środa, 3 sierpnia 2016

#52: Jesienna miłość

Tytuł: Jesienna miłość
Autor: Nicholas Sparks
Seria: Wszystkie kolory miłości
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 4 lutego 2016
Ilość stron: 224
Kategoria: literatura obyczajowa
Ocena: 9/10
Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam, ile chcę;
+ 1,8 cm do: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu;


Opis: Rok 1958. Landon Carter rozpoczyna naukę w ostatniej klasie szkoły średniej w Beaufort. Wraz z nim do liceum uczęszcza dziewczyna inna niż wszystkie, Jamie Sullivan, która nie rozstaje się z Biblią, z nikim się nie przyjaźni, a cały czas poświęca opiece nad owdowiałym ojcem.

Czy pewny siebie nastolatek pokocha niepozorną Jamie? Bal licealny i świąteczne przedstawienie odmieni ich życie na zawsze. Ale los szykuje Londonowi okrutną niespodziankę...

Na podstawie powieści w 2002 roku powstał film "Szkoła uczuć".

Zapraszam do rozwinięcia!

Miłość jest nieprzewidywalna. Nie mamy większego wpływu na to, w kim zakochamy się na zabój, z kim przyjdzie nam spędzić wspólne, szczęśliwe życie. Miłość nie wybiera. Czasami pada na nieodpowiednią dla nas osobę, czasami na kompletnie różną od nas, a czasami na nasz totalny ideał. Ale to nie jest ważne. Ważne są uczucia i zobowiązanie do spędzenia życia u boku naszego wybranka - w bogactwie i ubóstwie, w zdrowiu i chorobie.

"Jesienna miłość" to już druga książka Nicholasa Sparksa, którą miałam okazję przeczytać. Byłam nieco rozczarowana "Pamiętnikiem", jednak wyidealizowane przedstawienie miłości, przerysowane do tego stopnia, że aż mdłe, wcale mnie nie zniechęciło. Co więcej, gdyby Sparks totalnie nie trafił w mój gust, miałabym poważny problem - w końcu, aż piętnaście jego powieści wciąż czeka na półce na swoją kolej. Moja przygoda z tą książką zaczęła się właściwie kilka lat temu, kiedy obejrzałam w telewizji film pod tytułem "Szkoła uczuć". Była to ekranizacja kultowej powieści, o której dzisiaj mowa. Chwilę po lekturze "Jesiennej miłości", toczyłam w głowie prawdziwą bitwę o to, co podobało mi się bardziej. Doszłam do wniosku, że film - choć naprawdę piękny, nie dorównuje papierowej wersji.


Człowiek wie, że to miłość, kiedy chce przebywać z druga osobą i czuje,
że ta druga osoba chce tego samego.

Landon Carter rozpoczyna właśnie ostatnia klasę szkoły średniej w Beaufort. Zbliża się bal licealny, a chłopak wciąż nie znalazł sobie partnerki. Z braku innych możliwości, decyduje się zaprosić Jamie Sullivan - córkę pastora, dziewczynę zupełnie inną niż wszystkie. Jamie bowiem nigdy nie rozstaje się ze swoim egzemplarzem biblii, nie ma w szkole przyjaciół, cały wolny czas poświęca owdowiałemu ojcu oraz dzieciom z sierocińca, w dodatku jest tak miła i idealna, że ciężko przy niej wytrzymać i nie czuć się źle. Po pewnym czasie Landon odkrywa, że Jamie nie jest dla niego już tylko dziwną koleżanką. Pomiędzy dwojgiem nastolatków rodzi się miłość - miłość prawdziwa i namacalna, a jednocześnie niezwykle subtelna. Czy zdoła ona przetrwać wszelkie przeciwności losu, chorobę... i śmierć?

