wtorek, 7 czerwca 2016

#45: Oskar i Pani Róża

Tytuł: Oskar i Pani Róża
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Seria: - - -
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 7 listopada 2011
Ilość stron: 88
Kategoria: literatura obyczajowa
Ocena: 9,5/10
Książka bierze udział w wyzwaniu Czytam, ile chcę;
+ 0,8 cm do: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu;

Opis: Oskar i pani Róża to wydarzenie literackie na miarę Małego księcia.

Czy w ciągu dwunastu dni można poznać smak życia i odkryć jego najgłębszy sens? Dziesięcioletni Oskar leży w szpitalu i nie wierzy już w żadne bajki. Wtedy na jego drodze staje tajemnicza pani Róża, która ma za sobą karierę zapaśniczki i potrafi znaleźć wyjście z każdej sytuacji...

Oskar i pani Róża to jedna z najpiękniejszych i najsłynniejszych powieści Erica-Emmanuela Schmitta, znakomitego francuskiego pisarza, wyróżnionego w 2010 roku Le Prix Goncourt de la Nouvelle.

Książkę uzupełnia niezwykły prezent. Zawiera ona niezwykle osobistą przedmowę w formie listu napisaną specjalnie do polskich czytelników. Autor zdradza w nim, co skłoniło go do opowiedzenia niezwykłej historii Oskara i jak zmieniła ona jego życie. 

Zapraszam do rozwinięcia!

Śmierć w wielu przypadkach jest tematem tabu, ale w miarę upływu czasu staje się ona czymś zupełnie normalnym - koleją rzeczy. Tak to jest, że ludzie przeżywają swoje lata, a następnie w leciwym wieku odchodzą ze świata. Co jednak można powiedzieć o śmierci, kiedy dotyka ona osoby mające przed sobą mnóstwo czasu? Co, jeśli poprzez chorobę dotyka ona niczemu nie winne dziecko? Małego chłopca, który nieraz wykazuje się większą dojrzałością niż otaczający go dorośli?

"Oskar i Pani Róża" była moim pierwszym spotkaniem z Ericiem-Emmanuelem Schmittem, autorem niezwykłym w opiniach mnóstwa osób. Po tę książkę sięgnęłam dlatego, że była moją szkolną lekturą i gdyby nie to, pewnie nie przekonałabym się do jej przeczytania. Wydaje mi się, że książki dotykające spraw związanych z duchem, religijnością i szeroko pojętym tematem chorób to nie lektury dla mnie. Jestem jeszcze młoda, niedojrzała i zapewne nie zrozumiem w pełni intencji i idei autora, dlatego podobne książki zostawiam sobie na później, na czas, gdy będę trochę bardziej zaznajomiona z otaczającym mnie światem. Mimo moich uprzedzeń i obaw, tego autora zrozumiałam i jestem naprawdę zaskoczona tym, co przemycił pomiędzy wierszami.



Dziesięcioletni Oskar to chłopiec, który nie może przeżywać swojego dzieciństwa tak, jak jego rówieśnicy. Cały swój czas spędza w szpitalu na oddziale chorych dzieci. Ma białaczkę i niestety żadna perspektywa na jej wyleczenie nie jest możliwa. Sądzi, że zawiódł wszystkich po kolei: lekarzy, rodziców i przyjaciół w momencie, kiedy jego operacja się nie powiodła. Nikt z oddziału nie potrafi uśmiechnąć się do biednego Oskara, a rodzice zapychają pustkę w jego sercu drogimi zabawkami, jakby one mogły zastąpić brak kontaktu, szczerej rozmowy i ciepła ze strony taty oraz mamy. Nie zatraca się w cierpieniu - ma jeszcze jedną osobę, która zawsze go pocieszy, wysłucha i okaże czułość. Pani Róża nakłania niewierzącego chłopca do rozmowy z Bogiem i tak oto Oskar zaczyna pisać listy, a my poznajemy historię jego ostatnich dni.

"Oskar i Pani Róża" to książka, która była dla mnie jednym, wielkim zaskoczeniem. Zabierając się do czytania, spodziewałam się normalnej narracji i przebiegu wydarzeń, ale autor za sprawą małego chłopca postanowił ukazać książkę w formie niebanalnej - w formie listów do Boga. Punkt widzenia dziesięcioletniego Oskara, jego opinie oraz uczucia w stosunku do niektórych spraw pomogły mi spojrzeć z innej perspektywy na świat. Zaczęłam doceniać życie, bo właściwie w każdej chwili może się skończyć, a żeby nie żałować swoich decyzji, trzeba zmienić się choć odrobinę już teraz. Pan Schmitt doskonale ubrał w słowa to, co najważniejsze i zarazem najcenniejsze. Trafił w sedno pisząc, że życie to tak naprawdę pożyczka. Taki kredyt, o który szczególnie należy dbać i spłacać go stopniowo.



