poniedziałek, 8 sierpnia 2016

#54: W szponach mrozu

Autor: Richelle Mead
Tłumaczenie: Monika Gajdzińska
Seria: Akademia wampirów (tom 2)
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 16 czerwca 2010
Ilość stron: 328
Kategoria: paranormal romance, literatura młodzieżowa
Ocena: 8/10
Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam, ile chcę;
+ 2,3 cm do: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu;


Opis: Nazywam się Rose Hathaway. Mam siedemnaście lat i szkolę się w ochronie wampirów i zabijaniu strzyg. Jestem beznadziejnie zakochana w niewłaściwym mężczyźnie, a moja najlepsza przyjaciółka wykazuje zdolności magiczne, które mogą doprowadzić ją do obłędu.
Cóż, nikt nie powiedział, że szkoła średnia to bułka z masłem.

Zuchwały atak strzyg na szanowaną rodzinę morojów wstrząsnął uczniami Akademii. Nadchodzi przerwa świąteczna i by zapomnieć o tragedii, wszyscy wyruszają do luksusowego kurortu narciarskiego. Rose jednak trudno myśleć o wakacjach. Do grona nauczycieli dołączyła legendarna strażniczka… jej matka. Na domiar złego Dymitr interesuje się inną kobietą, Mason nie ukrywa, że z chęcią zamieniłby przyjaźń na coś więcej, a tajemniczy i arogancki nieznajomy wpada na dziewczynę częściej, niżby sobie życzyła.
Pośród sennych zimowych krajobrazów kryje się jednak niebezpieczeństwo. Czy Rose zdoła w porę je dostrzec?

Zapraszam do rozwinięcia!

Rok temu, kiedy jeszcze nie za bardzo odnajdywałam się w świecie recenzentów, a mój gust czytelniczy kulał i biadolił, postanowiłam rozpocząć czytanie serii Richelle Mead - "Akademia wampirów". Pamiętam, jak niepewnie wystukiwałam kolejne literki na klawiaturze, nie wiedząc dobrze, o czym powinnam napisać. Całość wyszła chaotycznie, ale... teraz jestem z tego dumna i wiem, że nie ma się co wstydzić. Porównując oczywiście moje recenzje sprzed roku do tych sprzed kilku dni - w pierwszym odruchu chciałabym pokasować lub popoprawiać wszystkie starsze. Przez ten czas zmieniłam zdanie o niektórych książkach, ale tego, co już poszło w świat, nie da się wycofać. Do grona takich powieści należy pierwszy tom przygód Rose Hathaway i Lissy Dragomir. Co więc sądzę o tamtej książce i jaki wpływ ma to na opinię o tomie drugim? Wszystko wyjdzie w trakcie.


Należysz do osób, które mają serdecznych przyjaciół albo śmiertelnych wrogów,
mam rację? Nie uznajesz niczego pośrodku.

Życie Rose w krótkim czasie bardzo się komplikuje. Nie dość, że dziewczyna jest beznadziejnie zakochana w starszym od siebie mężczyźnie, będącym jej instruktorem, który zaczyna interesować się pewną kobietą, to na dodatek musi uważać na swoją przyjaciółkę. Lissę bowiem nawiedzają czarne myśli. Na domiar złego, aby w przyszłości stać się jej strażniczką, Rose powinna wydorośleć, całkowicie zmienić swój charakter i zacząć postępować tak, jak postąpiłaby osoba dorosła. Wszystko staje się jeszcze trudniejsze i bardziej pogmatwane, kiedy po brutalnym ataku strzyg na rodzinę wampirów arystokratów, na horyzoncie pojawia się jej matka. Strzygi sprzymierzają się z ludźmi, a ataki na morojów odbywają się coraz częściej. Uczniowie Akademii św. Władymira opuszczają budynek szkoły i spędzają przerwę świąteczną w luksusowym kurorcie narciarskim. Dla Rose nie oznacza to jednak odpoczynku - dziewczyna musi uporać się z wizytą znienawidzonej matki, ogromną zazdrością o Dymitra, tajemniczym i denerwującym Adrianem Iwaszkowem, pojawiającym się na horyzoncie, oraz strachem o przyjaciółkę. Jak zakończy się ta historia?

