niedziela, 28 sierpnia 2016

#60: Pod kloszem

Autor: Meg Wolitzer
Tłumaczenie: Paulina Gąsior
Seria: Myślnik
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: 17 czerwca 2015
Ilość stron: 288
Kategoria: literatura młodzieżowa
Ocena: 3/10
Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam, ile chcę;
+ 1,8 cm do: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu;


Opis: Gdyby życie było sprawiedliwe, Jam Gallahue nadal mieszkałaby w rodzinnym New Jersey ze swoim uroczym chłopakiem z Wielkiej Brytanii – Reevem Maxfieldem. Oglądaliby razem stare skecze i całowali się między regałami szkolnej biblioteki. Z pewnością nie byłaby teraz w Wooden Barn, szkolnym ośrodku terapeutycznym w Vermoncie, i nie chodziłaby na przeznaczone tylko dla wybranych uczniów (rzekomo odmieniające życie) lekcje pt. „Specjalne zagadnienia z literatury angielskiej” poświęcone wyłącznie twórczości Sylvii Plath.

Życie jednak nie jest sprawiedliwe. Reeve’a nie ma już od ponad roku, a Jam wciąż nie może otrząsnąć się po stracie. Kiedy zadanie domowe polegające na pisaniu pamiętnika otwiera Jam i pozostałym uczniom drogę do innego świata, nazwanego przez nich Belzharem, dziewczyna odkrywa rzeczywistość, w której czas staje w miejscu, a ona znów może poczuć obecność Reeve’a. Jednak zapełniając kolejne strony dziennika, Jam musi zmierzyć się z prawdą i zdecydować, jak wiele jest gotowa poświęcić, by odzyskać to, co utraciła.

Zapraszam do rozwinięcia!

Każdy człowiek jest świadomy czynów, za które ponosi odpowiedzialność. Doskonale zna granice i wie, co może zrobić, a czego nie powinien. Każdy człowiek prowadzi też swoje własne życie. Jednemu wiedzie się lepiej i prościej, drugiemu trudniej, a jego kręta droga prowadzi wciąż pod górkę. Nie wszyscy są jednak gotowi stawić czoła problemom. Niektórzy wolą wyprzeć pewne rzeczy ze swojej świadomości, zapomnieć o nich albo stworzyć własną wersję wydarzeń. Pytanie, czy to jest dobre?

Na samym początku muszę zaznaczyć, że pisanie tej recenzji było dla mnie wielkim wyzwaniem. Może w to nie uwierzycie, ale łatwiejsze nawet okazało się recenzowanie szóstej części pewnej serii, gdzie wydawałoby się, że temat do rozmów został już dawno wyczerpany. Wstukując kolejne literki na klawiaturze, zaczynam stawiać coraz większe kroki, zmierzając ku przepaści. Czuję się tak, jakbym nie znała siebie i zupełnie nie wiedziała, jak ruch wykonam za chwilę. Zadaję sobie pytanie, dlaczego to wszystko jest takie trudne? Przecież powinnam wiedzieć, co napiszę o tak króciutkiej książeczce, jaką jest "Pod kloszem" Meg Wolitzer. Ale ja nie wiem. Więc od razu przeproszę Was, za możliwą chaotyczność moich słów. Bo tę historię muszę potraktować nieco inaczej. Opowieść oparta na problemach, nieszczęściach i depresjach, do której należy podejść z pewną dozą szacunku i zrozumienia. Szkoda tylko, że nie zachwyca.


Każdy ma coś do powiedzenia. Ale nie każdy znajduje w sobie siłę,
by powiedzieć to na głos.

