niedziela, 1 maja 2016

#40: Zima koloru turkusu

Tytuł: Zima koloru turkusu
Autor: Carina Bartsch
Seria: Lato koloru wiśni (tom 2)
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 9 października 2015
Ilość stron: 456
Kategoria: romans, new adult
Ocena: 9/10
+ 3,7 cm do: Przeczytam tyle,  ile mam wzrostu

Opis: Druga część cyklu o Emely i Elyasie, parze studiujących w Berlinie dwudziestoparolatków, którzy – choć prowadzą usiane towarzyskimi i rodzinnymi przygodami życie – tęsknią za prawdziwą miłością.

Przystojny, szarmancki i lekko arogancki Elyas, mężczyzna o turkusowych oczach, doprowadza Emely do szaleństwa. Podczas imprezy z okazji Halloween kompletnie mąci jej w głowie. Co zamierza osiągnąć swoimi zalotami? Dlaczego po namiętnych pocałunkach postępuje tak okrutnie? Dlaczego zniknął właśnie wtedy, gdy zdecydowała się mu zaufać? Czy Emely popełniła jakiś błąd? Czy ma jeszcze szansę na spotkanie miłości swojego życia?

Zapraszam do rozwinięcia!

Przydarzyła się Wam kiedyś sytuacja, że po długim czasie nieustannej męki, jakaś osoba wreszcie odpuściła i zostawiła Was w spokoju? Cieszyliście się, a potem zdaliście sobie sprawę, że tak naprawdę brakuje Wam tej nieznośnej osoby, która na okrągło podśmiewała się (w dobrym tego słowa znaczeniu) z Waszej niezdarności, próbowała Was podrywać, "przypadkiem" pojawiała się tam gdzie Wy? Nie? Ale czy aby na pewno nie tęskniliście za tymi starymi, dobrymi czasami, kiedy musieliście odpędzać się od towarzystwa Waszego natręta?

Kiedy mężczyźni się zakochują, stają się najbardziej bezradnymi istotami na świecie.

Po genialnej lekturze "Lata koloru wiśni" - pierwszej części niezwykłej duologii, kilku miesiącach oczekiwania na wydanie w Polsce następnego tomu, nadeszła pora na kontynuację zabawnej historii pewnej studentki. Choć w pierwszej części pojawiło się kilka niedociągnięć, takich jak na przykład przewidywalność czy zbyt duża porcja informacji na raz, opowieść mnie urzekła i raz po raz sprawiała, że praktycznie płakałam ze śmiechu. Czy będzie tak i tym razem? Tego dowiecie się już za chwilę, tymczasem chciałabym wspomnieć jeszcze, z ręką na sercu, że przeczytam wszystko, co napisze Carina Bartsch, choćby dla dawki emocji, którą serwuje, dobrego pióra, a przede wszystkim dla niesamowitych dialogów i jeszcze lepszych bohaterów.

Mija czas od pamiętnego wypadu pod namiot. Emely nie może zrozumieć, dlaczego Elyas nagle się od niej odciął - skończył z codziennymi esemesami, niby przypadkowymi spotkaniami, ciągłymi żartami, próbami flirtu i dwuznacznymi sytuacjami peszącymi dziewczynę. Dlaczego akurat teraz, kiedy zaczynała mu ufać i zapragnęła zmian dotyczących ich relacji? Czy miała rację, że zawsze chodziło mu tylko o jedno, ale dopiero teraz zrozumiał, że nie osiągnie swojego celu? Powinna się cieszyć, ale bez Elyasa i wszystkiego co go dotyczy, odczuwa pustkę. Emely obiecuje sobie, że wyjaśni z nim tą nagłą zmianę stosunków i w taki sposób trafia na imprezę halloweenową, lecz spotyka się z dystansem i chłodem bijącym od chłopaka. Po małym śledztwie i kilku namiętnych pocałunkach odkrywa, że Elyas ma pewną druzgoczącą tajemnicę, ale co w tym wszystkim znaczy Luka - internetowy przyjaciel, który w ostatnim czasie również do niej nie pisze? 

Byłam za daleko od domu, żeby iść piechotą, więc zrobiłam jedyną rzecz,
jaka mi pozostała - pociągnęłam solidny łyk z papierowego kubka.
Skoro dwunastolatki mogły się upijać do nieprzytomności,
ja też mogłam to zrobić.

