piątek, 11 marca 2016

Czego nienawidzimy w książkach?

Jako prawdziwi książkoholicy jesteśmy niesamowitymi znawcami wszelkich papierowych dzieł. Przez to również stajemy się bardzo wybredni; nie chcemy byle czego, zależy nam na prawdziwych perłach wśród literatury. Staramy się wybierać takie książki, które przypadną nam do gustu... albo, jeśli nasza natura jest trochę bardziej szalona, lecimy na żywioł i wybieramy pierwsze lepsze powieści. Czego staramy się uniknąć? Co przeszkadza nam w czytaniu? A co sprawia, że niektóre książki są dla nas istną katorgą? Tego dowiecie się poniżej. Zapraszam was do czytania, a potem - dyskusji :)


Zapraszam do rozwinięcia!

Komfort czytania to w istocie bardzo ważna sprawa, jeśli nałogowo sięgamy po książki. Jakie czynniki wpływają na to, że odechciewa nam się czytać? Otóż dla mnie pierwszym i najważniejszym elementem jest czcionka. Nie da się zaprzeczyć, że odgrywa ona dużą rolę podczas wertowania stronic. Nie lubię, kiedy jest przesadnie mała, ponieważ moje oczy bardzo szybko się męczą. Po jakimś czasie intensywnego odszyfrowywania niewielkich znaków zauważam tylko rozmazane plamy. Nawet mrużenie oczu zbytnio nie pomaga i dodaje niepotrzebnego wysiłku. A przecież czytanie ma być przyjemnością!

 Ja na przykład nienawidzę, kiedy stronice są śnieżnobiałe. Zwyczajnie nie potrafię się skupić na czytanym tekście i kiedy przyjdzie co do czego, to nie pamiętam nawet imion głównych bohaterów! Takiej barwy kartki wręcz biją po oczach.

Kolejną sprawą, która dobija prawdziwego mola książkowego są ceny książek. Wielu z nas uwielbia je kupować, mieć na własność i podziwiać, kiedy stroją na regale. Nie każdy jednak ma na tyle pieniędzy, żeby miesięcznie przeznaczać po jakieś trzydzieści złotych za jedną książkę. A nie oszukujmy się, kto by kupił tylko jedną? Rozumiem, że każdy chce zarobić, to normalna sprawa, aczkolwiek czasami ceny sięgają takiego poziomu, że nawet osobom, którym nie doskwiera brak gotówki, włosy stają dęba, a oczy wychodzą z orbit.

Jak poradzić sobie z brakiem miejsca w domu, na regale, w szafie, w salonie? Czyżby książki opanowały już cały twój dom i dziwnym trafem się namnażały? Chyba wszyscy znają to uczucie. Dla niektórych łatwą sprawą jest rozstanie się z kilkunastoma egzemplarzami na rzecz nowych, ale nie każdy jest skory do podjęcia aż tak drastycznych działań. I wiecie co w tym wszystkim jest najgorsze? Fakt, że miejsce samo się nie zrobi, a super pojemna, magiczna torebka Hermiony w ułamku sekundy przed nami nie zmaterializuje.

Przejdźmy teraz do kwestii wydawania książek. Czy was też denerwuje, kiedy wydawnictwo nagle postanawia nie kontynuować rozpoczętej serii? Kończycie czytanie tomu trzeciego, nie możecie doczekać się już kolejnej części waszego ulubionego cyklu, a tu wielkie bum! Okazuje się, że będziecie mogli sobie na niego jeszcze długo poczekać.

Nienawidzę również, kiedy w połowie wydawania jakiejś serii nagle zostaje zmieniona szata graficzna. I jak tu kontynuować zbieranie książek z jednego cyklu, utrzymanych w podobnej kolorystyce, skoro załóżmy tom piąty będzie wyglądał zupełnie inaczej! Albo zmiana oprawy; o, ta część ma miękką okładkę, więc bądźmy źli i ten tom wydajmy z twardą okładką. A co tam, nikt nie będzie mieć do nas pretensji! Nie wspomnę nawet o zmianie formatu książek z tego samego cyklu...