"Jesienna miłość" to książka, która bardziej wygląda na dłuższe opowiadanie. Niewiele ponad dwieście dwadzieścia stron mija jak z bicza strzelił, bo kiedy już zacznie się czytać tę historię, nie będzie można się od niej oderwać. Akcja przebiega bardzo płynnie, a sprzyjają temu dobrze rozplanowana fabuła, niezwykli bohaterowie, dialogi, przez które po prostu przepadłam i doskonale wykreowane uczucie. "Pamiętnik" kulał i raził poprzez naiwne i nierealne przedstawienie miłości, a ta powieść Nicholasa Sparksa po prostu pozytywnie mnie zaskoczyła. Całym sercem pokochałam emocjonalność, na której skupił się autor, bo choć opowieść już znałam, przeżyłam ją na nowo. Śmiałam się razem z bohaterami, byłam smutna, kiedy oni byli, i płakałam z goryczy, pozostawionej po skończeniu książki. Ciężko wywołać u mnie łzy. Mogłabym na palcach jednej ręki zliczyć dzieła, którym udało się to zrobić. "Jesienna miłość" należy do tej grupy.


Kiedy na nią patrzę, myślę wyłącznie o tym, że pewnego dnia nie będę
już mógł jej oglądać.

Obserwowanie przepięknej relacji Jamie i Landona było z jednej strony magiczne, ale z drugiej bardzo przykre. Serce się krajało, kiedy zbliżałam się do końca opowieści i musiałam zmierzyć się z nieuniknionym. Znacznie romantyczniejsza historia niż w "Pamiętniku" dawała o sobie znać na każdym kroku, a godziny spędzone na jej czytaniu upływały niemiłosiernie szybko. Opowieść ta była po prostu realna i prawdziwa. Autor starł ze sobą dwa zupełnie różne światy - ona ciągle z biblią w ręku; on w nocy z kolegami na cmentarzu, jedząc orzeszki. Ona cicha, miła, szlachetna i pobożna; on popularny, lubiany, towarzyski i czasami nieprzyjemny. Córka pastora i syn kongresmena. Ideał i dusza do poprawki.

"Jesienna miłość" imponuje, uczy i skłania do myślenia. Mężczyźni mogą czerpać wzór z postawy Landona, który nigdy nie przestaje być czuły i opiekuńczy wobec swojej dziewczyny. Kobiety natomiast powinny być trochę jak Jamie - nieprzejmujące się opinią innych, szlachetne i widzące w życiu coś więcej, niż tylko czubek własnego nosa (nie mówiąc oczywiście o wszystkich przypadkach). Nicholas Sparks radzi nam, abyśmy zawsze cieszyli się z życia i kochali wtedy, kiedy jest okazja, gdyż nie wiadomo, co z nami będzie w przyszłości. Możliwe nawet, że nie będziemy mieli okazji zaznać smaku miłości, na przykład z powodu wypadku, choroby czy rychłej śmierci. Zdałam sobie też sprawę z czegoś naprawdę smutnego - pomyślałam o tym, jak mało na świecie jest osób, które robią coś zupełnie bezinteresownie, coś dla innych. Bo człowiek jest takim stworzeniem, które potrafi tylko krytykować i oczekiwać, myśleć, że wszystko mu się należy. Człowiek nie daje nic od siebie, ale potrafi brać garściami. Jednym słowem - to przykre.


Na jej twarzy igrał lekki uśmiech.
- Chętnie z tobą pójdę – oświadczyła – ale pod jednym warunkiem...
Zacisnąłem zęby, mając nadzieję, że to nie będzie coś zbyt strasznego.
- Tak?
- Musisz obiecać, że się we mnie nie zakochasz.
Zrozumiałem, że żartuje, bo się roześmiała, nie mogłem jednak powstrzymać
westchnienia ulgi. Czasami Jamie miała zaskakujące poczucie humoru.
Uśmiechnąłem się i dałem jej słowo.