Nad drugimi tomami serii ciąży klątwa - klątwa tak straszna i okrutna, że aż boję się oniej mówić. Polega ona na tym, iż drugie części jakichś cyklów są po prostu nieudane. Nie posiadają sensu, bohaterowie irytują, niewiele się dzieje, a całość aż kipi od nadmiaru sztuczności. "W szponach mrozu", na całe szczęście, ta okrutna klątwa obeszła dookoła. Może was to nawet zdziwić, ale ten tom prawdopodobnie wypadł odrobinę lepiej od poprzedniego. Zadacie sobie pewnie pytanie: ale jak to, skoro wyżej oceniłaś pierwszą część? Wszystko już wyjaśniam. Otóż rok temu, odrobinę inaczej patrzyłam na książki, a podczas ich czytania, nie zwracałam szczególnej uwagi na detale. Sporo się zmieniło, zaczęłam dostrzegać to, co wcześniej wydawało mi się rzeczą nieistniejącą. Zmieniłam zdanie o "Akademii wampirów". Na gorsze. Na szczęście "W szponach mrozu" broni serię.


- Gdzie idziesz? - zapytał.
- Złamać komuś serce - odparłam.

Po lekturze tomu pierwszego, chyba nie bardzo zrozumiałam niektórych bohaterów i oceniłam wielu z nich błędnie. Weźmy na przykład taką Rose Hathaway. Sądziłam, że jest to postać żeńska, która w kolejnych tomach uratuje cały świat, ze zbuntowanej nastolatki zmieni się w perfekcyjną kobietę, której wszystko wychodzi jak za pstryknięciem palców. Myślałam, że dziewczyna będzie zmieniać facetów jak rękawiczki, może nawet gardzić niektórymi, ale pomyliłam się co do tego. Richelle Mead może i wykreowała zbuntowana nastolatkę, ale na całe szczęście, Rose w "W szponach mrozu" nie przechodzi takiej przemiany, jak "od brzyduli do kopciuszka", tylko w wersji z charakterem. Dziewczyna w żadnym stopniu nie jest zmienna, jeśli chodzi o chłopców, patrzy na świat inaczej i przystopowuje odrobinę ze swoją porywczością, stara się nie działać impulsywnie i brawurowo. Potrafi też wytknąć komuś błędy, a za jakiś czas przyznać się do własnych. Zmiany zachodzą więc bardzo stopniowo, dzięki czemu Rose wydaje się autentyczną postacią.

Jeśli już o bohaterach mowa, doszło w tym tomie kilka nowych postaci, niestety - odniosłam wrażenie, jakoby Lissa została zastąpiona przez kogoś innego. Nie dość, że dziewczyny tej nie było w książce za wiele, to jeszcze Rose nie starała się nawiązać z nią kontaktu, ograniczając wszelkie próby do minimum. Wiadomo, wszystko przez miłość. Kiedy tak myślałam o części pierwszej serii, napisanej przez Richelle Mead, doszłam do wniosku, że absolutnie zauroczyłam się w Dimitrze. To taki książkowy ideał, facet numer jeden i choć nie powinnam dzielić się nim z Rose, absolutnie kibicuję tej dwójce. Dochodząc do momentu, w którym Dimka zaczął interesować się inną kobietą, myślałam, że trzasnę go przez łeb. Tak po prostu, żeby się otrząsnął i przestał wydurniać. Zdałam sobie też sprawę, że inna para z tej serii, przynajmniej według mnie, zupełnie do siebie nie pasuje. Lissa i Christian, czyli najgorsza para spośród wszystkich.


Miałam podbite oko. Pieprzone podbite oko.
I moja matka mi to zrobiła.

W recenzji tomu pierwszego zaznaczyłam, że bardzo spodobały mi się opisy miejsc i to właśnie dzięki nim polubiłam autorkę. Teraz zastanawiam się, co mi wtedy odbiło. Naprawdę. Bo właśnie tych opisów najbardziej brakowało mi w drugiej części. Był to chyba pierwszy raz, kiedy tęskniłam za przydługawymi, czasami nudzącymi zdaniami, z którymi ciężko się uporać. Kilka dni po lekturze, sądzę, że te braki związane są ze stylem pisania Richelle Mead, który pozostawia lekki niedosyt. Autorka świetnie sprawdziła się w kreowaniu postaci oraz przebiegu fabuły, nieraz potrafiła rozbawić do łez, a na samym końcu nawet wzruszyć, ale niestety opisy tutaj leżały. I nie mówię tylko o opisach wnętrz czy osób. "W szponach mrozu" zdołała zastąpić mi to wartką akcją i sprawnym biegiem wydarzeń, który potrafił zaskoczyć. Czytanie tej książki przebiegło sprawnie i szybko, niezwykle umilając mój czas. 

Jeśli poszukujecie miłej i niewymagającej książki, przyjemnej dla oka i lekkiej dla umysłu, jeśli pragniecie oderwać się na chwilę od rzeczywistości i zatracić w historii pełnej nietypowych wampirów - "W szponach mrozu" nada się idealnie. Oczywiście pod warunkiem, że pierwsza część jest już za wami. Jeżeli nie, polecam zapoznanie się z tą opowieścią i ujrzenie wampirów w wydaniu oryginalniejszym i ciekawszym niż to, które zaserwowała Stephenie Meyer.


