środa, 23 września 2015

Pomiędzy Latem a Zimą - fragment 1

Witajcie kochani!
Już za chwile będziecie mieli możliwość przeczytania pierwszego fragmentu tekstu, który przygotowała dla swoich fanów autorka książki Lato koloru wiśni - Carina Bartsch w ramach oczekiwania na tom drugi perypetii miłosnych Elyasa i Emely oraz ich wszystkich przyjaciół! Jak już pewnie wiecie tym razem opowiadać będzie nam Elyas! Wreszcie się dowiemy, o co mogło chodzić temu casanovie, kiedy po latach spotkał się z Emely. Być może zrozumiemy jego postępowanie i poznamy go troszkę bliżej. Cieszycie się tak samo jak ja? A może jeszcze bardziej? W pełni was rozumiem, bo sama jestem niezwykle podekscytowana.

Jak wiadomo, ktoś musiał otrzymać fragment pierwszy i... padło na mnie! Cieszę się, że to ja mogę rozpocząć tą genialną akcję przygotowaną przez Wydawnictwo Media Rodzina. Pewnie was już zanudzam tym moim gadaniem i każdy chyba jak najszybciej chciałby przejść do właściwiej części tego posta, więc już nie przedłużając, zapraszam do czytania!


Copyright © by Carina Bartsch
Tłumaczyła Emilia Kledzik

Lato koloru wiśni

Emely?
Z perspektywy Elyasa

Do wczoraj nie mogłem się pozbyć wyrzutów sumienia, ponieważ w tym tygodniu ani nie poszedłem biegać, ani nie wykonałem żadnej innej aktywności fizycznej, która mogłaby przypominać trening. Sport wymagał konsekwencji – jeśli pozwalało się wygrać wewnętrznemu leniwcowi, następnego dnia rósł w siłę po dwakroć. Jednak kiedy dziś skręciłem łóżko, szafę i komodę i – jak mi się wydawało – setny raz obładowałem się ciężkimi przeprowadzkowymi kartonami Alex, by stopień po stopniu wejść z nimi po schodach prowadzących do mojego mieszkania, wyrzuty sumienia rozwiały się w powietrzu. Odrobiłem trzykrotność zaniedbanego treningu. Wysiłek miał jeszcze jedną korzyść – nie pozwolił mi łamać sobie głowy nad spotkaniem, do którego dzisiaj doszło. Emely Winter. Pierwsza kobieta, na którą zmarnowałem swoje uczucia. Ostatnim razem widziałem ją siedem lat temu i od tej pory zawsze schodziłem jej z drogi. Niestety, była najlepszą przyjaciółką mojej siostry, która dziś oficjalnie została moją współlokatorką. Co za ironia.
Przypomniałem sobie, jak przed kilkoma tygodniami Alex powiedziała mi przez telefon, że przyjęła moją propozycję, ma zamiar przerwać studia w Monachium, przenieść się do Berlina i wprowadzić do wolnego pokoju w moim mieszkaniu. Nienawidziła swoich studiów, w Monachium czuła się obco i źle, a jej związek – ostatnie, co ją trzymało w tym mieście – się rozpadł, ponieważ szanowny partner postanowił zaspokoić miłą blond współlokatorkę Alex. Przyjąłem moją siostrę z otwartymi ramionami. Nie podobał mi się tylko ten szczurzy ogon, który ciągnęła za sobą. Czułem się, jakby mój naprawdę fajny prezent na chwilę przed wręczeniem wylądował w krowim gnoju. Krowi gnój miał na imię Emely. Kiedy skarciła mnie swoim najbardziej aroganckim spojrzeniem, osobiście zdusiła w zarodku wszelkie plany, bym zachowywał się względem niej neutralnie i dorośle. Ona  mnie skarciła – trudno było to przebić. Zabawne.
            Świadomie zdecydowałem się na skręcanie stelaża do łóżka Alex, by móc ze spokojem wycofać się z peanów: „Jesteśmy taaaacy szczęśliwi, że znów się spotykamy”. Z perspektywy widzę, że nie było to chyba najmądrzejsze rozwiązanie, ponieważ kiedy klęczałem na podłodze pokoju Alex, przysypany mieszaniną śrubek i innych części, z których nie wszystkie chciały do siebie pasować, nie usłyszałem zbliżających się kroków obu pań. Alex i Emely nagle i bez ostrzeżenia stanęły w pokoju za moimi plecami. Chociaż… Mówiąc szczerze, Alex w ogóle nie zauważyłem. Całą moją uwagę przykuła kobieta, którą ostatnio widziałem, kiedy byłem jeszcze nastolatkiem. Jej ciemne włosy były odrobinę krótsze niż wtedy, twarz wciąż była młoda i świeża, taka sama jak wcześniej, chociaż o wiele bardziej kobieca. Dziecięce rysy zniknęły. Także jej ciało nabrało kobiecych kształtów: zaokrąglone biodra, kształt talii, który odznaczał się pod T-shirtem, słodkie, małe piersi. Tak naprawdę niewiele urosła, ale jej figura była teraz jeszcze bardziej nęcąca niż siedem lat temu.
Chwila, w której zobaczyłem Emely… Nagle w mojej głowie zrobiło się całkiem cicho. Przepadły wszystkie myśli. Berliński hałas, który tak często przeszkadzał w koncentracji albo w zaśnięciu, w mgnieniu oka całkowicie umilkł, jak gdyby ktoś za pomocą pokrętła wyciszył wszystkie dźwięki. To było jak cisza po głośnym wystrzale. Coś się wydarzyło. Echo tego dźwięku położyło na mnie swoje palce i sparaliżowało całe moje ciało. Po prostu stałem tam i gapiłem się na nią.