Co powiecie również na potworne błędy? Czasami wydaje mi się, że dobrze zredagowana książka w tych czasach to zjawisko zupełnie nie spotykane / unikatowe. Od czego w wydawnictwach są ludzi zatrudnieni do robienia korekty? Odnoszę wrażenie, że niektórzy zwyczajnie odwalają swoją robotę, nie wiedząc nawet, jaki ból zadają czytelnikom, którzy muszą sami przebić się przez tą górę powtórzeń, ortografów(!) i nielogicznych wypowiedzi.

Patrząc teraz na wszystko ze strony technicznej: nie cierpię na przykład, gdy bohaterowie danej książki są niezdecydowani, mdli, bez charakteru albo przekombinowani pod tym względem. Ani trochę nie urzeczywistnia to historii. Czytanie o chodzących ideałach także nie jest przyjemne. Irytuje mnie, że akcja w niektórych powieściach rozwija się dopiero pod sam koniec. Czytasz z zapartym tchem, nie możesz się oderwać, najlepiej nie wypuściłbyś książki z ręki, ale nagle uświadamiasz sobie, że do końca zostały ci ledwie trzy kartki. 

Co myślicie o zbyt prostym języku? Wiem, wiem - czasem takie lekkie czytadła są wprost idealne, ale co powiecie o języku tak zaawansowanym, jakby książkę pisało dziecko z podstawówki?

Schematyczność... Ach, co by było, gdyby jakiś autor postawił na całkowitą oryginalność i inwencję twórczą? Gdyby nie poszedł wytyczonymi ścieżkami i typami, których trzymają się wszyscy? Aktualnie bardzo trudno wymyślić jest fabułę tak oryginalną, aby wyróżniała się czymkolwiek spośród reszty, ale dla chcącego - nic trudnego. Czy was także irytują typowe schematy, pod które autorzy podstawiają sobie postacie i wydarzenia? Irytują, nie irytują - nie da się ich pozbyć. Nie przeszkadzają one, kiedy autor umiejętne potrafi wykorzystać jakiś schemat i stworzyć z niego dobrą powieść (ale to tylko w niewielu przypadkach). Za to da się pożegnać typowe trójkąty miłosne i niezwykle elokwentne rozmyślania zakochanej dziewczyny; on jest taki uroczy, ale za to jego lubię bardziej, bo okazał się pomocny, chociaż z drugiej strony, to właśnie od niego otrzymałam wsparcie. Wybiorę jednak jego, bo ten ma oczy o ładniejszym odcieniu błękitu..

Jakie jest Wasze zdanie na poruszony przeze mnie temat? Czego nienawidzicie?

28 komentarzy :

  1. Uwielbiam śnieżnobiałe strony, chociaż przyznaję, że kiedyś miałam ataki paniki, jak napotykałam je w moich ulubionych książkach - teraz zupełnie mi się to odmieniło. Co do miejsca w domu - u mnie już od jakiegoś czasu go brakuje, książki pakuję do kartonów z zamiarem sprzedaży lub oddania, bo zwyczajnie ich nie czytam. Ale to i tak nie poprawia sytuacji, bo tych, których się nie pozbędę jest i tak za dużo!
    Świetny post!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym chyba nie potrafiła sprzedać swoich książek. A co dopiero je oddać! Nie, dla mnie byłoby to równoznaczne ze złamaniem serca na miliony małych odłamków.

