poniedziałek, 21 marca 2016

#32: Przegląd końca świata: Feed

Tytuł: Feed
Autor: Mira Grant
Seria: Przegląd Końca Świata (tom 1) 
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: 7 listopada 2012
Ilość stron: 496
Kategoria: thriller, dystopia/antyutopia
Ocena: 9/10
+ 3,6 cm do: Przeczytam ile mam wzrostu

Opis: „Świat żywych trupów” Romero, „Martwe zło” Raimiego czy „28 dni później” Boyle’a – to co było fikcją, stało się rzeczywistością. Czy wiedza wyniesiona z klasycznych horrorów pomoże ludzkości przetrwać apokalipsę?

Rok 2014. Wynaleźliśmy lek na raka. Pokonaliśmy grypę i przeziębienie. Niestety stworzyliśmy też coś nowego, strasznego, coś, czego nikt nie mógł zatrzymać. Infekcja rozprzestrzeniła się szybko, wirus przejmował kontrolę nad ciałami i umysłami, wydając jedno tylko polecenie: jedz!
Upłynęło ponad 20 lat. Georgia i Shaun Masonowie stają przed życiową szansą — są na tropie mrocznej konspiracji stojącej za wybuchem infekcji. Prawda musi wyjść na jaw, nawet jeśli jest śmiertelna.

Mira Grant, pisarskie objawienie roku 2011, fantastycznie kreuje świat, w którym media tradycyjne niemal zupełnie tracą na znaczeniu, a zastępuje je… Najlepiej przekonajcie się sami!

"Feed" jest thrillerem politycznym z horrorem w tle, okraszonym śmiertelną dawką humoru. Ale przede wszystkim jest to historia dwójki rodzeństwa, profesjonalnych reporterów, podążających za prawdą tropem usłanym trupami… niekoniecznie martwymi.

Zapraszam do rozwinięcia!

Wyobraźcie sobie, że żyjecie w świecie, w którym gnijący zombie kroczący sobie po ulicy to zupełna normalka. Jesteście blogerami; żyjecie z newsów, niebezpieczeństwa bądź fikcji. Liczą się dla was statystyki, odsłony na stronie, bo dzięki nim jesteście rozpoznawalni, a co z tym idzie? Macie pieniądze. Wasza nowa rzeczywistość jest naprawdę brutalna. Podstawowe czynności, udoskonalone w taki sposób, by chroniły przed staniem się żywym trupem, was dobijają. W końcu, kto chciałby średnio raz na godzinę być kłutym igłami i sprawdzanym, czy nie został zainfekowanym wirusem Kelils-Amberlee? A ta ciągła nienaturalna dbałość o higienę, odkażanie się sterylnymi środkami po każdym powrocie ze strefy zagrożenia (przez zombie oczywiście)? Nadal chcecie tak żyć? Nie mówiąc już o zrezygnowaniu z jedzenia mięsa, bo ono także może przenosić wirusa. Ja odpadam, a wy?

Ataki zwierząt na ludzi traktuję z wręcz religijną czcią,
dzieląc je na dwa typy: "Potrzebujemy bardziej surowego prawa"
oraz "Darwin miał rację".

Mira Grant to autorka, która już od dziecka interesowała się tematyką rożnego rodzaju wirusów, zombie horrów i thrillerów. Czy wyszło jej to na dobre? Myślę, że tak, a zaowocowało to naprawdę świetną książką (bo całej trylogii jeszcze nie poznałam), o której chciałabym Wam nieco dziś powiedzieć. 

Zacznijmy może od faktu, że tematykę zombie wprost uwielbiam! Filmy, książki, seriale - jestem jak najbardziej na tak. To może dziwne, że akurat lubię te rozpadające się ciała, ale co poradzić? Upodobań nie da się tak łatwo zmienić. Kiedy tylko usłyszałam o trylogii "Feed" byłam wprost wniebowzięta, a jeszcze te wszystkie bardzo, bardzo, bardzo pozytywne opinie? Czego chcieć więcej! Zapragnęłam mieć swój egzemplarz tej książki, ale na chwilę odpuściłam i postanowiłam sobie, że przy najbliższej okazji zaopatrzę się w tą książkę. I ostatnio właśnie nadarzyła się ta okazja.

Czytając spodziewałam się ogromnej dawki zombie na każdej ze stron, niesamowitej fabuły, zawrotnej akcji i wielu opisów walk / potyczek z zombie. Co prawda nie dostałam aż takiej ilości żywych trupów, jaką bym chciała, jednak książka ta niesamowicie mi się spodobała i wynagrodziła mi małą ilość gnijących ciał w zupełnie innej postaci. 

Jesteśmy wielozadaniowym narkotykiem nowego millenium:
relacjonujemy newsy, tworzymy newsy i dajemy ci możliwość
ucieczki od nich, kiedy stają się zbyt uciążliwe.

