czwartek, 25 lutego 2016

Kreatywny gabRysiek, czyli fragment wojny, żołnierze i król

Hejka wszystkim :)
Naszło mnie jakoś tak, żeby podzielić się z wami owocami mojej ostatniej twórczości. Fragment, który będziecie mogli za chwilę przeczytać jest... właściwie całkowitym tekstem, który napisałam :D Znacie może taką stronę Spisek pisarzy? Ja natrafiłam na nią ostatnio przez przypadek i odkopałam na niej różne porady oraz ciekawe ćwiczenia mające na celu porządkowanie myśli podczas pisania oraz szlifowanie swoich umiejętności. Zaczęłam po kolei, od ćwiczenia pierwszego i właśnie teraz chciałabym zaprezentować Wam, to co mi wyszło. Temat pracy: 

"Trwa bitwa, ludzie umierają, krwawią, cierpią. Każdej sekundy ktoś zwycięża, a ktoś inny traci życie. Twój bohater jest w samym środku, otoczony przez wrogów. Dlaczego tam się znalazł? O co walczy i z kim? Czy ktoś mu pomaga, czy jest zupełnie samotny? To sprawa osobista czy interes? Zabija dla ideałów czy z konieczności? Co czuje, co widzi i słyszy? No
i wreszcie – ma szanse wyjść z tego cało, czy zginie?"

A może wy również skusicie się na pracę nad swoimi umiejętnościami pisarskimi i podzielicie się ze mną swoim tekstem? Co sądzicie o mojej pracy?

Zapraszam do rozwinięcia!

