piątek, 12 lutego 2016

#26: Wilk

Tytuł: Wilk 
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Seria: Wilk (tom 1)
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 2 kwietnia 2013
Ilość stron:
304
Kategoria: fantasy
Ocena: 4/10
+ 1,8 cm do: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu

Opis: Sprawdź, co się wydarzyło przed Zmierzchem!
Margo Cook to zwyczajna nastolatka. Pewnego dnia przenosi się razem z rodzicami z Nowego Jorku do miasteczka Wolftown położonego w głębi olbrzymiej puszczy. Od przeprowadzki dręczą ją koszmary, w których ucieka przez las przed groźnym prześladowcą. W szkole poznaje lekko zwariowaną Francuzkę Ivette Reno oraz intrygującego outsidera Maksa Stone'a. Jaki mroczny sekret skrywa Max? Jaki mroczny sekret skrywa Wolftown? Czy sny Margo mają z tymi zagadkami jakiś związek? Być może poznamy odpowiedź, gdy na niebie pojawi się księżyc w pełni...

Zapraszam do rozwinięcia!

Kiedy nastolatek słyszy od swoich rodziców, iż mają się oni przeprowadzić w zupełnie nowe miejsce, zaprzecza, nie zgadza się, krzyczy lub buntuje. Wszystko to mnoży się, gdy zmiana miejsca zamieszkania ma nastąpić centralnie w środku roku szkolnego lub pod jego koniec. Nastolatek nie potrafi pojąć, dlaczego jego rodzice mu to robią, dlaczego akurat teraz. Nie może pogodzić się z myślą, że już za jakiś czas będzie musiał porzucić swoje dotychczasowe miejsce zamieszkania, zapomnieć o  przyjaciołach i szkole. Nie jest pewien czy to nie jego wina, ale nie przypomina sobie, by jakkolwiek nabroił w ostatnim czasie. W końcu, po wielu godzinach próśb i błagań rozumie, że to i tak na nic. Odpuszcza. Następuje ten feralny dzień - dzień przeprowadzki. Wszystko byłoby okej, gdyby nie to, że jego nowy dom znajduje się w jakiejś zapyziałej dziurze, na odludziu, gdzie wszędzie są tylko lasy i nic poza tym. Dodatkowo, nastolatka nagle zaczynają prześladować koszmary. A właściwie jeden i ten sam, który za każdym razem się urywa. Z biegiem czasu sen zaczyna się zmieniać, ukazując coraz to więcej szczegółów. Jedna przeprowadzka zmienia całe jego dotychczasowe życie nie do poznania. Wplata w jego świat magiczne, niebezpieczne stworzenia i pozostawia wiele pytań. Na niektóre z nich nie można udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Ale prawda może okazać się jeszcze bardziej bolesna i niewiarygodna niż się początkowo wydawało...

Te wszystkie miesiące naszej przyjaźni, sekretów, wzajemnych spotkań
i przeżyć zupełnie upadł.

Ostatnio miałam okazję przeczytać debiutancką powieść autorki, która zaczęła pisać w młodym wieku. Pamiętam, jak na tegorocznych wakacjach, znalazłam promocję w Empiku, w której mogłam zdobyć dwa tomy za 20 złotych. Po długich namysłach ostatecznie zrezygnowałam, ale nie powiedziałam oficjalnego "do widzenia" tej serii. Postanowiłam ją przeczytać, ale kiedy indziej. Jakieś dwa tygodnie temu przypomniałam sobie o tej serii i stwierdziłam, że mogę się za nią zabrać. Nie oczekiwałam istnego arcydzieła, liczyłam po prostu na całkiem dobrą książkę. Czy się przeliczyłam?

Na samym wstępie zostałam potraktowana niedopracowanym stylem pisania autorki. Rozumiem, że Katarzyna Berenika Miszczuk pisząc tą książkę miała zaledwie piętnaście lat, ale nawet w tym wieku powinna unikać najprostszych błędów, choćby samych powtórzeń, które momentami aż raziły w oczy. Przecież wiele słów czy fraz dało się tam z łatwością zastąpić podobnymi, które nie zmieniłyby początkowego zamysłu. Ubogie słownictwo podkreśliło fakt, iż autorka dopiero co próbuje swych sił z pisaniem. Zdania bardzo często się powtarzały, a wypowiedzi bohaterów były po prostu na bardzo niskim poziomie. Niektóre postacie potrafiły jedynie "mruknąć" coś w odpowiedzi. Po dłuższym czytaniu tej książki miałam wrażenie, że w moich rękach znajduje się wersja tuż przed korektą.

- Będę Titanikiem, który skruszy górę lodową - zaśmiałam się.
- Taak... - mruknęła Ivette cicho. - Tylko, że Titanic przy tym zatonął.