Kiedy później analizowałem swoją reakcję na jej obecność, byłem zaszokowany. Wiedziałem, że Emely dziś pojawi się w moim mieszkaniu, i chociaż nie był to dla mnie powód do radości, jakoś się z tym pogodziłem. Przynajmniej jeśli nie brać pod uwagę lekkiego niepokoju, który od czasu do czasu ogarniał mnie podczas ostatnich dni. Za każdym razem udawało mi się jednak wyprzeć go w takim samym tempie, w jakim się pojawił. Nie przejmowałem się więc specjalnie. A może powinienem? Bądź co bądź ta zatrzymana w czasie chwila nagle skończyła się za sprawą jej aroganckiego spojrzenia. Znów odzyskałem nad sobą kontrolę. Temat Emely był zamknięty. Kiedy wsłuchiwałem się w mój głęboki, wewnętrzny głos, słyszałem jednoznaczną odpowiedź. Skończyło się. Było skończone już przed wieloma laty.
Kiedy dotarłem na trzecie piętro i przystąpiłem do ataku na czwarte, usłyszałem, jak gdzieś pode mną coś hałasuje, a chwilę później dobiegł mnie miotający przekleństwa głos mojego ojca. Rodzice też pomagali w przeprowadzce. Najwyraźniej coś mu upadło. Był w stanie przeklinać, więc najwyraźniej nie odniósł żadnego uszczerbku na zdrowiu. Spojrzałem ponownie w górę i zauważyłem, że nie jestem już sam na schodach. Na ich drugim końcu, kilka stopni wyżej, wspinała się kobieta z mojej przeszłości. No cudownie. W głowie zaświtało mi pytanie, z jaką prędkością ona się porusza, skoro nie widziałem jej na niższych piętrach. Na pewno nie była to prędkość światła. Podjąłem próbę dopasowania się do tego tempa, ponieważ nie chciałem jej wyprzedzać. Jednak aby tego uniknąć, musiałbym się  czołgać, bo wkrótce już się z nią zrównałem. Dyszała i wyrzucała z siebie niezrozumiałe komunikaty, w pewnej chwili wydawało mi się, że usłyszałem „pięć cholernych pięter”. A może tylko mi się wydawało? Odrobina wysiłku fizycznego z pewnością nie mogła wyrządzić krzywdy zadzierającej nosa pannie Winter. Kolejny dowód, że byłem na nią kompletnie odporny. Podobały mi się wysportowane kobiety, a nie żółwie.
            Jeden ze stopni zaskrzypiał pod moją stopą. Emely obejrzała się przez ramię. Przestraszyła się podwójnie. Po pierwsze dlatego, że ktoś za nią szedł, a po drugie – bo tym kimś byłem ja. Interesujące – pomyślałem. Czyżby bez Alex za plecami jej pewność siebie nie była już tak wielka, a moja obecność zawstydzała ją? Po moim, trzeba przyznać, nieco niestosownym komentarzu na temat jej małych piersi, w zasadzie postanowiłem na przyszłość odpuścić sobie takie numery, ale…
– W radiu już mówią, że na schodach prowadzących na czwarte piętro tworzy się korek. Trzeba się liczyć z piętnastominutowym opóźnieniem. – Uuups. Wyrwało mi się.
            Jej spojrzenie było mroczne jak koniec świata. Lepiej powiedzieć: usiłowało być mroczne jak koniec świata, ponieważ wzrok Emely po prostu nie był w stanie napędzić mi stracha. Mroczne spojrzenie wściekłej jak osa kotki – to określenie pasowało jak ulał.
 – Nikt cię nie zmusza, żebyś za mną szedł, jeśli jestem dla ciebie za wolna – fuknęła ostro, kładąc tym samym kamień węgielny pod moją teorię o kotce.
Gwałtownym ruchem odwróciła głowę, nie pozostawiając wątpliwości, że jej odpowiedź ma jeszcze jedną niewypowiedzianą część: ignorowanie mojej osoby. Poczułem łaskotanie w palcach. Na usta cisnął mi się już kolejny komentarz, ale zdołałem się powstrzymać, żeby go nie wygłosić. W przyszłości zamierzałem schodzić jej z drogi, uprzejmie mówić „cześć” i „hej” i starannie unikać każdej bardziej zaawansowanej formy kontaktu – taki był plan, który podjąłem wcześniej. Prowokowanie Emely, nawet jeśli zawierało element perfidnej radości, zdecydowanie nie było jego częścią. Czyli: zamknąć pysk i iść dalej.
A może jednak powinienem ją wyprzedzić? A może to byłoby zbyt kompromitujące? Miała już purpurową twarz i – określając jej stan w terminologii medycznej – prawie cierpiała na oddech agonalny. Kompromitować kobietę… Na samą myśl o tym coś się we mnie buntowało. Nie, nie mogłem tego zrobić, zabraniał mi tego szacunek, jaki żywiłem do tej płci. Ale zdenerwować… O tak, to zdecydowanie wchodziło w grę. A ponieważ najwyraźniej Emely denerwowała się bardziej, kiedy szedłem za nią, postanowiłem właśnie tego się trzymać. Dotarliśmy na czwarte piętro i ruszyliśmy po półokręgu prowadzącym do kolejnych, ostatnich schodów. Potrzebowałem tematu, wokół którego mogłyby krążyć moje myśli, i szybko go znalazłem: Marion. Zadowolony uśmiech pojawił się na moich wargach, a w żyłach poczułem przyjemne ciepło. Kiedy przypomniałem sobie jej długie nogi, blond włosy, słuszny wzrost, zamiłowanie do krótkich spódniczek oraz każdym centymetr jej ciała, który był tak perfekcyjnie wymodelowany, jak gdyby rzeźbiarz wykuł go idealnie zgodnie z moimi marzeniami, a następnie sprezentował mi, prawie czułem pod palcami jej nagą skórę. Marion była taka otwarta, wiedziała, czym jest namiętność, a słowo „zahamowania” znała być może ze słownika, ale nie robiła z niego użytku. 