            W każdej sekundzie ktoś traci życie. Jedni giną śmiercią naturalną – mają to szczęście i starzeją się u boku ukochanej osoby, a potem odchodzą. Inni padają ofiarą nieszczęśliwych wypadków: spadają z konia, zostają przygnieceni przez beczki z powszechnym niegdyś w tym królestwie trunkiem – winem. Kolejni tracą życie z powodu własnego roztargnienia, przykładowo tonąc w czeluściach tutejszych mokradeł. Następnym znowuż odbiera się życie celowo. Istotną rolę odgrywają także nieuleczalne choroby, takie jak trąd, grypa, gruźlica czy święty ogień[i], wszakże tego, co dzieje się tutaj, nie da się przypisać do żadnej grupy.
            W tym miejscu setki martwych ciał są zupełną normalnością. Na polu bitwy nikogo nie odraża widok rosłego mężczyzny pozbawionego głowy, który leży gdzieś w pobliskich szuwarach. Nie jest również obcy obraz jakiegoś chuderlaka z połamanymi bądź odciętymi kończynami. Spływająca zewsząd krew, liczne fragmenty ciał, porozrzucane w ferworze walki elementy zbroi, miecze, topory i tarcze, życia odebrane niewinnym ludziom – to tylko nieliczne ze żniw, jakie zebrała ta batalia. Do tego dochodzi jeszcze odór zgnilizny, ciała walczących i potężne chmary much spragnionych zepsutego mięsa…
            Wrogie wojsko obłupiło całe nasze królestwo. Została nam odebrana nasza ziemia, niewielkie zapasy jedzenia, majątki, a co najgorsze - rodziny. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że w niedalekiej przyszłości przyjdzie nam walczyć na śmierć i życie. Zanosiło się na to już od wielu lat, kiedy w królestwie zaczynało brakować jedzenia, a mieszczanie przyczyniali się do powstawania wielu zamieszek. Tłumaczyłem naszemu królowi, iż ktoś wykorzysta niestabilną sytuację panującą w naszym kraju, lecz on nie dopuszczał do siebie tej informacji. Anglicy wykorzystali okazję i zaatakowali nasze królestwo.
Król Venceslaus Gregory I stracił życie dokładnie dwa dni temu. Byłem jego najdroższym przyjacielem, jedynym, któremu w zupełności mógł ufać. Nie zdradziłbym go nigdy. Nie pozwalał mi na to mój honor, a także zobowiązania, jakie wobec niego miałem. Trzymając jego bezwiedne ciało w ramionach pozwoliłem sobie na chwilę zwątpienia. W wygraną naszego królestwa, we wszystkich tu obecnych żołnierzy i we mnie samego. Patrząc przez łzy na niknące w oddali ciało mego przyjaciela, zabierane w bezpieczne miejsce przez gromadę zaufanych żołnierzy, poczułem przypływ chwilowego bohaterstwa. Postanowiłem, że nie umrę, dopóty śmierć naszego króla nie zostanie pomszczona.
Dlatego teraz znalazłem się w centrum walki. Żołnierze wroga otoczyli mnie ze wszystkich stron. Nikt z naszych nie spieszył mi z pomocą, którą w tym momencie bym nie pogardził. Dwunastu na jednego nie było sprawiedliwym zagraniem, jednakże w miłości i na wojnie wszelkie chwyty są dozwolone. Obróciłem się dookoła, próbując wpaść na jakiś sensowny plan. Uciekać, a może stawić im wszystkim czoła? Toż to byłby szczyt wszelkiej głupoty! Ku mojemu zdziwieniu żaden z wojowników nie poruszył się ani o krok, uznałem więc, że to może być moja jedyna szansa.
Dobyłem miecza i ruszyłem na pierwszego z brzegu żołnierza. Brodaty mężczyzna w czerwonych barwach nie spodziewał się mojego ruchu. Zdążyłem przebić jego brzuch i odskoczyć na lewo, zanim oberwałbym od innego uczestnika walki. Szóstka wojowników rzuciła się na mnie. W tej właśnie chwili przybiegło troje rycerzy z mojego królestwa, którzy zajęli się tamtymi. Widziałem, jak walczą i dają sobie radę. Zerknąłem w kierunku pięcioosobowej tury przeciwników, która na mnie ruszyła. Ten będący najbliżej mnie zadał mi głęboki cios. Na szczęście trafił w ramię. Wypuściłem powietrze przez usta z sykiem. Bolało jak diabli, aczkolwiek musiałem wytrzymać. Schyliłem się, widząc jak miecz leci w kierunku mojej głowy. Przeciwnik źle wyprowadził swój cios, więc z łatwością go odbiłem. Posłałem mężczyznę jednym kopniakiem na ziemię. Z drugiej strony nadbiegł kolejny walczący. Cofnąłem się, unikając jego miecza. Poluźniłem lekko chwyt moich dłoni na rękojeści i rozprostowałem palce. Zacisnąłem je z powrotem, przygotowując się na mocny cios. Mój przeciwnik potknął się jednak o wystający z ziemi kamień i upadł. Ludzie mówią, aby nie dobijać leżącego. Mimo iż zależy mi na zwycięstwie, nie mogę zapomnieć o moim honorze. Zostawiłem więc przewróconego mężczyznę i odwróciłem się w drugą stronę.
Z trójki żołnierzy króla Venceslausa Gregory’ego I, którzy przybiegli mi z pomocą,  został tylko jeden. Ledwie radził sobie z przeciwnikiem. Pozostali leżeli powykrzywiani pod dziwnymi kątami na wydeptanej trawie. Co się stało? Przecież szło im tak dobrze.
Na mnie biegł już ostatni wróg, spośród wszystkich, którzy przedtem otoczyli mnie orszakiem. Zadałem cios. Moja klinga ze zgrzytem przejechała po stali przeciwnika. Ten zwinnie wymanewrował i ugodził mnie w bok. Nie przejmowałem się bólem czy krwią, jedynie sapnąłem, gdyż teraz liczyła się jedynie wygrana. Wyprowadziłem cios i obdarzyłem wrogiego żołnierza solidnym rozcięciem na brzuchu. Ten złapał się za bolące miejsce. Po chwili przystąpił do ponownego ataku. Ciął, starał się trafiać, posuwał do przodu. Nie byłem mu dłużny. Walka była wyrównana, do czasu, kiedy przeszył mnie ogromny ból w plecach. Ujrzałem miecz, który równie szybko się wysunął, co mnie przebił. Upuściłem rękojeść mojej klingi i opadłem na kolana. Złapałem się za brzuch. Była na nim rana, z której wylewały się ogromne ilości krwi. Zostałem kopnięty i poleciałem twarzą wprost w błoto.
Nie wiem, jak długo leżałem. Nie byłem w stanie się podnieść. Zdołałem jedynie wysunąć rękę przed siebie i delikatnie unieść głowę. Przed oczami zamajaczyły mi czarne plamy. Odgłosy bitwy nagle uderzyły we mnie ze zdwojoną siłą. Krzyki, zderzenia mieczy, dźwięk upadających ciał. Rąbnąłem głową w chłodną ziemię.
Nie sprostałem wyzwaniu, nie pokonałem wroga i nie pomściłem mojego przyjaciela. W dodatku skończyłem tak jak on. Teraz mogłem liczyć tylko na to, by nasze królestwo jakimś cudem wygrało i żeby śmierć mojego przyjaciela nie poszła na marne. By śmierć poczciwego władcy umocniła wszystkich ocalałych.


