wtorek, 12 lipca 2016

Kreatywny gabRysiek, czyli: Jak zniszczono moje życie w pięć minut

Hejka kochani :) 
Już w miarę odrobiłam te recenzje, na których zależało mi najbardziej. Do opublikowania mam jeszcze dwie i już będę ze wszystkim na bieżąco. Stwierdziłam jednak, że dzisiaj przerwę ciąg monotonnych dla niektórych opinii. Przygotowałam krótki tekst w formie posta na blogu pewnej dziewczyny, która ma do przekazania coś ważnego... a może i mniej ważnego. W każdym razie podsumowanie znajduje się na końcu.


Zapraszam do rozwinięcia!



sobota, 16 maja 2017

Jak zniszczono moje życie w pięć minut


Wiedziała moja rodzina, nikt więcej. Dokładniej: tylko moja siostra, ale ona jest przecież cudownym aniołkiem, który nie pisnąłby nikomu choćby słówka. Owszem, potrafi trzymać język za zębami, ale tylko wtedy, kiedy ma w tym swój interes. Choć nigdy nie wsypała mnie rodzicom, gdy zamiast u przyjaciółki byłam na imprezie, w żadnym wypadku nie mogłam być pewna, że oto nie nadszedł dzień, w którym moja kochana, sześcioletnia siostrzyczka postanowi oznajmić wszem i wobec, jakie wybryki ma jej starsza siostra na swoim koncie. A gdyby dowiedzieli się o nich rodzice, złapaliby się pewnie za głowę i nie mogli uwierzyć, jak niegrzeczna, niemoralna i niepoprawna jest ich „idealna” córka.
Dzieci to trudne istoty. Kiedy trafisz na takie jedno, które jest słodziusie i milusie, musisz obserwować wszystko, co dzieje się w twoim otoczeniu, ze zdwojona uwagą. Bo gdy nie dopilnujesz tego złożonego i trudnego zadania, wchodząc do swojego pokoju zastaniesz ogromny bałagan, porozrywane i porozrzucane po wszystkich kątach książki, pogryzione i połamane płyty CD z wykonaniami twoich ulubionych muzyków, liczne naścienne malunki, których niełatwo jest się pozbyć, czy  pokruszone cienie do powiek, rozsypane na ulubionej narzucie na łóżko, tusze do rzęs, pędzle i pomadki wtoczone pod przerwę między podłogą a szafą. I kiedy już pierwsza fala furii u ciebie minie, popędzisz z pewnością do rodziców tego „aniołeczka”, a oni jak zwykle potraktują cię niesprawiedliwie, twierdząc że mały brzdąc, który zdemolował ci pokój, jest jeszcze zbyt młody, by zrozumieć, że postąpił źle.
Moja siostrzyczka Emily na całe szczęście nie odstawia tak tragicznych w skutkach akcji, ale za to sztukę posługiwania się komputerem ma opanowaną w najmniejszym paluszku. To aż dziwne, jak inteligentna jest ta dziewczynka, chociaż czasem żałuję, że Emily to nie normalne małe dziecko, które w głowie ma jedynie lalki, kolorowani i inne bzdety. Czy nie byłoby dla wszystkich prościej, gdyby jej życie obracało się wokół nieszkodliwych zabawek?