Książka ta opowiada historię pewnej nastoletniej dziewczyny - Margo Cook, która wiedzie normalne życie. Wszystko zmienia się jednak, kiedy rodzice oznajmiają jej, że muszą przeprowadzić się z Nowego Jorku aż do miasteczka o nazwie Wolftown. Pierwszego dnia po przyjeździe dziewczynę nawiedza koszmar senny. Niepokoi to jej ojca - psychologa. W szkole Margo staje się obiektem zainteresowań. Nie trudno się temu dziwić, w końcu nie codziennie do szkoły dochodzi jakiś nowy uczeń. Dziewczyna zaprzyjaźnia się z Ivette Reno, której różowy samochód i uwielbienie tego koloru wręcz przeraża Margo. Jej uwagę przykuwa również pewien chłopak należący do grupy metalowców - Max Stone. Jest on dla niej chodzącym ideałem i bardzo ją intryguje. Margo wydaje się, że skrywa on jakiś sekret, więc chce go za wszelką cenę poznać, nie jest to łatwym zadaniem. W międzyczasie okazuje się, że Wolftown nie jest zwykłym, spokojnym miasteczkiem. Jego mieszkańcy skrywają pewną tajemnicę, którą Margo udaje się poznać. Nie było to jednak dobrym pomysłem, ponieważ dziewczyna przez własną ciekawość wplątała się w coś, czego każdy wolałby uniknąć, a teraz musi ponieść konsekwencje swoich czynów.

- Naprawdę przypadkiem się potknęłaś? - I uśmiechnął się pod nosem.
- Naprawdę! - powiedziałam oburzona, a następnie rzuciłam złośliwie: - A ty ją przypadkiem złapałeś za stanik?
- Ty byłaś za daleko - mruknął i puścił do mnie oko.

Cała historia nie jest zbyt oryginalna. W końcu, wilkołaki można spotkać bardzo często w książkach fantasy, a wątek z przeprowadzką, szkolnym przystojniakiem i ześwirowaną przyjaciółką pojawia się na okrągło! W książce powtarzały się te same motywy i schematy, co w innych. Nie mogę się jednak zgodzić z faktem, iż wiele osób twierdzi, że ta książka jest podobna do "Zmierzchu" Stephanie Meyer. Owszem, pojawiły się wilki, a właściwie wilkołaki; owszem przez pewien czas w książce rozwijał się wątek romantycznego trójkąta i niezdecydowania bohaterki, co do tego, którego z chłopców wybrać; owszem, element przeprowadzki głównej bohaterki również się pojawił, ale nie zapominajmy najistotniejszego faktu. Przecież to "Wilka" wydano przed "Zmierzchem"! Nie można więc zarzucić autorce, że wzorowała się na tej jednej książce.

Fabuła była dosyć przewidywalna. Autorka nie potrafiła mnie zaskoczyć, aczkolwiek padłam z wrażenia, kiedy przeczytałam zakończenie. Nie mogłam uwierzyć w to, co przeczytałam. Nie miałam pewności, czy zakończenie również zostało napisane przez tą samą autorkę. I tu ogromny plus, bo wreszcie zaczęło się coś dziać. Akcja rozwijała się bardzo, bardzo powoli, a tempa nabrała dopiero gdzieś po połowie książki.

Czuję się jak powietrze. Jestem, ale mnie nie ma.

Choć przez tą ksiązkę przebrnęłam dosyć żwawo, zdołałam zauważyć, jak idiotycznych wręcz bohaterów zdołała wykreować autorka. Jedyną postacią, którą szczerze polubiłam, był chyba ojciec Margo, psycholog, którego rożne "gadki" potrafiły mnie rozbawić, choć was mogą one nawet nie ruszyć.
Margo była tak infantylną postacią, że aż szok. Przyznam się, że drugiej takiej bohaterki w literaturze jeszcze nie spotkałam. Wszystkie jej myśli mnie wręcz dobijały, bo to nad czym ta dziewczyna tak dumała było wprost nie do pojęcia. Umysł tej nastolatki był czymś, czego ja (również nastolatka) nie potrafiłam zrozumieć. Może ta książka bardziej by mi się spodobała, gdyby narracja była prowadzona przez inną osobę? Oszczędziłoby to wielu zbędnych opisów. Margo ciągle pchała się w kłopoty, nie słuchała innych, choć jeśli ją przed czymś przestrzegali lub czegoś jej zabraniali, to robili to dla jej dobra. Znalazłam w książce jeden, wprost idealny cytat, który opisuje tą bohaterkę:

Tak, wiem, nie grzeszę inteligencją. Powinnam się cieszyć, że pozwalają mi zostać
w domu. Ale wkurzyłam się na nich obu o to, że usiłują się mnie pozbyć. Poza tym nie wytrzymałabym, siedząc bezczynnie i mając świadomość, że oni się narażają. A gdyby Maksowi soś się stało? No dobra, zwykle to ja go pakuję w kłopoty, ale przynajmniej nie byłby wtedy sam.
Miałby mnie.