Nastoletnia Jam Gallahue, tuż po śmierci swojego ukochanego chłopaka Reeve'a Maxfielda, traci wszelkie siły i ochoty do życia. Nie wstaje z łóżka i jest silnie pogrążona w rozpaczy. Rodzice wysyłają ją do ośrodka Wooden Barn - szkoły znajdującej się w Vermoncie, przeznaczonej specjalnie dla osób z problemami. Dziewczyna ma uporać się tam z traumatycznymi przeżyciami, odnaleźć ukojenie i spokój. Jam planuje jednak, przy pierwszej możliwej okazji, wrócić do swojego domu i ponownie ulec cierpieniu. Niestety, jej plan się nie powodzi. Zostaje wybrana na Specjalne zagadnienia z literatury angielskiej i zaczyna uczęszczać na nie wraz z czwórką innych nastolatków. Lekcje te podobno mają odmienić ich życia, ale dlaczego to właśnie Jam przypadło jedno z pięciu wolnych miejsc? Dziewczyna przez jeden semestr będzie musiała uporać się z depresyjną powieścią Sylvii Plath, obowiązkowym pisaniem pamiętnika oraz tajemniczym miejscem - Belzharem. Nowy świat otworzy się przed uczniami Specjalnych zagadnień, pokazując im wszystko takie, jak być powinno. Co się stanie, kiedy kartki w pamiętnikach zostaną zapełnione, a oni będą musieli po raz kolejny stawić czoła rzeczywistości?

Wydawnictwo Bukowy Las, spory czas temu, rozpoczęło serię Myślnik, na którą składają się książki takich autorów jak John Green, Gayle Forman, Jennifer Niven, Tim Tharp czy Rachel Cohn i David Levithan. Przyznam szczerze, że wcześniej nie czytałam niczego, co z tego cyklu pochodzi. Książki dające do myślenia, opowiadające o trudach nastoletniego życia, opisujące wydarzenia, które wcale nie powinny dotykać tak młodych osób - to obraz namalowany przez powieści, będące cząstką Myślnika. Jestem zdumiona, że potrafiłam przejść obok wszystkich tytułów tak obojętnie i do tej pory zdołałam skojarzyć tylko niektóre okładki, bo dobór książek do cyklu zapowiada się obiecująco i mam w planach zapoznanie się z większością obecnych tam powieści. Ponoć mają one sprawić, że spojrzę z innej perspektywy na moje życie, że zatrzymam się i zreflektuję w spokoju. Że tak, jak przy "Pod kloszem" dostrzegę ukryte przesłanie i coś zrozumiem. W tym akurat przypadku przekonałam się, by czerpać z życia to, co najlepsze.


Nie denerwuje cię, kiedy ludzie mówią „Ale wiesz, trzy kropki” i zawieszają głos,
jakby już skończyli zdanie? „Ale wiesz” przecież nic nie znaczy. Tylko tyle,
że nie potrafisz wyrazić tego, co czujesz.

Po tę książkę sięgnęłam z masą różnych oczekiwań i jeśli postąpicie podobnie co ja, możecie się zawieść. Posiada ona bowiem kilka minusów, które sprawiają, że moja opinia nie może być aż tak pozytywna, jakbym sobie życzyła. Po pierwsze: nuda, monotonność i jeszcze raz nuda. Pomysł na fabułę jest dosyć oryginalny, jak na aktualne standardy - mamy Belzhar, czyli krainę marzeń, w której nie można przekraczać granic utworzonych w rzeczywistości, z lekka magiczne pamiętniki oraz szkołę dla osób z problemami. Meg Wolitzer wykorzystała samą Sylvię Plath, jako ważny element opowieści, a także "Szklany klosz" tejże autorki. Ale co z tego, jeśli akcja stoi w miejscu, jakby utknęła w korku, a jeśli zdarzy jej się ruszyć, nie dzieje się nic nowego. Początek miał chyba sprawiać wrażenie owianego nutką tajemnicy, która mocno zachęci czytelnika, ale coś nie wyszło. Bo może i odrobinę zaciekawił, ale kolejne strony sprawiały, że mogłabym spacerować po stronicach z lupą w ręce i wyszukiwać zaginionej dynamiczności. Drugą sprawą jest długość książki - nie będę przeczyć temu, że "Pod kloszem" zdobyłam na raz, co mi jednak z tego, jeśli nie miałam ani jednej dobrej okazji, aby wgryźć się w historię, zacząć analizować fakty i tajemnicę. Nie zdążyłam nawet porządnie przeczesać psychik bohaterów, które mocno mnie intrygowały. No wiecie, książka o nastolatkach z problemami, depresje, śmierci, kalectwa i inne urazy - czy to nie ciekawe, zobaczyć jak uporała się z kreacją postaci autorka?