[i] w średniowieczu było to ciężkie zatrucie sporyszem, w początkowej fazie często mylone z trądem.

10 komentarzy :

  1. Uwielbiam takie ćwiczenia kreatywnego pisania. Ja też mam w planach zacząć ćwiczyć, bo jak na razie tworzę swoje teksty na bloga oraz felietony i eseje do pisma "Antrakt". :)

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie na nową recenzję,
    Przerwa na książkę
    Snapchat: przerwa_ksiazke

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie ostatnio również bardzo je polubiłam :)

      Usuń
  2. Gratuluję, to świetny tekst! Co prawda napisany w sposób, który raczej omijam w powieściach, ale przeczytanie krótkiej pracy, napisanej takim językiem, kompletnie mi nie przeszkadza i czyta się naprawdę świetnie. Widać, że nie brakuje ci umiejętności, których bardzo ci zazdroszczę, osobiście nie potrafię zebrać myśli by coś stworzyć - zaczynam, ale już po chwili przychodzi blokada i nie wiem, co dalej, w którą stronę iść.
    Naprawdę dobry tekst!
    I dziękuję, bo dzięki tobie dowiedziałam się o tej stronie, na pewno będę zaglądać - może ona pomoże mi się złamać i wreszcie zacząć pisać, bo bardzo chciałabym coś tworzyć ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje :) Ja raczej też omijam takiego stylu w książkach, to nie moja bajka. Ale na potrzeby chwili wczułam się w rolę i napisałam coś właśnie takim sposobem.
      Blokada u mnie również się pojawia, to w sumie normalne. Pisząc wcześniej bardzo często niestety ją napotykałam, bo zazwyczaj moje teksty nie były przemyślane, nie wiedziałam co tak naprawdę chce pisać. I szkło mi to opornie. Ale teraz, kiedy już z doświadczenia wiem, że lepiej usiąść i nad wszystkim pomyśleć, daję sobie czas na spisanie jakichś notatek, co chce zawrzeć w moim tekście i idzie mi łatwiej :)

      Usuń
  3. Nigdy nie słyszałam o takich ćwiczeniach, ale bardzo mi się podoba! Masz takie lekkie pióra, bardzo dobrze się ciebie czyta. Jeśli kiedyś jeszcze coś napiszesz bardzo chętnie przeczytam :D
    Pozdrawiam :D
    http://books-world-come-in.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Super sprawa! Tekst spójny i bardzo przejrzysty! :)
    http://lone-gunmens.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak widać ćwiczenia nieźle Ci idą :)
    Tekst znajdzie się w na liście dobrych tekstów blogerów, już 8 marca.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo dojrzale piszesz jak na tak młodą osobę! Brawo! Rób tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw ślad swojej obecności :)