czwartek, 25 sierpnia 2016

#59: Pocałunek cienia

Autor: Richelle Mead
Tłumaczenie: Monika Gajdzińska
Seria: Akademia wampirów (tom 3)
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 8 września 2010
Ilość stron: 432
Kategoria: paranormal romance, literatura młodzieżowa
Ocena: 8/10
Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam, ile chcę;
+ 2,7 cm do: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu;


Opis: Moroje mają zdolności magiczne. Zwykle specjalizują się w jednym z czterech żywiołów - wykorzystują wodę, ogień, powietrze lub ziemię. Lissa stanowiła wyjątek. Pracowała z piątym żywiołem - ducha, o którego istnieniu mało kto słyszał. Moja przyjaciółka posiadała dar uzdrawiania, a nawet wskrzeszania zmarłych. To dzięki niemu nawiązała się między nami szczególna psychiczna więź. Zostałam z nią połączona, nosiłam "pocałunek cienia".

Od czasu, kiedy Rose pokonała w walce strzygi, dręczą ją ponure myśli. Zaczyna widzieć duchy, które ostrzegają przed złem, jakie gromadzi się coraz bliżej bram Akademii. Dziewczynie coraz trudniej tłumić uczucia do Dymitra. Wie, że nie wolno jej pokochać innego strażnika. Ale czasem trzeba łamać reguły… Gdy zaprzysiężony wróg Lissy i Rose, Wiktor Daszkow, stanie przed sądem, napięcie w arystokratycznych wampirzych kręgach sięgnie zenitu. W straszliwej bitwie Rose będzie musiała wybierać między życiem, miłością oraz dwiema najbliższymi osobami… Czy jej decyzja oznacza ratunek tylko dla jednej z nich?

Zapraszam do rozwinięcia!

Nigdy nie podejrzewałam, że jakaś inna książka o wampirach spodoba mi się bardziej, niż mój sentymentalny, nieco niedopracowany i schematyczny, ale wciąż ulubiony cykl autorstwa Stephenie Meyer. Nie sądziłam, że "Akademia wampirów" przebije "Zmierzch", że Dimka zastąpi mi Edwarda, a Rose Bellę. Ale stało się i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jestem z tego faktu zadowolona, bo książki Pani Mead są (chcąc nie chcąc) znacznie lepsze.

W Akademii św. Władymira rozpoczyna się wiosna, a wraz z nią ćwiczenia polowe, mające na celu zaliczenie egzaminu, który pozwala ukończyć szkołę. Rose, jako jednej z kilkudziesięciu dampirów, zostaje przydzielony moroj do opieki. Ciągle poddawana próbom wyszkolonych strażników, dziewczyna zaczyna myśleć, że wariuje. Widzi bowiem duchy, nawiedzające ją co jakiś czas, jakby z prośbą bądź ostrzeżeniem. Dodatkowego stresu napędza jej fakt, iż niebawem ma zostać wszczęta rozprawa Wiktora Daszkowa. Rose jest również w stu procentach pewna, że kocha Dymitra, ale przecież nie może z nim być ze względu na bezpieczeństwo Lisy. Tłamsi swoje uczucia, starając się nie zwracać uwagi na pewnego moroja, który wydaje się być w niej zakochany. Kiedy wszyscy myślą, że dziewczyna wariuje i ma omamy, do Akademii przedostaje się nowe zło. 


 Jeśli kogoś kochasz, możesz znaleźć się w dowolnym miejscu,
a i tak będziesz niewiarygodnie szczęśliwa. Jeśli nie kochasz,
nie zmieni tego najwspanialsze łoże w najbardziej luksusowym hotelu.

Czy Wy też tak macie, że zabierając się za jakąś serię, każdy kolejny tom podoba Wam się odrobinę bardziej od poprzedniego? Widać, że Richelle Mead powoli się rozkręca, zaczynając dbać w swoich książkach o coraz drobniejsze detale. Jej styl pisania szlifuje się, już prawie przypominając dorodny kamień szlachetny. W recenzji tomu drugiego narzekałam na brak opisów i bardziej rozbudowanych zdań. Tym razem jednak czuję się usatysfakcjonowana tekstem, znajdującym się na tych ponad czterystu stronach, połkniętych za jednym zamachem. Po raz kolejny autorka zachwyciła mnie doskonałymi dialogami, potrafiącymi rozbawić do łez, oraz całym humorem zawartym w jej książce. Już w pierwszej części pokochałam sprzeczki bohaterów i sarkastyczność Rose, a także częstą obecność komizmu sytuacyjnego.

Richelle Mead w "Pocałunku cienia" skupiła się na polityce i monarchii wampirów, przybliżając postać królowej Tatiany. Rozwinęła obraz świata morojów, dampirów i strzyg, dzięki czemu jeszcze lepiej zrozumiałam prezentowaną opowieść. Udoskonaliła również bohaterów i ukazała zachodzące w nich zmiany. Mogłam zaobserwować Rose, która z każdym nowym doświadczeniem zaczynała rozumieć coraz więcej. Doroślała, zmieniając się z rozkapryszonej nastolatki w świadomą swoich czynów i odpowiedzialności młodą kobietę. Autorka zaprezentowała z lepszej strony Adriana Iwaszkowa i wepchnęła sporą dawkę Christiana Ozery, którego zdążyłam w tej części naprawdę mocno polubić. Na brak Lissy narzekać nie mogę, choć znów nie było jej w książce jakoś strasznie dużo, ale sytuacja znacznie się poprawiła. I już nie uważam, że związek Lissy z Christianem to najgorszy związek ever. Tym razem zauroczyłam się ich gestami i czułymi słówkami.