      Usuń
  2. Hej kochana :3
    A miałam kiedyś podobny post u siebie. Przeczytałam wszystko aż do ostatniej kropki i zgadzam się z tobą w 100% i to kurcze we wszystkim!
    Ja jak widzę małą czcionkę, to potrafię nawet dobrą książkę odrzucić, niesamowicie ciężko mi się czyta małe litery i oczy bolą. Również kocham żółte kartki, oczy strasznie bolą od śnieżnobiałych i się skupić nie idzie.
    No ceny niestety są straszne, ja ogólne przed założeniem bloga w ogóle nie kupowałam książek, ale teraz jakoś mam wielką rządzę posiadania własnych książek. Jak się nie ma kasy to trza se chłopaka załatwić. :D Mój nawet jak na niego krzyczę to i tak kupuje mi książki...
    Właśnie czytam już 2 książkę z trójkątem miłosnym i już mam zrytą banię, bo pierwsza książka jeszcze ujdzie, ale druga to jakaś masakra, szału dostaje "co to w ogóle jest!?" Zresztą będę nagrywać filmik, to powiem dlaczego. :D
    A no najgorzej właśnie gdy wydawnictwo postanawia nie wydawać już kontynuacji, lub zmienić nagle okładki, okropność! Błędy zazwyczaj mnie bawią, jak znajdę jakiś błąd, to robię zdjęcie i wysyłam komuś, by pokazać jakie byki można znaleść w książkach. Mnie raczej bawią. :D
    No straszne są książki, które są makabrycznie podobne do jakiejś innej i tylko parę elementów jest zmienionych, to nie ma w ogóle sensu czytać.

    Pozdrawiam cieplutko, miłego wieczoru. ♥
    BW

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak? Muszę do Ciebie zaglądnąć, bo o podobnym poście nie wiedziałam, a przeczytam go z wielką chęcią.
      Wielkość czcionki to właśnie jeden z mankamentów, ale jeśli książka jest warta takiej katorgi to jakoś przez nią brnę.
      Ja także przed założeniem bloga nie kupowałam takiej ilości książek, jaką kupuję teraz. Wcześniej czytałam książki, raz na jakiś czas coś tam zamówiłam, a teraz? Przynajmniej dwa razy w miesiącu robię zakupy.
      Ach te trójkąty miłosne, ja też za nimi raczej nie przepadam, czasem idzie się zanudzić. Filmik na pewno oglądnę, ogólnie, lubię Cię oglądać w internecie :D
      Przebolałabym jakoś tą zmianę okładki, ale wtedy już nie kontynuowałabym zbierania serii. Mam czasem wrażenie, że jestem perfekcjonistką i bardzo lubię mieć wszystko zachowane według jakich kryteriów :) Mam nadzieję, że wiesz, co mam na myśli :D Tak, tak. Błędy również mnie bawią, czasem jest to nawet nie do pojęcia, na jakie "chochliki" można trafić.

      Usuń
  3. Brakuje mi książek pełnych cudnych synonimów, neologizmów i nie utartych schematów. Od kiedy przygotowuję się do konkursu z polskiego, coraz bardziej mnie to denerwuje. No i te błędy, o których napisałaś... "Runów"... No szału można dostać!
    Lubię takie posty i uwielbiam, czytając je, mówić "Mhm", "No właśnie, "Ooooo!".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie czasem już też. Uciążliwe jest czytanie czegoś, co słowo na słowie zawiera powtórzenia. Błędy jakoś jeszcze da się znieść, czasem są zabawne, ale nie zmienia to faktu, że od czegoś tam w tym wydawnictwie są, żeby między innymi zrobić porządną korektę.

      Usuń
  4. Brakuje mi książek, które wciągają od pierwszej strony, które przyciągają cie do swojego świata i maja niesamowitych bohaterów. Watek milosny - jak najbardziej, ale rozsądnie. Główny bohater/bohaterka - ogarnięty i nienaiwny. Na takie chciałabym natrafiac częściej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy zaczynałam czytać książki wszystko mnie przyciągało, wiadomo, było takie: wow! ale to super. Teraz jak tak patrzę na wszystkie książki, nad którymi się kiedyś zachwycałam, zastanawiam się, co tak naprawdę w nich widziałam.
      Uwielbiam romanse i wątki miłosne są jak najmilej widziane, ale niektóre... po prostu szkoda słów.

      Usuń
  5. Zgadzam się z każdym słowem. Białe kartki męczą wzrok, nie przepadam za nimi, ale lepszy rydz niż nic ;)
    Co do miejsca to jest wielki problem, ja już połowę książek zostawiłam w rodzinnym domu, a i tak miejsca coraz mniej. Ciężkie życie książkoholika.