W roku 2014 na całym świcie zagościły ogromne zmiany, bowiem wynaleziono lek na raka, pokonano grypę i przeziębienie. Przy tym niestety stworzono potwornego wirusa, który rozprzestrzenił się w zastraszającym tempie. Kellis-Amberlee zawładnęło nad ciałami i umysłami ludzi, tworząc z nich wielką bandę żywych trupów. Dwadzieścia lat później. Sytuacja została jako tako opanowana, na całym świcie roi się od dziennikarzy, którzy jako newsie, irwini bądź fikcyjni zarabiają na swoje życie, pisząc notki na blogi. Georgia i Shaun Masonowie oraz ich przyjaciółka Buffy również funkcjonują w tym zawiłym świecie blogosfery z czasów po Powstaniu. Za niedługo ma zostać wybrany nowy prezydent, a na blogach aż szumi od informacji o możliwości relacjonowania przebiegu całej kampanii. Ale, ale... jest pewnego rodzaju konkurs, który trzeba tak jakby wygrać. I Georgie, Shaunowi oraz Buffy się to udaje. Jadąc do kandydatów na prezydenta nie spodziewają się jednak, że zostaną wciągnięci w coś znacznie gorszego, niż zwykłe polityczne przepychanki...

Jak można zauważyć ta książka ma zadatki na całkiem niezłą cegiełkę, ponieważ liczy prawie pięćset stron. Gwarantuję Wam jednak, że podczas czytania się nie zanudzicie, bo ciągle dzieje się coś nowego i w wielu przepadkach niebezpiecznego! Przede wszystkim jest bardzo wiele zaskoczeń, co pewnie uszczęśliwi niejednego z was. Osobiście nie spodziewałam się aż tak rozbudowanej fabuły, tylu wskazówek, pytań i odpowiedzi. Mira Grant stworzyła coś na wzór kryminału, bo podczas czytania tej książki mogłam bawić się w detektywa i prowadzić swoje własne śledztwo odnośne pewnych wydarzeń. Ale, ale! Nie mogę zdradzić za dużo, dlatego jeśli chcecie wiedzieć, o czym mówię - bierzcie tą ksiązkę, kiedy jest okazja.

Shaun jako pierwszy zdał sobie sprawę, że nas wykorzystują.
To chyba jedyna kwestia, w której to on pierwszy dorósł.
Ja przestałam wierzyć w Świętego Mikołaja. On w naszych rodziców.

Szczerze powiedziawszy tematyka czysto polityczna nie za bardzo mnie interesuje. Nie rozumiem wielu kwestii, nie lubię sporów i ciągłych kłótni, które niestety często są obecne podczas tego typu rzeczy. Nie wypowiadam się też o czymś, czego nie potrafię pojąć. I kiedy przeczytałam na okładce, że jest to thriller polityczny, pojawiły się pewne obawy i myśli, że może to jednak książka nie dla mnie? Co za bzdura! Przeczytałam i przekonałam się, że aż takiej tragedii nie ma. Polityki było dużo, bo głównie na niej opierała się fabuła tej książki, ale każdy aspekt był dla mnie jak najbardziej zrozumiały, przez co i czytanie stało się przyjemniejsze.

Jeśli chodzi o styl pisania autorki to śmiało mogę rzec, że jestem mile zaskoczona. Mira Grant pisała naprawdę dojrzałym językiem, w dodatku bardzo pięknie dobierała słowa, dzięki czemu z książki wyłowiłam naprawdę wiele mądrych cytatów. Dostrzegłam jednak powtórzenia, które zdarzały się gdzieniegdzie pojawiać, jednak nie miało to jakiegoś większego znaczenia podczas tak wciągającej lektury. 

Wszystko da się zabić.
Czasami musisz w to strzelać tak długo,
aż przestanie się ruszać.
I nie wypada zbytnio rozmyślać o tym,
co się zrobiło.

Było sporo opisów. O ile dobrze mi się wydaje to praktycznie każdy rozdział rozpoczynał się jakąś stroną tekstu z opisem czy rożnego rodzaju przemyśleniami. Dzięki temu mogłam lepiej poznać umysł Georgii, bo to głównie przez nią prowadzona była narracja, ale też i przez jej brata Shauna. Wszystkie dialogi nie były jakoś szczególnie genialne, ale kilka kwestii bohaterów pamiętam nawet dziś, co jest raczej u mnie rzadko spotykane. 

Bardzo spodobało mi się zakończenie każdego rozdziału, bowiem były tam miłe przerywniki w postaci rożnego rodzaju fragmentów postów z blogów bohaterów. To dosyć ciekawy zabieg, i dzięki niemu też lepiej mogłam poznać prawa, jakimi rządziła się tamtejsza blogosfera. W dodatku książka ta była podzielona na cztery osobne części i na początku każdej z nich znajdowały się słowa Georgii i Shauna, które również bardzo przypadły mi do gustu.