Życie i śmierć przeplatają się ze sobą. Żyliśmy, nie wiedząc, co się wydarzy,
kto i kiedy odejdzie z tego świata.

Największą gratką tej historii jest oczywiście pełna emocji relacja Rose i Dymitra. Sądzę, że nie wiecie nawet, o jakie palpitacje serca przyprawiały mnie ich niektóre sceny, a jedna w szczególności. Tym razem obydwoje byli dosłownie jak tykające bomby, a w momencie wybuchu - ach, trzeba to ujrzeć na własne oczy. Jestem zadowolona, że wątek miłosny nie dominował, a stanowił jedynie jeden z wielu wątków tej historii. Liczę tylko na to, że w przyszłych tomach gorąca relacja nie zamieni się w trójkąt i pełną dylematów rolę Rose, bo potencjalny kandydat jest już na horyzoncie.

W pierwszej połowie "Pocałunku cienia" nie działo się aż tyle co w drugiej. Mniej więcej koło dwusetnej strony wartka akcja wjechała z przytupem na karty opowieści i zaczęła toczyć się, ekspresowo popychając fabułę. Pojawiły się nowe ataki strzyg, mnóstwo Adriana, negocjacje z Daszkowem, nastąpił gwałtowny rozkwit gorącego romansu, a potem było już tylko zakończenie, które roztrzaskało moje biedne serduszko na miliony kawałków. Nie mogłam znieść napięcia ostatnich kilkunastu stron. Dałam się ponieść emocjom, podczas śledzenia szokujących i bolesnych wydarzeń razem z Rose. I choć końcówka nie powinna mi się podobać, gratuluję autorce uzyskanego efektu oraz pomysłu. Już nie mogę się doczekać rozwinięcia tej historii w następnych częściach.


- Wiesz - chłopak przerwał moje rozmyślania - sytuacja, w której się znaleźliśmy,
mogłaby kojarzyć się z intymnością. Tymczasem przyglądasz mi się
jak nieznanej bakterii pod mikroskopem.
Pomyślałam, że ma absolutną rację.

Choć przez całą książkę autorka szykowała nas na ogromne i przerażające bum, wydaje mi się, że nie byłam dobrze przygotowana, bo po emocjonującej końcówce, przez parę dobrych chwil nie mogłam się pozbierać. I wiem, że Wy również nie będziecie w stanie. Polecam tę historię osobom, które tak jak Rose, pragną  odkryć, kim naprawdę są. To także bardzo dobra opowieść o odnajdywaniu własnego miejsca. Wciągająca, magiczna, doskonała dla fanów dobrych młodzieżówek i romansów paranormalnych.

W serii Akademia Wampirów:
 Akademia wampirów | W szponach mrozu | Pocałunek cienia | Przysięga krwi |
 W mocy ducha | Ostatnie poświęcenie

10 komentarzy :

  1. Niestety nie dla mnie, bo jakoś nie przepadam za książkami z wampirami. Ale muszę przyznać, że bardzo spodobały mi się cytaty, które dodałaś. Pewnie gdyby nie ta niechęć do wampirów, to bym się skusiła. ;)
    Pozdrawiam,
    Amanda Says

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś uwielbiałam książki, w których pojawiały się wampiry. Ostatnio trochę od nich odbiegłam, ale chętnie sięgnę po tą serię :) Pozdrawiam i obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam tylko 3 pierwsze tomy Akademii Wampirów, ale ostatnio w moim Empiku (wow, mam swój własny Empik XD) była przecena -70% na angielskie wydania książek Mead. Cudem powstrzymałam się przed kupnem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę własnego empiku :D :D :D
      Ja bym się nie powstrzymała, ale w tej księgarni niestety nie kupuję :P

      Usuń
  4. W sumie to chętnie powróciłabym do tej serii, bardzo mi się podobała. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tę serię kocham bezgranicznie, moja pierwsza miłość do wampirów, chętnie za jakiś czas do niej wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie lubię Zmierzchu, ale kocham wampiry <3 Także po panią Mead na pewno sięgnę <3
    A zamierzasz sięgnąć po Melancholię Sukkuba? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że tak :D Ale dopiero po skończeniu Akademii :)

      Usuń
  7. To prawda, że Mead rozkręca się z czasem, a kolejne tomy Akademii są coraz lepsze :). Nawet po tylu latach po przeczytaniu tej serii, uwielbiam ją i z przyjemnością do niej wracam, ale trzeci i czwarty tom złamały mi serce.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nigdy nie sięgnęłam po Akademię Wampirów i teraz wydaje mi się, że jestem już trochę za stara na takie powieści. Swego czasu zakochałam się w "Zmierzchu", ale to było wcześniej jak 5 lat temu i teraz preferuję raczej lektury, które wniosą coś do mojego życia. Co wcale nie oznacza, że unikam fantastyki ;)

    Pozdrawiam
    Caroline Livre

    OdpowiedzUsuń

Zostaw ślad swojej obecności :)