Jeśli więc macie w domu młodszą siostrę czy brata i w bardzo dużym stopniu mu ufacie, wiedzcie, że wszelkie środki ostrożności są i tak mile widziane. Nawet nie będziecie się spodziewać, kiedy wasze życie towarzyskie legnie w gruzach, wstydliwy sekret ujrzy światło dzienne, największa tajemnica zostanie tak po prostu ogłoszona szerokiemu gronu odbiorców. Moja rada na dziś: nigdy, powtarzam  N I G D Y , nie zostawiajcie włączonego komputera…
Nadszedł czas, aby opowiedzieć wam pewną historię, bardzo długą i miejscami nudną, ale liczę na to, że uzyskacie odpowiedzi na wiele nurtujących pytań. Otóż, jak to wszystko się zaczęło? Mam na myśli tego bloga, mój własny kącik w Internecie, masę obserwatorów, dużą rozpoznawalności w sieci. Wiecie, że nie było tak zawsze? 
Moje pierwsze blogowe kaleki zaczynałam tworzyć w wieku ośmiu lat. Najpierw publikowałam różnorodne zdjęcia zwierząt z pełnymi ortografów dopiskami. Nie musicie oznajmiać mi w komentarzach pod tym wpisem, że byłam żałosnym dzieckiem. Uwierzcie mi, ja doskonale zdaję sobie z tego sprawę. I z jakiegoś powodu jeszcze nie przerwałam pisania tego posta, bo wszystko służy do czegoś większego. Brnąc dalej tą opowieść – zero obserwatorów, zero komentarzy i mnóstwo wyświetleń… moich własnych. Do tego jeszcze, jako dziecko odznaczające się wielkim sprytem, nie szepnęłam moim rodzicom słówka o tym, jak zdolną mają córkę. Kolejne dwa lata to czysta nauka – nagłówki, szablony, czcionki, detale i wiele innych graficznych bajerów. Rok później odważyłam się pisać o swoim życiu. 
A teraz taka mała anegdotka – dokładnie dwudziestego czwartego sierpnia dwutysięcznego jedenastego (w moje urodziny) dostałam przecudowny prezent. Rodzice oznajmili mi, że bocian przyniesie nam braciszka. Wyszło na to, że bocian się zbuntował i przyniósł jednak Emily. Dostałam takiej załamki, że przez pół dnia siedziałam w szafie, zakopana pomiędzy sukienkami mamy a koszulami taty. Tak niemiłosiernie lamentowałam. Nic nie było w stanie mnie uspokoić. Krzyczałam na mamę, kiedy tylko próbowała mnie przekonać, żebym wyszła z szafy, kopałam tatę, gdy chciał wyciągnąć mnie stamtąd siłą, gryzłam dziadka, który postanowił interweniować. Ale to i tak nic nie dawało. Przespałam kilka godzin w niewygodnej pozycji, a kiedy ocknęłam się z doskwierającym bólem pleców, był już wieczór. I wiecie co postanowiłam zrobić, żeby dać upust złości? Stworzyłam nowego bloga, napisałam emocjonalnego posta, zwyzywałam cały świat… i mi przeszło. Mama, która zastanawiała się już, czy nie trzeba iść ze mną do psychologa, była w takim szoku, kiedy zeszłam rano na śniadanie cała uśmiechnięta, że przypaliła całą jajecznicę. Nakładając na talerze resztki tego, co zostało z jej cudownego dania, wszystko wysypała sobie na nogę. Tak, pamiętny dzień.
W wieku szesnastu lat, czyli dokładnie rok temu, postanowiłam zająć się blogowaniem na poważnie. Ślęczałam nad moim nieszczęsnym projektem dniami i nocami. Prawie przez całe wakacje nie wychodziłam z domu, bawiłam się w grafika i pisałam zapasowe posty. Nie liczyłam na nic, a dostałam tak wiele. Dostałam was, moi najukochańsi czytelnicy.
To dzięki wam mój blog przekroczył ponad sześćdziesiąt tysięcy obserwujących. Jestem sławna, a mimo to – wciąż anonimowa. To znaczy byłam, do wczorajszego wieczoru. Jakoś nigdy nie zależało mi na tym, aby ludzie wiedzieli jak wyglądam, jak się nazywam i skąd jestem. Czułam się komfortowo, bo nie zatrzymywaliście mnie na ulicach i nie pisaliście w prywatnych wiadomościach na moim osobistym profilu na facebooku. Zawsze uważałam, że osoby, które dowiedziałby się o moim blogu, zaczęłyby się ze mnie nabijać. I słusznie, bo grupka pewnych pustych lalek w mojej szkole już to robiła, nawet nie wiedząc, ile osób mnie obserwuje. Ale moja „kochana” Emily zniszczyła wszystko, nad czym tak długo pracowałam. Nawiasem mówiąc, nie polecam zezwalać komukolwiek na korzystanie z waszych laptopów, jeśli macie zapisane na nim hasła do wszystkich portali społecznościowych.
Emily napisała na tym blogu posta, w którym podała wszystkie linki do moich prywatnych kont - Twitter, Pinterest, Instagram, Facebook, Google+. Oznajmiła, że wreszcie chcę się ujawnić i oto moja prawdziwa tożsamość. Nie minęło nawet piętnaście minut, a zostałam zbombardowana gradem pytań, komentarzy, wiadomości i polubień. Nawet te puste barbie ze szkoły komentowały moje wpisy, twierdząc, iż są bardzo zadowolone, że w końcu „ich ulubiona blogerka” podała swą prawdziwą tożsamość. „Nikki, uwielbiamy cię!” – pisały dalej. Panie Boże, czy ty to widzisz i wciąż nie grzmisz? 
Odebraliście ujawnienie mojej tożsamości całkiem nieźle, ale natknęłam się również na wiele negatywów. Koniec końców, nie przejęłam się nimi. Nie ważne jest, co myślą o nas inni, najważniejsze jest to, co myślimy o sobie sami. Już nawet nie jestem zła na małą Emily, wiecie dlaczego? Bo każdy człowiek ma prawo popełniać błędy. Ona popełniła błąd i dzięki niemu wiele się nauczyła. Już więcej nie zrobi tego samego. Och, prawie zapomniałabym o najważniejszym. Powodem jej nagłego ujawnienia mojej tożsamości jest fakt, iż nie chciałam wybrać się z nią na lody.
Podsumowując: nie warto jest bać się być sobą. Czasem trzeba przestać być anonimowym i pokazać prawdziwego siebie. Dziękuję mojej siostrzyczce za to, że uświadomiła mi, że już jestem gotowa zaprezentować wam prawdziwą mnie.

Nikki Hawthorne, czyli wasza sweetniguah

Autor: sweetniguah o 19:53    568 komentarzy

3 komentarze :

  1. Bardzo fajny pomysł na post :) To prawda nie powinniśmy zwracać uwagi na to co inni o nas sądzą.
    Nominowałam cię do tagu Poczuj Lato Book Tag. Chyba go jeszcze nie robiłaś, chyba, że jestem ślepa, więc liczę, że zrobisz go jak najszybciej. Zapraszam również do zapoznania się z moimi odpowiedziami do tego tagu :)
    pomiedzy-wersami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny pomysł. A opowiadanie czytało się bardzo przyjemnie. Chętnie przeczytałabym coś jeszcze.
    pozdrawiam
    http://kociepelko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Zostaw ślad swojej obecności :)