    OdpowiedzUsuń
  6. Również nie znoszę śnieżnobiałych kartek. Jako osoba czytająca w okularach strasznie się męczę przy takich książkach. Gorsze jednak to, kiedy książka ma tak cieniutkie kartki, że trzeba je przewracać tak łagodnie, by się nie urwała.
    A co do cen książek... Musimy patrzeć na to, że wydanie jej sporo kosztuje. Tłumacz, korekta, grafik... A później mamy dorzucaną marżę z księgarni. Ceny na okładkach są jedynie sugerowane, jednak zazwyczaj w takich cenach stoną na półkach. Księgarnie i hurtownie też muszą zarobić.
    A teraz wrócę do tego, co nie lubię.
    Nienawidzę tego, gdy wydawnictwo rozpoczyna jakąś serię, a później nie ma kontynuacji lub ostatniego tomu. Czytanie oryginału? Niewiele zrozumiem. Amatorskie tłumaczenia? To nie dla mnie. To boli, jednak albo zaczniemy tworzyć petycje albo będziemy psioczyć dalej.
    Trójkąty miłosne. Przereklamowany schemat. Jedna baba - dwaj kolesie. Jeden koleś - dwie baby. Zdzierżyłabym to, gdyby było tak: jedna baba - baba kontra chłop lub jeden chłop - chłop kontra baba! Czytałabym to, czytała... :3
    Dobra, bo się rozpędzę! Starczy moich wywodów!
    Pozdrawiam!
    http://bluszczowe-recenzje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja nie do końca się zgadzam - jasne, wolę kiedy czcionka jest spora, strony żółtawe, a bohaterowie odpowiadają moim oczekiwaniom, ale nie użyłabym tak mocnego słowa jak 'nienawidzić' w stosunku do drobnych książkowych mankamentów. Zamiast tego, gdy widzę niepasującą do poprzednich tomów okładkę serii, chwilę się podenerwuję, ale zaraz uśmiecham się i mówię 'trudno!'.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nienawidzę w książkach błędów, uchybień w druku... no i cen! Książki są strasznie drogie, szczególnie w Matrasach i Empikach, dlatego kupuję je przez Internet, gdzie są trochę (około 10 złotych) tańsze ^^

    Pozdrawiam :*
    ksiazki-mitchelii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz racje. Ja na początku kupowałam książki w księgarniach stacjonarny, ale teraz wolę zamawiać jest przez internet, bo tak jak mówisz - 10 złotych mogę zaoszczędzić na książce. Kupię trzy książki i na każdej zaoszczędzę jakąś kwotę i już zbiera mi się na kolejną powieść :D

      Usuń
    2. Ja też z początku kupowałam w stacjonarnych, a to dlatego, że nie wiedziałam, że można kupować przez Internet i że są tańsze XD
      A teraz kupię sześć książek przez Internet i zapłacę tyle, co za trzy w sklepie stacjonarnym ^^