Bardzo podobał mi się styl pisarski Meg Wolitzer, który troszkę broni tę historię. Język jest lekki i młodzieżowy, a narracja prowadzona przez główną bohaterkę pozwala poczuć odrobinę jej ból. Niestety, autorka nie zaszalała z emocjami i w tym punkcie właśnie spotkało mnie spore rozczarowanie. Myślałam, że "Pod kloszem" będzie książką, która wywrze na mnie większe wrażenie. Spodziewałam się istnej huśtawki emocjonalnej, a dostałam raczej papierową historię, z niewieloma przebłyskami uczuć. Powieść ta była w dużej mierze oparta na związkach i pierwszych miłostkach, ale jak dla mnie, autorce niestety nie udało się wygrać walki. Pani Wolitzer poświęciła czas na bezsensowne siłowanie się ze sztucznym wątkiem nowego romansu Jam, w dodatku z chłopakiem tak irytującym i schematycznym, że aż szkoda o tym wspominać. Nie lubię, kiedy autorzy wciskają mi kit, bo ja niby mam uwierzyć w nagły wybuch namiętności, kiedy para jeszcze wczoraj nie potrafiła zamienić z sobą słowa? Na pewno.


To ciekawe, że przez długi czas można żyć bez kogoś, a potem,
kiedy się tę osobę pozna, chce się z nią przebywać cały czas.

Ogromnym minusem tej książki jest zakończenie, które powinno wbić mnie w fotel. I wbiło, ale siedzenie zapadło się, a wraz z nim w dół zleciała ostatnia szansa na uratowanie "Pod kloszem". Powiem Wam, że Jam była chyba najlepszym elementem tej opowieści, pomijając oczywiście język książki, ale Meg Wolitzer na przestrzeni kilkunastu ostatnich stron wszystko zniszczyła. Zrujnowała całą historię, zirytowała mnie do granic możliwości i sprawiła, że przyjrzałam się Jam krytycznym okiem, całkowicie zmieniając o niej zdanie. Poczułam się także oszukana i sfrustrowana. Dlatego nie polecam, nie ma sensu pchać się w coś takiego.

Książka ta powinna być przepełniona emocjami i długimi opisami psychik bohaterów po przejściach. Powinna opowiadać o tym, jak upierają się ze swoimi problemami ludzie tacy jak my. Powinna również być bardziej dynamiczna, bo połączona w parze z ciekawym pomysłem i dobrym piórem autorki, mogłaby okazać się idealną opowieścią dla nastolatków. Ale przez niewykorzystany potencjał "Pod kloszem" zaliczam do książek nieudanych.

5 komentarzy :

  1. Zdecydowanie po nią nie sięgnę. Mam lepsze lektury pod ręką :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś nie ciągnie mnie do tej książki, choć nie wiem sama, dlaczego. Może chodzi o czas, który mogę wykorzystać jako coś bardziej w moim guście? W każdym razie - bardzo dobra recenzja!

    dianasbookishstuff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Nuda, popsute zakończenie - to zdecydowanie mnie przekonuje, żebym nie sięgała po tę książkę. A szkoda, że taka rozczarowująca, bo czytałam kilka książek właśnie z tej serii wydawniczej i przykładowo "Wszystkimi jasnymi miejscami" byłam oczarowana. No trudno. ;/
    Pozdrawiam,
    Amanda Says

    OdpowiedzUsuń
  4. To ja jednak podziękuję, szkoda mojego cennego czasu ne tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Początkowo bardzo chciałam ją przeczytać, ale stopniowo ten zapał opadał. Chyba nie mam czego żałować.

    OdpowiedzUsuń

Zostaw ślad swojej obecności :)