastolatki popadają w kompleksy, często nie są pewne swojego wyglądu, ciała, pozycji w społeczeństwie. Nie wiedzą, jak rozmawiać z innymi. Na przestrzeni tej książki Penny zmienia się, pokazując, że można wyjść ze skorupki i reagować zupełnie inaczej. Przezwycięża swoje lęki, a przez to daje do zrozumienia, że przy odpowiednim nastawieniu wszystko da się zrobić. Spodobało mi się to, że autorka poruszyła mnóstwo problemów życia codziennego, poczynając od akceptacji rówieśników, radzenia sobie z lękami, przez ataki paniki i obawy co do przyszłości, na odmiennej orientacji seksualnej oraz tolerancji kończąc. Kluczową rolę w tej powieści odegrał Internet i to, jak anonimowi w nim jesteśmy. Motyw blogowania i popularności przypadł mi do gustu.


Moje życie może być takie, jak sobie wymarzę - dopóki będę pamiętać,
że należy do mnie.

Pierwsza część trylogii o Penny Porter nie jest lekturą przesadnie ambitną, jednak można spędzić przy niej słodko-urocze chwile. To duża dawka słodyczy w czystej postaci, przeznaczona raczej dla rozchichotanych, romantycznych nastolatek. "Girl Online" pomimo przewidywalności zasługuje na uznanie, gdyż autorka porusza sporo przyziemnych tematów, dotyczących prawie każdej z tych nastolatek, pokazując, że nie trzeba aż tak bardzo przejmować się opinią innych, swoim wyglądem czy pozycją w społeczeństwie. To dobra, lekka młodzieżówka.

W serii Girl Online:  
Girl Online | Girl Online w trasie | Going Solo (eng.)

Książka bierze udział w wyzwaniu 30 książek w ciągu wakacji;

11 komentarzy :

  1. Czytałam i masz rację, lekka, słodka i urocza młodzieżówka, nic nadzwyczajnego. :) Przeczytałam szybko, przyjemnie spędziłam czas, zrelaksowałam się. Na kolana co prawda nie powaliło z wrażenia, ale też nie mogę na nią narzekać, bo w gruncie rzeczy czytało się dobrze. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaczęłam kiedyś czytać, ale jakoś za bardzo przypominała mi fanfiction, a wtedy akurat miałam już przesyt takich historii, więc sobie darowałam i chyba nadal daruję, chociaż zgodzę się, że te pastelowe barwy są naprawdę zachęcające do sięgnięcia po książkę. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiąc o fanfiction - mam ich wszystkich dość. Kiedyś uważałam, że są świetne, ale ogromna większość to niedopracowane, niesamowicie schematyczne, niepoprawne językowo twory, których nie idzie zdzierżyć.

      Usuń
  3. Jeszcze nie czytałam. Zostawię sobie tę książkę na wiosnę/ lato. obserwuję :)
    Pozdrawiam, Ola
    bookwithhottea.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej kochana;)) Ja także czasami ''wspomagam''' się ksiązkami ktore przeczytalam wcześniej, czasami sa to miesiące, a czasem nawet rok jak u Ciebie. Ja tez mam takie notatki, kiedys jak nie prowadzilam bloga to notowalam sobie swoje mysli w zeszytach i mam je do tej pory i mnostwo takich zapiskow ktore jeszcze nie wykorzystalam:) Co do ''girl online'' to kiedys mialam te ksiazke w rekach, ale jednak sie powstrzymalam z jej kupieniem. Później żałowałam, ale obecnie jestem zadowolona ze jej nie kupilam gdyz ta historia teraz juz by kompletnie do mnie nie trafila. Bo to typowa młodzieżówka, własnie. I chyba mnie w wieku 20 lat by nie zainteresowala.
    Pozdrawiam, buziaki!!:)
    (recenzentka-ksiazek.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z moim notowaniem to było tak, że zaczęłam robić to dopiero po założeniu bloga, ale teraz wiem, że dobrze postąpiłam.
      Masz rację, ta historia raczej by do Ciebie nie trafiła.

      Usuń
  5. Aha i jeszcze zapomnialam dopisac ze pieknie napisalas te recenzje;) Świetnie piszesz;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam ją gdzieś ponad rok temu ;) Spodobała mi się, i chyba urzekła mnie właśnie tą prostotą i przewidywalnością. Dokładnie tak jak napisałaś- lekka młodzieżówka.
    Ja nie recenzjue książki przeczytanej miesiąc temu, a co dopiero rok :o
    Pozdrawiam!
    http://fanofbooks7.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rok to bardzo długi czas, ale jakoś dałam radę :D

      Usuń

Zostaw ślad swojej obecności :)