Pióro Sparksa z każdą kolejną książką jest coraz lepsze. Debiutancka powieść miejscami mnie nudziła i sprawiała, że odkładałam jej czytanie na później. W "Jesiennej miłości" zaszła ogromna poprawa. Byłam bardzo zafascynowana całą historią, tekstem i barwnymi, plastycznymi opisami. Zauważyłam, że autor ten ma chyba zwyczaj w rozpoczynaniu swoich książek od długiego wstępu, pozbawionego dialogów. A jeśli już o nich mowa, Nicholas Sparks sprawił, że dzięki nim książka zyskała na naturalności i realności. Rozmowy bohaterów przekazywały same mądre rzeczy, dzięki temu historia ta stała się kopalnią cytatów i przemyśleń.

Na sam koniec zostawiłam przepiękną okładkę, utrzymaną w takiej kolorystyce, jaką właśnie uwielbiam. Różne odcienie fioletu i różu przeplatają się ze sobą, grając ze światłem. Do tego rząd liści na samej górze, który nawiązuje do tytułu, i dwójka zakochanych ludzi. Przyznam, że chyba wszystkie okładki książek Sparksa, wydane w kolekcji "Wszystkie kolory miłości" są piękne.


Przekonałem się, że w życiu nie ma sprawiedliwości. Jeśli w szkole czegoś uczą,
powinni uczyć właśnie tego.

Uważam, że "Jesienna miłość" powinna stać się tytułem obowiązkowym u każdego szanującego się czytelnika. To historia niesamowita, poruszająca i mądra. Dzięki niej wyraźniej polubiłam autora, którego jeszcze mnóstwo książek zalega mi na półce, i zyskałam chwilę czas na spokojne przemyślenia. A na dokładkę dodam, że właśnie za to kocham czytanie - bo książki czegoś uczą i reflektują, a ta jest tego idealnym przykładem.

15 komentarzy :

  1. Czytałam i uwielbiam! :)
    Ale się tu u Ciebie pozmieniało! Piękny wygląd bloga :)

    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wygląd przypadł Ci do gustu :D

      Usuń
    2. Bardzo mi przypadł! Jest taki przytulny, aż nie chce się z Twojego bloga wychodzić :)

      Usuń
  2. Bardzo mnie nią zaciekawiłaś, ale raczej w najbliższym czasie po nią nie sięgnę bo jestem już zawalona książkami, a i mam jakoś w tym miesiącu bardziej ochotę na fantastykę.
    Bardzo fajna recenzja :)
    pomiedzy-wersami.blogspot.com
    Instagram: @kremciowata

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś nigdy nie miałam ochoty na książki Sparksa...

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja prawdopodobnie nigdy bym się za nie nie zabrała, gdyby nie to, że kiedyś z czystej ciekawości kupiłam za 8 złotych pierwszą książkę z "Wszystkich kolorów miłości", a potem kompletowanie dalszych części poszło jakoś samo.

      Usuń
  4. Świetna recenzja!
    Czytałam tę książkę i mam podobną opinię :)
    Pozdrawiam cieplutko,
    helloimbooklover.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie przepadam za książkami tego typu, ale zachęciłaś mnie swoją recenzją i mam ochotę na tą książkę. :)
    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam wrażenie, że jesień już przyszła, choć jest przecież połowa wakacji, więc tytuł tej książki jest aktualny ;)
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami też odnoszę takie wrażenie, choć w moich rejonach królują przeogromne upały :)

      Usuń
  7. Czy jeśli nie lubię filmu, mam szansę na zakochanie się w tej książce? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zadałaś mi bardzo trudne pytanie, ale wiem, że jest to możliwe. Sama nie cierpię niektórych ekranizacji książek, natomiast papierowe wersje uwielbiam :D

      Usuń
  8. Głupio mi z tym, ale nie czytałam jeszcze żadnej książki Spraksa i ciągle to odkładam. Strasznie obawiam się zawodu i pewnie dlatego nie dam rady sie przemóc :/
    Pozdrawiam :D
    http://books-world-come-in.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wierzę, że dasz. Wystarczy tylko wybrać odpowiednią jego książkę na początek, a potem pójdzie już z górki :)

      Usuń
  9. To właśnie od "Jesiennej miłości" zaczęła się u mnie miłość do tego autora :) Wspaniała recenzja, pełna emocji! :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw ślad swojej obecności :)