Charaktery reszty postaci był, no cóż, niezbyt rozwinięte. Każdy z nich miał jakby jedną stałą cechę i tylko ona definiowała poszczególnego bohatera. Nie mogło być tak, że jeśli ktoś jest małomówny, to chociaż radosny. Co to, to nie. Najważniejszymi postaciami, które przewijały się cały czas, byli oczywiście Maks, Aki - bardzo dobry przyjaciel Maksa, buntownik bez większego powodu i Ivette - Francuzka, przyjaciółka Margo. Reszta była tylko tłem całej opowieści. Przyznam też, że o ile na początku książki rodzice Margo pojawiali się dosyć często, tak z każdą stroną ich ubywało, aż gdzieś tam wreszcie na końcu się pojawili.
Wiarygodność zaskakujących czy niepokojących sytuacji i reakcji bohaterów była bardzo mała. Postacie odnosiły się do wszystkiego tak, jakby były pozbawione jakichkolwiek emocji. Co muszę podkreślić, zdecydowanie ciągłe wstawianie trzech wykrzykników zamiast jednego, nie podkreślało danej wypowiedzi czy sytuacji, a wprost irytowało. Po pewnym czasie czytania miałam już dość, bo ile można wstawiać tych wykrzykników? Gwarantuję wam, że na każdej stronie znalazłby się przynajmniej jeden.

Marzenie, które dręczy serce,
Sprawia, że drżą mi ręce.
Jedno pragnienie:
Spotkac cię na jawie...

W dziewięćdziesięciu procentach spodobała mi się oprawa graficzna. Okładka bardzo mi się podoba, jest mroczna i oddaje klimat, jaki chciała wytworzyć Katarzyna Berenika Miszczuk w swej książce. Ciekawy dobór kolorów, nuta tajemniczości - idealnie! Nie wiem jednak, dlaczego na okładce jest kobieta. Chodzi mi o to, że tytuł tej książki to "Wilk", więc uważam, że okładka z części drugiej bardziej pasowałaby do tej pierwszej i na odwrót. 

Nie jestem pewna czy sięgnę po drugą część, jedna nie lubię zostawiać niezakończonych serii, więc za jakiś czas pewnie sięgnę po "Wilczycę". Liczę na to, że przynajmniej tam autorka naprawi większość błędów i wyjaśni nam dokładnie, co miała na myśli tworząc część pierwszą i przedstawiając wilkołaki w taki dziwny sposób. Gwarantuję wam, że nie przemienili się oni od tak, od zwykłego ugryzienia...

W serii Wilk:
 Wilk | Wilczyca

14 komentarzy :

  1. Fajna recenzja :) Czytałam kilka lat temu tą książkę i z tego co pamiętam mi się podobała :)
    onlybooks-jdb.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętam ze kiedyś trzymałam tę książkę w rękach ale nie przeczytałam jej. Po twojej recenzji jestem rozdarta. Przeczytać czy nie. Z jednej strony zaintrygowałaś mnie tym zakończeniem,ale te 4/10... Nie wiem co myśleć xD
    aczkolwiek spodobała mi się twoja recenzja :D Pozdrawiam ;)
    PS. Co teraz zamierzasz przeczytać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami warto zaryzykować, może Tobie bardziej spodoba się ta książka niż mi.
      Aktualnie czytam "Kamień i sól" oraz "Urodzoną o północy" :)

      Usuń
  3. Nie znam autorki, nie słyszałam o książce, recenzja nie zachęca więc chyba odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapraszam na ROZDANIE w którym do wygrania m.in. produkty Eos i Garnier! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mam zamiaru sięgać po tę książkę, ale inne powieści tej autorki bardzo mnie interesują :)
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z innymi książkami tej autorki, aczkolwiek liczę na to, że jej kolejnymi powieściami się nie zawiodę :)

      Usuń
  6. Chyba już wyrośliśmy z takich lektur, ogólnie jako społeczeństwo.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli będę miała okazję to chętnie przeczytam, czemu nie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Miszczuk miała 15 lat, gdy pisała tę książkę, naprawdę?! Moja mama czytała "Pustułkę" tej autorki i była pod wrażeniem. Ja lubię czytać o wilkołakach, wampirach, czarownicach itp., więc z chęcią sięgnę po tę książkę, choćby z ciekawości.

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie na nową recenzję!
    Przerwa na książkę
    Snapchat: przerwa_ksiazke

    OdpowiedzUsuń
  9. Widzę, że nie muszę sięgać po tę książkę. ;)
    Pozdrawiam!
    Hon no Mushi

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie jestem fanką fantasy więc raczej po tę serię nie sięgnę... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Również kupiłam tę książkę i jej kolejną część na promocji w Empiku. Jeszcze się za te pozycje nie zabrałam, ale na pewno to zrobię, bo lubię tę autorkę. ;)
    Pozdrawiam,
    Geek of books&tvseries&films

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja sama nie wiem, czy chcę przeczytać :P Książka raczej nie wydaje się niczym odkrywczym, więc może sobie odpuszczę...

    OdpowiedzUsuń

Zostaw ślad swojej obecności :)