W serii Akademia Wampirów:
 Akademia wampirów | W szponach mrozu | Pocałunek cienia | Przysięga krwi |
 W mocy ducha | Ostatnie poświęcenie

14 komentarzy :

  1. Ooo ja dopiero zaczynam czytać coś tej autorki, ale ja zaczynam od tej drogiej serii ,,Kroniki krwi" jeśli mi się spodoba, to planuję sięgnąć właśnie po tą serię, bo jest zbyt chwalona, więc jestem ciekawa, zresztą ostatnio mnie te książki prześladują. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, widziałam filmik na Twoim kanale z "Kronikami krwi". Generalnie, ja również mam taki plan, jak Ty, ale do zrobienia na odwrót. A jako że "Akademia wampirów" mi się podoba, po "Kroniki" sięgnę na pewno :)

      Usuń
  2. Uwielbiam Richelle Mead <3 Nie wiem czemu, ale wciąż nie sięgnęłam po dwa ostatnie tomy tej serii - ale muszę to jak najszybciej zrobić <3 Przyznam szczerze, że ja Dimkę lubię, ale zdecydowanie bardziej jako męską postać wolałam Adriana *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Adrian ma swój urok, również mi się podoba jako postać, szczególnie po tym, jak dzisiaj skończyłam tom trzeci "Akademii" z jego udziałem. Ja nie wiem, kiedy będę sięgać po ostatnie dwie części, ale jeśli Ty autorkę uwielbiasz, zrób to prędko.

      Usuń
  3. Przeczytałam jedną książkę tej autorki i jej styl bardzo mi się podobał, więc pewnie kiedyś sięgnę po Akademię wampirów :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To jedyna seria o wampirach, w której jestem zakochana od samego początku. Czytałam ją już dwa razy i pewnie za kilka lat znowu do niej wrócę. Dlaczego? Za humor Rose. Za najlepszy pomysł na wampiry. Za najlepszy romans w książce młodzieżowej. Chociaż Dimka to Dimka i można za nim oszaleć, to druga seria tej autorki z Adrianem zauroczyła mnie jeszcze bardziej.
    "W szponach mrozu" uważam za najsłabszą książkę z całej serii, ale nie mniej ciekawą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo tak, humor Rose jest genialny. Chociaż to nie do końca sam humor, a bardziej charakter i sposób, w jaki została wykreowana przez autorkę. W drugiej serii o Adrianie zaczytywać się będę niebawem :)
      Ja jeszcze nie mam porównania, na pewno "W szponach mrozu" wypadło, jak dla mnie, lepiej od poprzedniej części, ale trzecia, którą skończyłam czytać dzisiaj, jest chyba odrobinkę lepsza.

      Usuń
  5. Nie czytałam jeszcze Akademii Wampirów i jak na razie nie jestem co do tej serii przekonana... Ale może kiedyś sięgnę po pierwszy tom :)

    Pozdrawiam cię z całego serduszka i zapraszam do mnie na '7ReadUp 3.0 - czyli mój TBR!' :)
    Tusia z bloga tusiaksiazkiinietylko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeśli wampiry, to mówię pas - totalnie nie wkręciłam się w książki o wampirach, wilkołakach i tym podobnych stworach. Może faktycznie ta książka traktuje ciekawiej niż autorka tego nieszczęsnego "Zmierzchu", ale jakoś nie mogę się przekonać. ;/
    Pozdrawiam,
    Amanda Says

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma inny gust :) Ja w ostatnim czasie czytam właściwie wszystkie książki - fantastykę, horrory, kryminały, romanse czy literaturę obyczajową. Uwielbiam też wymienione przez Ciebie stworzenia nadnaturalne, ale nie każdy zaczytuje się w tym samym.

      Usuń
  7. Słyszałam wiele dobrego o tej serii i niejednokrotnie zresztą miałam ochotę bliżej ją poznać. Zupełnie nie przeszkadza mi wątek wampirów, wręcz przeciwnie, czasem fajnie oderwać się od typowych powieści, po które sięga się na co dzień, i powrócić do tych nieśmiertelnych i silnych postaci. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! I to jeszcze wampirów w tak oryginalnym wydaniu :)

      Usuń
  8. Gatunkowo zainteresowana nie jestem, ale miło przeczytać tak szczegółową recenzję. Przeanalizowałaś różne elementy i rozpracowałaś je na tyle detalicznie, że mam dobry ogląd na omawianą lekturę. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pamiętam jak zaczynałam przygodę z tą serią kilka lat temu. czytałam nawet kilka razy, nadal uwielbiam i mam ochotę na powtórkę.

    OdpowiedzUsuń

Zostaw ślad swojej obecności :)