Chory na białaczkę chłopiec poznał doskonały sposób na przeżycie całego życia w kilka dni. Jeden dzień liczył jako dziesięć lat i adekwatnie do posiadanego "wieku" poznawał uroki życia i zyskiwał nowe problemy. Przeżywał kryzysy, zaznał smak miłości, "założył rodzinę", "zdradził swą ukochaną", "przeżył rozstanie". Z każdym kolejnym dniem i "dziesięcioma latami" był mądrzejszy i bardziej dojrzały. To niesamowite, w jaki sposób zmieniła się psychika małego dziecka - dziecka, która okazało się wielokrotnie mądrzejsze niż dorośli.Każdy list do Boga zawierał coraz więcej przemyśleń, które skłoniły mnie do refleksji.

Cała akcja tej książeczki toczy się w szpitalu, na oddziale z chorymi dziećmi. Oskar ma przyjaciół, równie chorych co on i tak samo mądrych. Einstein, Bekon, Chinka, Pop Corn, Peggy Blue i Brigitte - te dzieciaki potrafiły dobrze się bawić pomimo chorób i wymyśliły dla siebie przezwiska, które nawiązywały do dolegliwość. Chory na wodogłowie to Einstein, Pop Corn, czyli chłopiec tak otyły, że jego szerokość równała się wysokości. Na początku byłam bardzo zdziwiona, że ludzie nadal są skorzy do żartów w obliczu śmierci czy choroby, ale potem dostrzegłam, że to coś niezwykłego, gdyż wprowadza odrobinę nadziei i kolorów do szarego życia. Żarty zmieszane ze łzami i falą nieszczęść nieraz wprawiały mnie w konsternację, ale po ponownym prześledzeniu tekstu i rozmyślaniach nad tą książką, w głowie przeskoczył mi jakiś przełącznik i bardzo polubiłam ten specyficzny humor.



Pewna wolontariuszka wprowadziła sporo kolorów do życia Oskara poprzez częste wizyty, niezwykłe opowieści i szczere rozmowy. Pani Róża stanowiła dla chorego chłopca oparcie. Mógł liczyć na nią w każdym momencie, gdyż jego właśni rodzice byli zbyt tchórzliwi, aby pojawić się u syna, przytulić i okazać czułość. Eric-Emmanuel Schmitt pokazał relację pomiędzy dwiema stronami osób - tych, które ze śmiercią są za pan brat oraz tych, które nie mogą pogodzić się z nieuniknioną stratą bliskiej osoby. Było to zderzenie zupełnie różnych światów, ale koniec końców wyraźne granice starły się ze sobą i zmieniły wszystkim myślenie.

Ta króciutka historia, nosząca miano opowiadania, to dowód na to, że książka nie musi być długa, aby poruszyć czytelnika i dać mu do myślenia. Droga od przedniej okładki do tylnej była tak krótka, że spokojnie zdążycie zapoznać się z tą historią w czterdzieści pięć minut i nic na tym nie stracicie. Uważam, że naprawdę każdy powinien przeczytać "Oskara i Panią Różę" i wyciągnąć z tej historii jakieś wnioski, a doszuka się ich każdy - młody czytelnik będzie współczuł choremu chłopcu i dostrzeże te powierzchowne, natomiast osoba starsza odnajdzie drugie dno, być może doszuka się swojej własnej historii obok Oskara czy przemyśli poważnie swoje życie. Oprócz faktu, że książka ta jest istną kopalnią mądrości, to także cały tekst jest jednym, wielkim cytatem. A wydawać by się mogło, że styl pisarski dopasowany do narracji dziesięcioletniego chłopca będzie totalną porażką.



Na sam koniec pozostała jeszcze kwestia religijności chłopca. Oskar był niewierzący, podobnie jak jego rodzice, a sam fakt, że zaczął pisać listy do Boga czy dzięki Pani Róży uwierzył w jego istnienie, to ogromny przełom. Sama nie jestem jakoś bardzo religijną osobą, ale ta książka popchnęła mnie ku temu, aby rozważyć moją słabą teraz wiarę. Nie mogłabym zapomnieć również o przecudownej okładce, która idealnie oddaje cały sens tej książki. Może wydawać się dziwna, ale po przeczytaniu "Oskara i Pani Róży" zrozumiecie, o co chodzi z tym obrazkiem.