Carina Bartsch postawiła sobie niebywałą poprzeczkę po tomie pierwszym. Co prawda czułam lekki niedosyt po zakończeniu "Lata koloru wiśni", ale pocieszałam się myślą, że w drugim tomie wszystko zostanie przedstawione i zakończone tak, jak należy. Byłam bardzo ciekawa, jak to będzie z rozpoczętymi wątkami, z Lucą, relacją Elyasa i Emely. Liczyłam na to, że "Zima koloru turkusu" okaże się jeszcze lepszą książką, ale koniec końców oba tomy dostały ode mnie taką samą ocenę i podobały mi się praktycznie w równym stopniu. Miałam wrażenie, że z tą częścią będzie tak samo, jak z pierwszą - że większość rzeczy zdołam przewidzieć, aczkolwiek pomyliłam się i to nie po raz pierwszy, bo nie zabrakło momentów wielkiego zaskoczenia, podczas których myślałam, że to jakiś żart i nie byłam w stanie uwierzyć w to, co czytam.

Podoba mi się, że książka ta rozpoczęła się praktycznie w tym samym miejscu, co zakończyła część pierwsza. Obyło się bez zbędnych przeskoków czasowych, które tylko by namieszały w fabule. Autorka zrobiła coś niesamowitego i zmieniła nieco formę opowiadanej historii, ponieważ tym razem to Emely uganiała się za naszym amantem, a nie na odwrót. Nie macie nawet pojęcia, jak czasem się przez to śmiałam i ile ciekawych doświadczeń zyskałam, bo kto by pomyślał, że stanie się coś takiego? Mnie osobiście bardzo przypadł do gustu taki powiew świeżości i jestem pewna, że Wam też się spodoba.

Nic na świecie nie mogło mylić tak bardzo jak własny wzrok.

Działo się dużo. Czasem miałam nawet wrażenie, że nieco więcej niż w poprzedniej części, ale to przecież i tak niczego nie zmienia, bo obydwa tomy na pewno nas nie zanudzą. Carina Bartsch wprowadziła spore urozmaicenie serwując nam zupełnie inne emocje, na przykład takie jak: namiętność, ogromny smutek, bezradność. Wiele osób mówi o tej części, że jest melancholijna i ja również tak sądzę. Nie ma już tyle radości i tak genialnych, zabawnych dialogów, ale za to każdy, który się pojawia, jest jeszcze bardziej śmieszny od poprzedniego. Wiem, że nie powinnam, ale muszę wspomnieć też o jednym rozdziale, który po prostu mnie rozbroił, bo pijana Emely i jej kolega z imprezy oraz ich "adekwatne" do wieku rozmowy, to było dopiero coś. Dziękuję autorce, że postanowiła napisać jeden taki rozdział, który wyrobi normę humorystyczną co najmniej dwa razy. 

Pióro Cariny Bartsch się nie zmieniło, może odrobinę polepszyło, ale nadal jest to ta sama osoba, która pisała "Lato koloru wiśni". Opisy jak zwykle były zwięzłe, lecz jednocześnie przekazywały bardzo dużo informacji, nawet jeśli były króciutkie. Dialogi i namacalne uczucia spotęgowały moje uwielbienie do tej historii. Książkę tą czytało mi się w zatrważającym tempie. Znacie to uczucie, gdy coś czytacie, nagle zerkacie na numer strony i ogarnia Was istne przerażenie, że tak wiele zdołaliście pochłonąć w niezwykle krótkim czasie? I co gorsza - jak niewiele zostało Wam do końca i oficjalnego pożegnania się z historią? 

Cholera, powinnam się trzymać z daleka od Elyasa! A co robiłam ja,
idiotka? Składałam mu u stóp moje serce, oferując kolejną możliwość,
by sobie po nim poskakał.

Nadszedł czas na zmiany, które zaszły w bohaterach, ich relacji i w ogóle wszystkim, co z nimi związane. Przyznam się Wam, że moja miłość do tej dwójki z każdą kolejną stroną była wystawiana na próbę, bo ile nieszczęść i nieporozumień, a także kolejnych szans może przypaść na jedną parę? Jak widać, całkiem sporo. No, ale prawdziwa miłość pozostanie zawsze razem. 