Zombie są całkiem nieszkodliwi, o ile traktuje się je z szacunkiem.
Niektórzy uważają, że powinniśmy się nad nimi litować,
współczuć im, ale, moim zdaniem, ci ludzie mają spore szanse,
by sami stać się zombie, jeśli wiecie, co mam na myśli.

Bohaterowie w tej książce byli bardzo mocną stroną. Żaden z nich nie był taki "papierowy". Każdy stanowił coś znacznie większego niż zwykłą jednostkę o jednej czy dwóch cechach szczególnych. Żadna postać nie była też stereotypowa, jak to jest na przykład z mega przystojnym chłopakiem, który ma łamać serca dziewczyn spragnionych niezapomnianych przeżyć. I to właśnie mi się podobało, bo wszelkie stereotypy były złamane.

Genialna była relacja brat-siostra, a właściwie sposób, w jaki została ukazana. Tak cudowne były relacje George i Shauna. Tak bardzo widoczna była ich miłość. Ja sama wiele dałabym za aż takie oddanie ze strony rodzeństwa. Pewnie, moja siostra zrobiłaby dla mnie wszystko.W obliczu jakiejś nieprzyjemnej sytuacji ja dla niej też, ale Shaun i George byli dla siebie najważniejsi, oddani bezgranicznie i gotowi umrzeć za drugiego zawsze! Ciężko jest mi napisać o tym coś sensowniejszego niż niezrozumiałe: awghawhgaha *.*, uwierzcie, staram się. I jestem prawie pewna, że ten "akapit" jest tak nielogiczny, że szok. Ale nie potrafię ubrać w słowa tego, jak bardzo mi się to podobało.

Shaun zna mnie lepiej niż ktokolwiek inny. Czasami myślę,
że zna mnie lepiej niż ja sama.
 
Wiecie, co tak niezwykłego jest w tej książce? Myślę, że bohaterowie, a właściwie ich podejście do życia. To nie jest tak, że Shaun jako irwin rzucał się na łeb, na szyję w pogoń za zombie, żeby tylko zdobyć jakiś fajny materiał na bloga. Może dużo osób odniesie takie wrażenie, ale to nieprawda. Zarówno Shaun, jak i Georgia robili to, co tak naprawdę kochali. Oni z tego żyli. Oni żyli dla tego właśnie. Mieli świadomość, że kiedyś umrą, w końcu nie ciężko o zarażenie wirusem w świecie pełnym żywych trupów. I najlepsze było w tym właśnie to, że się nie przejmowali. Stawiali śmierć jako coś naturalnego, kolej rzeczy. Nie zadręczali się myślą, że jak na przykład wyjdą z domu to jakiś zombie się napatoczy, ugryzie ich i staną się potworami. Wręcz przeciwnie! Korzystali z życia w pełni i możliwość obserwowania tego była czymś naprawdę wyjątkowym. I potrafili też się śmiać, a to było chyba najważniejsze. Polecam tę książkę zdecydowanie każdemu!

Oni umarli za Ciebie.
A teraz przypatrz się dobrze swojemu życiu i powiedz mi- dobrze zrobili?

W serii Przegląd końca świata:
  Feed | Deadline | Blackout

dodatki:
Countdown

13 komentarzy :

  1. Odpowiedzi
    1. (Ten komentarz udaje treściwy, ale co innego mogę napisać o tej trylogii? No kocham no!)

      Usuń
    2. Czasem jedno konkretne słowo w zupełności wystarczy :D

      Usuń
  2. Wiele słyszałam o tych ksiażkach, ale jeszcze sama się nie przekonałam jakie wrażenie na mnie zrobią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie musisz przekonać się jak najszybciej! :)

      Usuń
  3. Bardzo ciekawi mnie ta seria, ale jakoś nigdy nie mam czasu, żeby się na nią zdecydować, a szkoda, bo zapowiada się całkiem nieźle!

    OdpowiedzUsuń
  4. Od dawana mam ochotę na tą serię, więc chyba czas najwyższy zdobyć własne egzemplarze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo dobra recenzja:)
    Seria mnie ciekawi. Mam w domu 2 i 3 tom, które upolowałam ostatnio na promocji po 10 zł za sztukę (zbieram tę trylogię od tyłu:D) Muszę jeszcze zdobyć Feed i zabrać się za czytanie (i będę już mieć całą trylogię na półce).
    http://www.lekturia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi brakuje tylko ostatniego tomu, ale niebawem się to zmieni :D

      Usuń
  6. Nie czytałam jeszcze książki o zombie, a myślę, że może to być ciekawy motyw... mam na uwadze tę pozycję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że warto po nią sięgnąć :)

      Usuń

Zostaw ślad swojej obecności :)