 
Tekst został przetłumaczony ze strony Cariny Bartsch: carinabartsch.de
Nie jest to fragment ani zapowiedź książki napisanej z perspektywy Elyasa, to fragment dwóch rozdziałów napisanych przez autorkę jako prezent dla czytelników.


Fragment drugi znajdziecie na blogu Natalii: http://zaczytanaaax.blogspot.com/

17 komentarzy :

  1. Jej *.* zabieram się za czytanie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaaaaaaaa ELYAAAAAASS! :D Zabiję go. A potem wskrzeszę. Lecę czytać dalej :D
    Pozdrawiam ;)
    http://ravenstarkbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. O, świetnie, że ktoś to przetłumaczył, kawał dobrej roboty!:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwszy tom naprawdę mi się bardzo spodobał a ta akcja jest świetna <3 Lecę czytać dalej :3
    Pozdrawiam serdecznie :*
    my-life-in-bookland.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Idę czytać dalej, achhh Elyas ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy fragment! ;) Bałam się, że będę musiała go szukać. :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. " W radiu już mówią, że na schodach prowadzących na czwarte piętro tworzy się korek. Trzeba się liczyć z piętnastominutowym opóźnieniem"- hahahaha o nie mogę :DD

    OdpowiedzUsuń
  8. Muszę przeczytać pierwszą część i tą koniecznie :D
    Pozdrawiam cieplutko
    http://recenzjelaury.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Już nie mogę się doczekać rozpoczęcia przygody z tą historią. <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie czytałam pierwszej części, ale jestem pod wrażeniem tego, jak dużo jest pozytywnych opinii o "Lecie koloru wiśni". Chyba coraz bardziej zastanawiam się nad przeczytaniem tej książki!

    Recenzandia

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam drugą część po niemiecku. Będzie się działo :) i po zakończeniu mogę zagwarantować, że będzie kolejna część.

    OdpowiedzUsuń
  12. Już nie mogę doczekać się drugiego tomu! :)
    A ta akcja jest naprawdę niesamowita :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja nie czytałam nawet 1 część, ale oczywiście bardzo chce i mam nadzieję sięgnąć. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Niestety nie czytałam pierwszej części i póki co raczej nie przeczytam. Ale może kiedyś... ;) Zwłaszcza że zapowiada się kusząco ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również ominęło czytanie pierwszej części "Lata koloru wiśni", ale wtedy jeszcze nie wiedziałam, że zapowiada się kolejny tom. A skoro sagi lubię najbardziej, bardzo chętnie po nią sięgnę. :-)

      Usuń
  15. Nominowałam cię do Tagu:
    http://tiggerssreads.blogspot.com/2015/10/027-celebrity-book-tag.html#comment-form
    Mam nadzieje, że weżniesz w nim udział :)
    Pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń

Zostaw ślad swojej obecności :)