O ile Elyas, jako osoba, podobał mi się w tej części bardziej, tak Emely była dla mnie chyba największym mankamentem "Zimy koloru turkusu". Pamiętacie tę pyskatą dziewczynę, stanowczą i zaradną w każdej sytuacji? Ja też, ale to, co zrobi autorka z Emely w tym tomie to trochę porażka. Drobne zmiany są możliwe, lecz zmiana całej osobowości? To lekkie przegięcie. Emely była niepewna, zagubiona, zraniona, chyba myślała jedno, a robiła drugie i przez to też mnie irytowała. Zachowywała się zupełnie jak nie ona! Całe jej postępowanie miejscami było dziecinne, jednak czasem pojawiały się drobne przebłyski tej starej Emely, która na całe szczęście, zawitała ponownie po połowie książki. 

Elyas okazał się porządnym mężczyzną, który popełnił w życiu kilka błędów, ale zrozumiał je i dążył do naprawienia tego, co zepsuł. Współczułam mu, choć z drugiej strony miałam ochotę na niego nakrzyczeć za to, jak niedojrzały był wcześniej. Ale doceniłam jego zmiany na lepsze. A piękne słowa na końcu książki i wyjaśnienie przez niego całej historii spowodowało, że miałam ochotę go ucałować. Pozostali bohaterowie nadal są tymi samymi osobami, których polubiłam wcześniej i lubię nadal.

Ścigałam Elyasa w drodze do toalety. Ścigałam Elyasa. W. Drodze. Do. Toalety.
Boże, nie byłam stalkerem. Byłam cholerną psychopatką!

Chociaż ciężko jest mi się rozstać z tą duologią i najlepiej byłoby, gdyby autorka napisała kolejną część, wiem że pewnych historii nie można przeciągać, bo wtedy nawet te najlepsze sprawiałaby wrażenie pisanych na siłę, a autor straciłby grono czytelników. Jeśli jeszcze nie zapoznaliście się z pierwszą częścią - zróbcie to szybko. Nie może ominąć Was tak cudowna książka, a jeśli już to zrobiliście, przeczytajcie ten tom, bo nie można pozostawić serii napoczętej i nie zakończonej. Zwłaszcza w takim przypadku, jak ten.

W serii Lato koloru wiśni:
 Lato koloru wiśni | Zima koloru turkusu 

Za możliwość przeczytania dziękuję:

18 komentarzy :

  1. Sięgnę niedługo po tą duologię, wydaje się być naprawdę genialna ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach.. Dalej po nią nie sięgnęłam a bardzo chcę sięgnąć po całą dylogię. Ciekawe kiedy przyjdzie na mnie czas. Może w wakacje :)
    Pozdrawiam
    http://biblioteczka-na-poddaszu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam, że ta część jest słabsza od poprzedniczki, ale po Twojej ocenie i recenzji jakoś tego nie dostrzegam :D Ja w najbliższym czasie mam zamiar sięgnąć po pierwszy tom, a może zdecyduję się też sięgnąć po kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Autorka napisała, że zostawiła sobie otwarte drzwi, w razie jakby chciała coś dopisać dalej - a mam nadzieję, że tak się stanie! :D
    Pozdrawiam serdecznie ;*
    http://ravenstarkbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten rozdział był śmieszny xD Ale tak, książka ma mniej humoru i jest taka melancholijna ;) Jednakże ja lubię tę duologię ❤❤

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj nie czytałam i mam szczerą ochotę na tą duologię :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Twoja recenzja jest bardzo zachęcająca i potwierdza inne, które miałam okazję przeczytać. Ta seria bardzo kusi. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam pierwszy oraz ten tom. Bartsch potrafi ciekawie snuć opowieść, przykuć uwagę i wywołać całą masę emocji. Mam nadzieję, że będzie u nas jeszcze wydane coś jej autorstwa. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wciągająca i genialna, tak samo, jak i pierwsza część. Chociaż tę książkę czytałam już jakiś czas temu, wciąż doskonale ją pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pierwszą część nadal noszę w swoim sercu i pamiętam praktycznie każdy szczegół :)

      Usuń
  10. Nie czytałam ani tego ani pierwszego tomu, muszę to koniecznie nadrobić!

    OdpowiedzUsuń
  11. Wygląda bardzo zachęcająco - już od jakiegoś czasu mam na nie ochotę... ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Chyba oczekiwałam czegoś innego od tej części, ale koniec końców byłam bardzo zadowolona. Aż szkoda, że nie ma jeszcze jakiejś kontynuacji ;).

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam tą serię, jest po prostu niesamowicie lekka i pełna emocji za jednym razem :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw ślad swojej obecności :)