Ja osobiście nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co by się stało, gdybym dowiedziała się, że jestem śmiertelnie chora. Wpadłabym w szał, uciekła z domu, płakała ile wlezie? Może nawet gorzej! Podziwiam Oskara oraz wszystkie dzieci z udziału za ich wytrwałość. Podziwiam autora za tak genialne ujęcie tematu śmierci i chorób. Podziwiam Erica-Emmanuela Schmitta za jego niezwykły dar, stworzenie pięknej historii, w której śmiech mieszał się ze łzami. Może ja sama nie zareagowałam na zakończenie tego opowiadania bardzo emocjonalnie i wpierw twierdziłam, że książka ta jest nijaka, ale po kliku dniach zrozumiałam coś naprawdę ważnego: że, tak jak Oskar, trzeba cieszyć się życiem.

10 komentarzy :

  1. Przyznam się, że jeszcze nie miałam okazji zapoznać się z tą książką. Zawsze coś mnie od niej odciągało i mimo iż książka mnie bardzo interesuję, to nadal nie mam ochoty po nią sięgnąć. Po prostu czuję że z Twojej recenzji już się dowiedziałam wszystkiego o tej książce i co autor miał do przekazania czytelnikom, i nie mam tu na myśli że zdradziłaś mi całą fabułę, gdyż Twoja recenzja jest naprawdę genialnie napisana. Może kiedyś sięgnę, może będę ją czytać swoim dzieciom albo siostrzeńcom. Zobaczymy, ale bardzo dziękuję Ci za przypomnienie mi o tej powieści.
    Pozdrawiam cieplutko.
    In my different World

    OdpowiedzUsuń
  2. "Oskar i Pani róża" to książka, którą po prostu uwielbiam <3 Mimo, że króciutka, zawiera więcej morałów i jest dużo bardziej wartościowa, niż nie jedna "cegiełka" :P
    Tak jak Ty uważam, że każdy powinien przeczytać tę książkę - i wiele nauczyć się od Oskara <3
    Pozdrawiam serdecznie
    In Bookland

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze nie przeczytałam tej książki, ale myslałam podobnie jak ty, że to nie dla mnie, za młoda na coś takiego jestem. Jednak piszesz, że książka bardzo cię poruszyła, bardzo chętnie ją przeczytam. Zobaczymy czy i mnie ta powieść się spodoba :D
    Pozdrawiam :D
    http://books-world-come-in.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie omawiam tą lekturę na polskim i jestem w niej zakochana! Jestem w szoku, jak autorowi udało się zawrzeć tyle treści w tak krótkiej książce. Na razie czytałam ją dwa razy, ale na pewno sięgnę po nią znowu.

    http://czytam-ogladam-recenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta książka jest niesamowita - zresztą tak jak twórczość Schmitta, on potrafi pigułkować - w naprawdę niewielkiej ilości stron przedstawia kwintesencję treści. Uwielbiam go. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Klasyka, która sama w sobie jest niesamowita :)

    OdpowiedzUsuń
  7. [Oskar i pani Róża] - pamiętam ten moment, kiedy było głośno o tej książce, a pani katechetka czytała nam ją na lekcjach religii. Później sama zapragnęłam mieć swój egzemplarz i mam go do dzisiaj. Czasami są takie dni, kiedy wracam do tej wartościowej książki i czytam ją z łezką w oku. To klasyk, który powinien być znany przez wszystkich. I jak powiadam, że mała objętość danej publikacji nie może zaspokoić mojego czytelniczego głodu, tak tutaj nasyciłam się tym literkowym daniem całkowicie. Pokochałam Oskara, pokochałam ciocię Różę (chociaż ja powinnam mówić do niej pani), pokochałam całokształt!
    Pozdrawiam! :)
    #Ivy z Bluszczowych Recenzji, która zaprasza serdecznie na Bluszczowy Book Tour z [Jedynym piratem na imprezie] Lindsey Stirling!

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie miałam okazji przeczytać tej książeczki, ale mam zamiar to nadrobić na wakacjach. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Oskar i Pan Roza czytałam w gimnazjum i obok Małego Księcia to była moja ulubiona szkolna lektura. To głębokie książki, pełne wartości, z których możemy czerpać. Zdecydowanie tylko takie lektury powinny być w szkołach. Piękne, ciekawe i wartościowe.
    Pozdrawiam, Katia (zaczytana-i.piszecomysle.pl)

    OdpowiedzUsuń
  10. Koniecznie muszę przeczytać, mam nadzieję, że już niedługo po nią sięgnę!

    OdpowiedzUsuń

Zostaw ślad swojej obecności :)