      Usuń
  9. Mamy sporo wspólnego! Również nie przepadam za książkami wydrukowanymi na białym papierze, bardzo źle mi się je czyta :/ To samo tyczy się cen, które chwilami naprawdę bywają przerażające, sięgając czasem nawet 45zł za grubą okładkę :P I jak biedny student ma sobie coś kupić? Bywa ciężko :P
    Do tego jeszcze te schematy... Co jakiś czas wpada jeden, który przez kilka lat dominuje na rynku i tak w kółko. Wampiry, erotyki z biznesmanem w roli głównej, dystopie itp.
    Ciekawy post ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Nienawidzę tego kiedy wydawnictwo stwierdza w połowie wydawania serii "Ha! Ene due rike fake okej to tej serii nie kontynuujemy! Ale zabawa!".... Nie... nie to nie jest śmieszne...
    Co do cen ostatnio jako wielka fanka Cassandry Clare stwierdziłam, żeby zamówić już przedpremierowo "Pani Noc" wchodzę na empika, a tam cena 45 zł ? Chyba tak, okładkowa cena wynosi 50 zł i to w MIĘKKIEJ oprawie. Nawet twarda nie powinna tyle kosztować, ale miękka ? To jakiś żart? Nie wszyscy tutaj śpimy na pieniądzach powiedzmy sobie szczerze ... Dlaczego, więc ludzie muszą być tak chytrzy i żałować nam na nie tyle przyjemności co też wiedzy i rozwoju, bo przecież każda książka rozwija nasz umysł.
    Pozdrawiam :D
    http://books-world-come-in.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Zgadzam się zwłaszcza z ostatnimi punktami... NIENAWIDZĘ schematów, mdłych bohaterów i prostego języka! :) Drażni mnie jeszcze idealność, zwłaszcza męskich bohaterów...
    Ciekawie piszesz, cieszę się, że do mnie wpadłaś i dzięki temu ja zajrzałam tutaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Męscy bohaterowie muszą być idealni, prawda? W końcu do kogoś trzeba wzdychać, a kolejna naiwna bohaterka z książki także potrzebuje swojego "idealnego" faceta. Nic nie da się z tym zrobić :/
      Bardzo dziękuję za taką opinię :)

      Usuń
  12. Mnie chyba najbardziej wkurzają schematy. No ile można czytać historii osadzonych na tym samym szkielecie? I zgadzam się, że dobra redakcja to połowa sukcesu. Nie lubię kiedy muszę zdanie czytać po dwa razy, żeby uchwycić jego sens, albo domniemywać co autor miał na myśli

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Błędy śmieszą, ale no ludzie, od czego tam w ogóle jest ta korekta? :D

      Usuń
  13. Mało miejsca na książki - skąd ja to znam :D mnie najbardziej irytują właśnie schematy i głupie dialogi - o tego nie znoszę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmieszne dialogi, ale mądrze napisane - akceptuję. Ale masz racje, głupim dialogom mówimy nie.

      Usuń
  14. Po pierwsze, niewydawanie kolejnych części! UGHHHH
    Po drugie, wyidealizowani bohaterowie... no jak można stworzyć bohatera bez wad? :/
    I ogólnie ja nie jestem zbyt wybredna :D Jeśli mi się nie spodoba książka, to już naprawdę coś z nią musi być nie tak.... xDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie jestem jakoś szczególnie wybredna, ale zdarzają się przypadki, gdy książka totalnie mi się nie spodoba.

      Usuń
  15. Ja nie lubię książek w twardej oprawie (bardziej mi się podobają, jak je powierzchownie oglądam, ale gorzej mi się je czyta, bo źle się układają w dłoniach xD, nie lubię się też domyślać, co będzie dalej, tanich romansów nie znoszę, zbyt małego i za dużego formatu, drobniuteńkiej niczym maczek czcionki, jak z tyłu pojawia się ciągle inna fotografia autora (na których wygląda jak zupełnie inny człowiek)albo jak zawsze jest ta sama, niezależnie od wieku (zdjęcie 30latka, podczas gdy autor ma 95 lat), nie lubię gdy książka nie pachnie drukarnią, tym specyficznym zapachem książki, gdy ilustracje są jaskrawe, i w ogóle ilustracji w tekście, literówek i braku przecinków, gdy w kilku powieściach tego samego pisarza powtarzają się imiona bohaterów - ileż ja nie lubię!;) Zapraszam również do siebie: www.blacklady.blogujaca.pl, łączę pozdrowienia, Justyna:)

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja nieznoszę tak naprawdę jednego - małej czcionki. Wzystko inne zniosę, ale mały druk jest dla mnie nie do zniesienia. Takiej książki po prostu nie przeczytam. Nie lubię też grubych powieści, które mają zwyczajny klejony grzbiet, który zawsze się złamie. Jestem fanką opraw zintegrowanych i szytych, zaokrąglonych grzebietów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo tak, ten grzbiet także jest dla mnie zmorą.

      Usuń

Zostaw ślad swojej obecności :)